Lepszy Zandberg czy Tusk?

We współczesnej polityce lewica jest czymś naturalnym. Zaś dynamika relacji tejże lewicy z prawicą tworzy polityczny ekosystem. Za to twór taki jak Platforma jest idealnym przykładem wynaturzenia, patologicznego dziedzictwa procesów zachodzących w państwach postkomunistycznych, najgorszego populizmu.

Patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że Adrian Zandberg wraz ze swoją partią Razem jest największym przegranym tych wyborów. Wystarczy wspomnieć te hasła i odezwy, z jakimi startował podczas pierwszej kampanii Razem. Czas na nową lewicę, nigdy sojuszu z postkomunistami, największym wrogiem SLD-owski beton, żadnych układów. Co z tego zostało? Wchłonięcie jego partii przez wspomniany Sojusz Lewicy Demokratycznej, wspólne picie wódki z działaczami pamiętającymi (i zapewne biorącymi udział) w PRL-owskich nagonkach na Żydów czy homoseksualistów. Dodatkowo Czarzasty zdołał zabrać mu nazwę i pozbawić subwencji. Aż chciałoby się zapytać Zandberga – było warto za poselską pensję? Z drugiej strony Razem ma jeden fundamentalny atut, którego SLD samo z siebie nie było w stanie inaczej uzyskać. Program polityczny, twardą ideologię i rozeznanie tego, jakie idee są w Europie „na topie”. Co wraz z oczywistymi biznesowo-towarzyskimi relacjami Biedronia z zagranicą może spowodować, że nowe SLD po prostu pożre Platformę.

Do Palikota im daleko
Ostatnio w Polsce mamy do czynienia z ewidentnym wzrostem lewackich prowokacji i zadym. Ich organizatorzy dwoją się i troją tylko po to, żeby jak najmocniej uderzyć, uzyskać jak największy rozgłos. Zapewne obserwujemy tworzenie się w Polsce zideologizowanej lewicy na modłę zachodnią, lewicy, która może stać się istotnym graczem politycznym, nie jak wcześniej – tylko ciekawym dodatkiem do dyskusji nad sojowym latte w drogiej knajpie. Widać też wyraźną różnicę między tym, co się dzieje teraz, a awanturami organizowanymi przez Ruch Palikota (mimo że agresja w obu wypadkach jest podobna...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: