19 czerwca 2019

To karaluchy zdecydowały o tym, gdzie urodził się Robert Biedroń! Taka jest prawda i nie ma co jej dłużej ukrywać. „Panie Lisiewicz, nie porównuj Biedronia do karalucha, bo to jest retoryka faszystowska!” – zakrzykną lemingi. No więc nie porównuję, karaluchy były całkiem realne. Jak wiedzą stali Czytelnicy, latem często siedzę w Rymanowie na Podkarpaciu. Co jakiś czas w związku z tym zaczepiają mnie znajomi z okrzykiem: w Rymanowie to urodził się Biedroń, prawda?! Ano i prawda, i nieprawda. Biedroń nigdy nic wspólnego z Rymanowem nie miał, poza tym, że faktycznie się tam – przez zupełny przypadek – urodził. Wszystkiemu winne było… odkaraluszanie. Otóż karaluchy rozpanoszyły się na porodówce w Krośnie, wówczas mieście wojewódzkim, w którym mieszkali rodzice Biedronia. Porodówkę postanowiono więc odkaraluszyć, a zbiegiem okoliczności akurat w czasie wprowadzania w życie owego zbożnego dzieła Biedroń postanowił przyjść na świat. No to zawieziono jego matkę do najbliższej czynnej porodówki w odległym o 14 kilometrów Rymanowie. Notabene porodówka niebawem przestała istnieć, a w III RP były komunistyczny naczelnik miasta miał w tymże budynku szwalnię, która jednak nie odniosła kapitalistycznego sukcesu.

2 listopada 2018 roku Polityka.pl tryumfuje: „Gen. Kraszewski odzyskał certyfikaty. To ostateczne upokorzenie Macierewicza”. No i tak to jest, jak komuniści biorą się za ferowanie wyroków ostatecznych.
Publicysta Galopujący Major na stronie Krytyki Politycznej o tym, dlaczego umiarkowany elektorat Koalicji Europejskiej został w domu: „Oswojeni z PiS-em wyborcy wychodzą na ulicę i pytają: gdzie to fałszowanie wyborów? Gdzie koniec demokracji? Gdzie wsadzanie opozycji do więzienia?”. Przeczytałem to jeszcze raz i jeszcze raz, aż wreszcie do mnie dotarło: opozycja przegrała, nie dotrzymała obietnic. Ale nie co do tego, co sama zrobi, ale w sprawie tego, co zrobi rząd. Chyba dość rzadki w demokracji przypadek.
Syndrom Grupińskiego...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: