17 lipca 2019

Dramat pisarki Katarzyny Grocholi na bałtyckiej plaży! Napisała ona na Instagramie: „Dostałam od dziecka bułeczkę z serem. Zanim zdążyłam zjeść pierwszy tego dnia posiłek, mewy oraz inne latające uznały, że to dla nich, i mnie obsrały”. A wszystko przez to, że mewy są za 500 plus, dzięki któremu na plażach są tłumy i mogą się przy nich wyżywić. I jak namierzą na plaży przeciwnika PiS, nie mają litości.

Kontynuując tematykę nadmorską – Bogdan Zdrojewski optymistycznie o nadchodzących wyborach: „To katastrofa. Wybory do PE miały dać wiatr w żagle, a tu połamane maszty!”. Żeby tylko połamane. Ozdobione przez mewy na dodatek.
Masztem PO, który już dawno złamał się na pół, okazał się Marek Biernacki rodem z Sopotu. Ów „konserwatysta” w poszukiwaniu moralnego odrodzenia wstąpił do PSL. Co potwierdzałoby, że Sopot to wiocha i jego prezydent Jacek Karnowski słusznie chodził w koszulce z napisem „Sołtys”.
W związku z przewidywaną klęską opozycji coraz brutalniej atakowany, i to nie przez mewy, jest Grzegorz Schetyna. „Nie wystarczy być jedynie anty-PiS-em, bo bycie anty-PiS-em nie odzwierciedla tak naprawdę tego, kim jesteśmy i za czym się opowiadamy” – otwarcie skrytykował polityczną linię Schetyny z ostatnich lat wpływowy polityk PO. I to jawnie, pod nazwiskiem, a nie anonimowo. Ten polityk nazywa się… Grzegorz Schetyna.
Wszystko zrekompensował Schetynie tytuł na portalu Gazeta.pl, utrzymany w stylistyce zarezerwowanej dotąd w (niektórych) polskich mediach dla Jana Pawła II: „Schetyna niczym doświadczony lekarz postawił diagnozę chorej i cierpiącej Polski”. Po czym, by dowieść jej prawdziwości, wyzionie politycznego ducha?
Platforma ogłosiła, że w kampanii będzie walczyła z drożyzną. Z racji ogromnej wiedzy establishmentu z PO na temat biedy powinna powołać w tym celu Instytut im. Marii Antoniny. Miała ona na wieść, że ludowi brakuje chleba, odpowiedzieć: „Niech jedzą ciastka”. Że słowa te przypisano jej niesłusznie? A...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: