Od stacji do stacji. Pod ubeckim jarzmem

Dodano: 11/12/2018 - Nr 50 z 12 grudnia 2018

Historia [Wspomnienie ze stanu wojennego]

„Zaraz po mnie przyjdą” – usłyszałam słowa ojca. Rodzice rozmawiali ściszonymi głosami. W tle zgrzytało i pojękiwało Radio Wolna Europa. Tak dowiedziałam się, że ogłoszono stan wojenny. Nie rozumiałam, co to znaczy. Ale w pamiętniku zanotowałam: „Dziś jest 13 XII 1981 r. Nie wiem, czy będzie to ważna data w historii Polski, ale chyba się jej nie zapomni”. Przez minione kilkanaście miesięcy miałam świadomość zagrożenia. Już rok wcześniej w październiku, w rymowanej dedykacji z okazji 46. urodzin mego taty, napisałam mu: „Twoje marzenia, Twoje zamiary / Niechaj się spełnią bez żadnej kary!”. A okoliczności były wówczas dramatyczne. We wrocławskiej lokomotywowni trwał od kilku dni ogólnopolski protest głodowy kolejarzy. Ojciec, jako ich rzecznik, spędzał z nimi dnie i noce. Życząc mu, by nie spotkała go żadna kara, musiałam więc przeczuwać dziecięcym zmysłem, że za podjęcie walki o podstawowe prawa władza może wymierzyć karę. Od pewnego czasu ojciec coraz częściej
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze