Jak nie powstał artykuł o Dodzie. Pieniądze za artykuł

Biznesmen Emil Stępień, mąż wokalistki Doroty Rabczewskiej, twierdzi, że znany stołeczny adwokat zainkasował od niego 123 tys. zł za doprowadzenie do korzystnej dla pary publikacji w ogólnopolskiej prasie. Jednak materiał nigdy się nie ukazał. Stępień żąda więc zwrotu pieniędzy, a o sprawie powiadomił rzecznika dyscypliny warszawskiej palestry.

To jedna z najbardziej rozpoznawalnych par polskiego show biznesu. Biznesmen Emil Stępień i wokalistka Dorota Rabczewska, znana jako Doda, to ulubieńcy tabloidów i portali plotkarskich. Media od dawna szeroko informują o konflikcie wokalistki z jej byłym partnerem Emilem Haidarem (jego ojciec Riad startuje w wyborach do parlamentu z listy Koalicji Obywatelskiej), reprezentowanym przez mecenasa Romana Giertycha. Złożył on przeciwko Dodzie nie tylko pozwy cywilne, lecz także zawiadomienia do prokuratury. W efekcie wokalistka m.in. została skazana na grzywnę za zmuszanie swojego byłego partnera do przyznania się rodzinie, że jest uzależniony od alkoholu i środków odurzających, grożąc ujawnieniem w mediach społecznościowych potwierdzających to filmów. Doda wraz z mężem jest też oskarżona o składanie fałszywych zeznań.
Jednak w obydwu sprawach pojawił się szereg wątpliwości, które miały być opisane w jednym z ogólnopolskich tygodników. Stępień podpisał w tym zakresie umowę z kancelarią prawną warszawskiego adwokata D. Z dokumentu, do którego dotarła „GP”, wynika, że umowa opiewała na 150 tys. zł (plus VAT). Artykuł przygotowywał dziennikarz S. Mimo że kancelaria zainkasowała 123 tys. zł (100 tys. zł plus VAT), do publikacji nigdy nie doszło. Stępień żąda od prawnika zwrotu pieniędzy, a o sprawie powiadomił rzecznika dyscypliny warszawskiej adwokatury. Przygotował też przeciwko niemu pozew do sądu. „GP” ujawnia kulisy tej sprawy.

„Skonsultuj ze mną datę i miejsce publikacji”
Wszystko zaczęło się 2 października 2018 roku. Wówczas Stępień, jako prezes spółki Ent...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: