Hydra Niesioł

Pamiętacie Państwo ten mit? Herakles musi ukatrupić paskudnego zwierza, niejaką hydrę lernejską. To wielogłowy wąż o nieprzyjemnej umiejętności. Otóż gdy heros ucina mu łeb, na jego miejscu wyrastają trzy kolejne. Jego rodzicami były dwie inne kreatury – Tyfon i Echidna. Jakoś ta opowieść nasunęła mi się, gdy usłyszałem, że – jak to sam określił – Niesioł odchodzi z polityki.

Kolejna odrażająca postać, po Palikocie, ląduje na śmietniku polskiej historii. I może sobie Niesioł mówić, ile chce, że to jego decyzja – oczywiście to on został wykopany „poza”. Człowiek powinien się tylko cieszyć. I ja też się cieszyłem. Ale potem zobaczyłem na ekranie telewizora posła Szczerbę. A następnie usłyszałem wypowiedź Nitrasa. I zdałem sobie sprawę, że co prawda tej hydrze jeden łeb ucięto, ale już pojawiły się kolejne. Chociażby wspomniane postacie, a jest ich przecież wiele więcej. Boni, Lewandowski, Scheuring-Wielgus, Brejza czy Grabiec. Lub ich medialni sojusznicy, na przykład Lis czy cyngle z „GW”. Oczywiście żadne z nich nie sięgnęło tych szczytów obrzydliwości co Niesioł. Ale każdy z nich pochodzi z tej samej hydry – tego potwora nienawiści, pogardy i agresji, jaką stary układ rozpętał wobec tych, którzy ośmielają się zagrozić uprzywilejowanym kastom III RP. Nienawiści, która swoje apogeum osiągnęła, gdy trzeba było zniszczyć pamięć o tych, którzy zginęli w Smoleńsku. Oczywiście dobrze się stało, że jeden z łbów hydry wykopano poza życie publiczne Polski. Tyle że polskie wersje Tyfona i Echnidy, które naszego Niesioła spłodziły, nadal mają się całkiem dobrze. I opcja polityczna, która dzieli wspólnotę obywatelską i dehumanizuje ośmielających się myśleć inaczej. I podejrzane układy na styku biznesu, służb i bandyterki. Oboje „rodzice” nadal są groźni i mają swoich reprezentantów w polskiej polityce. Więc jak to bywa – sukces należy oblać, ale ze świadomością, że walka nadal trwa.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: