Rzymski detektyw

Starożytny Rzym to dobra sceneria dla powieści kryminalnej, która lubi stroić się w historyczne szaty. Rzym schyłkowego okresu Republiki jest dobrym miejscem dla krwawych zagadek. Wielkie miasto stanowiące zawsze magnes dla wszelkiej przestępczości, wielka władza, którą można zdobyć, ale ciągle jeszcze państwo prawa. Może dlatego autor Steven Saylor kazał swojemu bohaterowi Gordianusowi Poszukiwaczowi żyć w czasach od dyktatury Sulli po początek cesarstwa.

Epoka ta jest dobrze przebadana przez historyków, z dużą ilością źródeł i niezłą wiedzą na temat życia codziennego. Nic nie wiadomo, żeby w tamtych czasach istnieli prywatni detektywi, aliści żyć mogli. Całość cyklu uprawdopodabnia rzesza postaci historycznych z Ciceronem na czele. Saylor na pierwszym planie stawia zbrodnie. W „Tronie Cezara” jest rok 44 przed narodzeniem Chrystusa, zbliżają się idy marcowe. Gordianus po latach pracy jest właściwie na emeryturze. Osiągnął wiele: ma kochającą żonę – byłą niewolnicę, dzieci, wnuki, kiedyś parweniusz, obecnie bliski jest otrzymania togi senatora. I wtedy otrzymuje od Cicerona zlecenie zbadania, ile prawdy jest w pogłoskach, że w powietrzu wisi spisek przeciw dyktatorowi. Gajusz Juliusz Cezar wybiera się na wschód, coraz silniej związany jest z Kleopatrą, może uczynić swoim następcą małego Cezariona... Tyle że ma wokół siebie samych przyjaciół, ludzi, którzy zawdzięczają mu wszystko, zamach wydaje się mało prawdopodobny. Mnożą się złe prognostyki. Sam Cezar wydaje się zaniepokojony, choć nie na tyle, żeby zadbać o własną ochronę. Z historii wiemy, że tym razem detektyw poniesie klęskę. Nie on jeden.
Steven Saylor „Tron Cezara” Poznań Rebis 2018 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: