Kto chce oddać Mariupol separatystom?

Niezrozumiała polityka nowych władz Ukrainy może doprowadzić do eskalacji rosyjskiej agresji. Wszystko dzieje się w momencie, gdy również w Europie trwają niebezpieczne próby cywilizowania Kremla. Specjalnie dla Czytelników „Gazety Polskiej” wstrząsający głos znad Morza Azowskiego.

Mariupol to miasto na Wschodzie Ukrainy nad Morzem Azowskim, o którym było głośno w polskich i światowych mediach po aneksji Krymu w 2014 roku, a także na początku agresji rosyjskiej na Donbas. Miasto, którego mieszkańcy dzielnie walczyli, by zostać w granicach Ukrainy, kopali okopy, rowy obronne, z których wielu z bronią w ręku do dnia dzisiejszego walczy o ukraińskość, a niektórzy z nich oddali życie…
Mariupol pamięta ostrzał dzielnicy „Wostocznyj” z rosyjskich wyrzutni rakietowych typu „Grad”, kiedy 24 stycznia 2015 roku zginęło 31 cywili, a 117, w tym dzieci, zostało rannych. Polacy pamiętają Mariupol z końca 2015 roku, kiedy rząd RP zorganizował Program Ewakuacji Polaków Mariupola, w efekcie którego do Polski przyjechało około 200 osób polskiego pochodzenia – z tego miasta, ale i z terenów okupowanych przez separatystów.
 
Kolejna zbrodnia wojenna
Odległość z Mariupola do linii rozgraniczenia to około 15–20 kilometrów, gdzie nie zważając na wielokrotnie ogłaszane rozejmy do dziś trwają ostrzały linii obronnej Sił Zbrojnych Ukrainy. I tak 1 lipca wystrzelony przez prorosyjskich bojowników rosyjski pocisk przeciwpancerny trafił w wojskową karetkę ratunkową Hammer HMWV. Na miejscu zginął wojskowy kierowca oraz kobieta – wojskowy medyk z jednostki piechoty morskiej. Jest to wypadek, który prawo międzynarodowe kwalifikuje jako zbrodnię wojenną. W żadnym z konfliktów zbrojnych nie strzelało się do wozów oznakowanych czerwonym krzyżem na białym tle.
W tym czasie władze Ukrainy, a mianowicie prezydent Wołodymyr Zełenski oraz były prezydent Ukrainy Leonid Kuczma (ponownie wybrany jako przewodniczący delegacji w...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: