„Wyborczej” plan dla opozycji

„Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” tego samego dnia przypuściły atak na Grzegorza Schetynę i jego otoczenie, czyniąc ich winnymi wyborczej porażki. Medialnym rozgrywającym chodzi jednak nie tylko o zmianę warty, ale też o przemianę ideologiczną.

Przynajmniej od czasu słynnego tekstu Adama Michnika „Wasz prezydent, nasz premier” każdy obserwator życia politycznego w Polsce musiał sobie zdawać sprawę, że „Gazeta Wyborcza” chciała, a niejednokrotnie była czymś dużo więcej niż tylko dziennikiem. Katalog spraw, których rozwiązanie pragnęli narzucić redaktorzy „Wyborczej”, obejmował podejście do historii, rozliczenia z PRL-owską przeszłością, rolę Kościoła katolickiego w państwie, walkę z „demonami” nacjonalizmu i definiowanie granic nowej, liberalnej demokracji.

Sorry, Gregory
Choć w ostatnich latach blask „Wyborczej” lekko przygasł, z jej stron ciągle wyziera przekonanie, że „GW” jest awangardą i powinna wyznaczać kierunek „demokratycznej opozycji”. Po ostatnich wyborach, wspólnie z „Newsweekiem” Tomasza Lisa, który braki w myślowej oryginalności z nawiązką nadrabia zapałem w realizowaniu wyznaczonej linii, „Wyborcza” wydała wyrok – czas przywództwa Grzegorza Schetyny się skończył.
Teksty „GW” i „Newsweeka” – oczywiście za sprawą zupełnego przypadku – ukazały się tego samego dnia. Ale i trzon narracyjny obydwu artykułów jest taki sam. Po pierwsze: wykreować pozytywnych bohaterów po stronie przegranych. W obydwu wersjach to „grupa młodych”, których dziennikarze okadzają łaskawie określeniami takimi jak: „niezwykle popularny poseł opozycji” (Brejza), autor „brawurowej wygranej w eurowyborach” (Arłukowicz) czy autor „wielkiego sukcesu”, którym był pomysł wieszania plakatów na płotach wyborców (Szłapka). W przewidywalny sposób rysuje się więc dychotomia: młodzi byli ambitni, pracowici i pełni pomysłów, ale wszystko uwalali starzy wyjadacze z „dworu Schetyny”, którzy popijali wino, palili cygara i oglądali...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: