Nieudana prowokacja węgrowska, czyli falstart kampanii PO. Wyszydzanie mieszkańców – nowatorski pomysł na kampanię bezpośrednią

KRAJ [Kampania PO, Węgrów, Arłukowicz]

Nasłała ich na mnie Barbara Domańska z węgrowskiej PO. Chcieli mnie ośmieszyć, to ich metoda – mówi Tomasz Staręga, właściciel kiosku w Węgrowie, członek klubu „Gazety Polskiej”. Zamiast niego Bartosz Arłukowicz zaczepił omyłkowo przypadkowego klienta. – Przyjechali specjalnie, aby prowokować i kpić z tych, którzy mają inne poglądy – twierdzi Andrzej Brzezik, przewodniczący klubu w Węgrowie. Węgrów, choć w przeszłości przynależał do Podlasia, obecnie jest położony we wschodniej części województwa mazowieckiego. To niewielkie, ciche i spokojne miasteczko powiatowe, które liczy nieco ponad 12 tys. mieszkańców. Węgrowianie nie spodziewali się, że oczy polskiej opinii publicznej zwrócą się właśnie na ich miejscowość. A jednak niedawno do Węgrowa zawitało kilku polityków z pierwszych stron gazet.Rechot platformersów Zaczęło się od europosła Bartosza Arłukowicza z Platformy Obywatelskiej, który udał się na wschodnie Mazowsze, aby spróbować odmienić
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze