Tylko lewicy wolno?

Dwóch mężczyzn siedzi w barze przy piwie. Jeden wciąż prowokuje drugiego. Wyzywa od najgorszych, macha łapami, pluje, warczy, rzuca coraz grubsze słowa. Określenia takie jak faszysta, nazista, morderca, gwałciciel, prymityw, którego nie powinno być w tej knajpie, a najlepiej, jakby się w ogóle nie urodził – to te najlżejsze epitety.

W pewnym momencie mężczyzna naprzeciwko reaguje równie ostro. I co się dzieje? Ten, który wcześniej tak atakował, zaczyna… płakać. Bo on jest taki biedny, wciąż atakowany, oskarżany. Tonem świętego oświadcza, że on nigdy takiej nienawiści nie zrozumie, że liczy się miłość. A potem idzie naskarżyć do właściciela knajpy. W praktyce –
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: