Niemiec płakał, jak płacił

Któż nie zna powiedzonka handlowego: „Niemiec płakał, jak sprzedawał”? Prawie wszyscy znają, ale muszę się pochwalić, że byłem jednym z pierwszych, który słyszał te anegdotyczne słowa na własne uszy. Było to bardzo, bardzo dawno temu, tak dawno, że Internet nie istniał. Mieszkam przy granicy niemieckiej i pochodzę z małego miasteczka Chojnów, prawdziwego zagłębia używanych samochodów z Niemiec.

Pierwszy raz o płaczącym Niemcu słyszałem na początku lat 90. ubiegłego wieku. Nie inaczej było z: „Niemiec do kościoła jeździł” itp. Mam takich perełek w pamięci całą armię, dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy po 25 latach te wszystkie mało „śmieszne żarty” służące oszustwu, stały się przebojem Internetu. Skoro już przejechałem niemieckim samochodem spory kawałek historii polsko-niemieckiej wymiany handlowej, to muszę wspomnieć o jeszcze jednym dowcipie. W niemieckiej gazecie „Die Welt” napisali, że Polacy ze względów moralnych może zasługują na odszkodowanie za zniszczenia wojenne, ale tak duża wypłata mogłaby w Polsce przegrzać koniunkturę i doprowadzić do kryzysu gospodarczego. Nie wiem jak innych Polaków, ale mnie to naprawdę ubawiło. Po pierwsze, musiał to Niemcom, za parę euro, napisać jakiś stażysta od Balcerowicza, tylko ta „szkoła” potrafi z siebie wypluć coś tak marksistowskiego. Po drugie, ten dowcip sam się ripostuje. Skoro Polakom napływ gotówki grozi kryzysem, to siłą rzeczy odpływ gotówki oznacza dla Niemców bum gospodarczy. Moja propozycja jest krótka i prosta. Szanowni Niemcy, my, Polacy, jesteśmy mistrzami świata w radzeniu sobie z kryzysem, przelewajcie kasę śmiało, jakoś to przeżyjemy, byle wam zapewnić odpowiednią stopę wzrostu, co też zresztą robiliśmy od wieków.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: