Gdańsk vs Gdańsk. Grzebanie w zatrutej tradycji

Ci, którzy w pozytywnym kontekście przywołują dzisiaj nazwę „Wolne Miasto Gdańsk”, albo nie znają jego prawdziwej historii, albo ją świadomie ignorują. Ale jest to też objaw prób budowania specyficznej „gdańskiej tożsamości”, która ma być alternatywą wobec polskości.

Były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego, a obecnie poseł Nowoczesnej Adam Szłapka, wypowiadając się na temat nadchodzących wyborów uzupełniających w stolicy Pomorza, stwierdził, że dotychczasowa wiceprezydent Aleksandra Dulkiewicz „będzie kandydować na prezydenta »Wolnego Miasta Gdańska«”. Podczas uroczystości żałobnych ku czci tragicznie zmarłego śp. prezydenta Pawła Adamowicza wśród zdecydowanie dominujących czerwonych flag z miejskim herbem znalazł się też transparent z napisem „Wolne Miasto Gdańsk” w języku angielskim.
Obydwa te wydarzenia można by zakwalifikować do kompromitujących wpadek czy żenujących incydentów, gdyby nie fakt, że termin „Wolne Miasto Gdańsk” coraz częściej pojawiał się w ostatnich latach przy okazji dyskusji o gdańskiej tożsamości. Po gdańskich ulicach jeździł tramwaj w barwach WMG, a władze miasta upamiętniły przedwojenną „polsko-gdańską” granicę, tworząc w tym miejscu rondo im. Wolnego Miasta Gdańska. Od dłuższego czasu pojawiały się też pytania, czy polityka historyczna władz w wystarczający sposób upamiętnia te epizody, dzięki którym można ukazać znaczenie tego miasta dla Polski i polskiej tożsamości.

Gdański genius loci
W dosyć płytkiej interpretacji charakterystyka „gdańskiego ducha” czy też gdańskiego genius loci ma w jakiś sposób być powiązana ze specyficznym statusem miasta w okresie międzywojennym, jego odmiennością. To myślenie w mniejszym stopniu opiera się na analizie historycznych faktów, a w większym na budowaniu ciągów skojarzeń, które w tajemniczy sposób mają prowadzić od tradycji WMG do wizji dzisiejszych elit miastem zarządzających. W ten sposób buduje się mit Gdańska jako tygla, w...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: