Wyroki dla „słupów”. Finał afery Amber Gold

Sąd skazał Marcina i Katarzynę P., twórców jednej z największych piramid finansowych w Polsce, na wieloletnie więzienia oraz zwrot poszkodowanym setek milionów złotych. Ale obydwoje w przypadku uprawomocnienia się wyroku będą mogli wystąpić o przedterminowe zwolnienie i jeśli sądy uwzględnią ich wniosek, wyjdą na wolność.

To symboliczny koniec jednej z największych afer finansowych w historii III RP. 16 października br. Sejm przyjął do wiadomości raport sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, a Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał małżeństwo Marcina i Katarzynę P. na odpowiednio 15 lat i 12,5 roku więzienia za oszukanie blisko 19 tys. osób na ponad 850 mln zł. Twórcy Amber Gold – oprócz kilkuset tysięcy złotych grzywny – mają też zwrócić pieniądze tym poszkodowanym, którzy nie wystąpili z pozwami cywilnymi przeciwko stworzonej przez nich spółce. To ponad 30 mln zł. Sam wyrok liczy 60 tomów akt, a jego odczytanie zajęło sędzi Lidii Jedynak blisko pięć miesięcy. – Ten nieprawomocny jeszcze wyrok nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Mimo że prokurator żądał 25 lat więzienia, właśnie takiego rozstrzygnięcia trzeba było się spodziewać – mówi „GP” poseł Tomasz Rzymkowski (PiS), członek sejmowej komisji śledczej, która w latach 2016–2019 badała aferę Amber Gold. Cały czas nie wiadomo jednak, kto faktycznie był mózgiem tego skandalu, a małżeństwo P. niemal tuż po uprawomocnieniu się wyroku teoretycznie może… wyjść na wolność.

Parasol ochronny i zaniedbania
Wszystko zaczęło się w styczniu 2009 roku. To właśnie wtedy została zarejestrowana spółka, która pół roku później, już pod nazwą Amber Gold, zaczęła oferować rzekomo atrakcyjne inwestycje w złoto. Mimo że w grudniu 2009 roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wpisała ten podmiot na listę ostrzeżeń publicznych, klienci chętnie lokowali w nim swoje oszczędności. Jednak można było tego uniknąć. Sejmowa komisja śledcza nie miała wątpliwości, że gdyby wówczas organy...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: