Niemiecki symbol marazmu. Kłopoty Bundeswehry

Przez ostatnie lata o niemieckiej armii mówiło się albo źle, albo wcale. Na zbyt niskie fundusze oraz braki w uzbrojeniu i kadrach zwracali uwagę zarówno eksperci, jak i politycy, choć ci ostatni nie zawsze kierowali się wyłącznie dobrem rodzimego wojska. Ostatnio głosy krytyki pod adresem Berlina płyną także od samego środowiska żołnierzy.

Według indeksu Global Firepower, oceniającego potencjał militarny danego kraju, niemiecka armia jest dziesiątą na świecie, piątą w NATO i trzecią w Europie. Na papierze wygląda to całkiem imponująco. Także w świadomości osób szczątkowo interesujących się wojskowością, Bundeswehra wpisuje się w stereotypową dla Niemiec oznakę jakości i precyzyjności. Dlaczego więc – parafrazując jeden z najbardziej znanych cytatów Trenera Tysiąclecia, śp. Kazimierza Górskiego – skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

Wałkowany temat
Kwestia Bundeswehry, a właściwie problemów, które ją trawią, pojawia się regularnie od kilku lat. Zawężając jednak ramy czasowe tylko do ostatnich miesięcy, można zaobserwować, że o fatalnym stanie niemieckiej armii napisano w tamtejszej prasie dziesiątki artykułów i analiz. Temat był podejmowany w krajowych (Bundestag) i zagranicznych gremiach (NATO, UE). Na pytania o stan armii regularnie musiała odpowiadać kanclerz Angela Merkel, szefowie resortu obrony narodowej (najpierw Ursula von der Leyen, teraz Annegret Kramp-Karrenbauer) czy przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schäuble. Pod koniec stycznia Hans-Peter Bartels, pełnomocnik Bundestagu ds. sił zbrojnych, opublikował zatrważający raport o stanie Bundeswehry. Rekordowo niski stan osobowy, braki w strategicznym wyposażeniu czy niewydolny system zarządzania – to tylko kilka z podpunktów długiej listy grzechów niemieckiej armii. W dokumencie wyrażono ogromne zdziwienie z faktu, że w 2018 roku niemieckie wojsko… wykonało wszystkie postawione przed nim zadania.

Pieniądze „mają być”...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: