Strażnicy wiedzy lasu. Odchodzą najtwardsi z najtwardszych

Na temat ich wiedzy o leczeniu nieznanymi nam roślinami i ziołami można by napisać książkę. Prawda jest jednak taka, że nie wszyscy Indianie taką wiedzę posiadają. Jedynie kilku z nich. Specjalnie się do swojej misji przygotowują. W zaciszu lasu i swojej lepianki.

– W tym lustrze widzę wszystkie ich choroby...
– „Ich”, czyli kogo?
– No, jak to kogo? Mieszkańców naszej wioski.
Przyglądam się z zaciekawieniem na kawałek ewidentnie dawno niemytego szkła. Ot, zwykłe lustereczko. Z pęknięciem pośrodku. Jedno z niemych świadectw niegdysiejszej bytności w tym miejscy białego człowieka. Kawałek szkiełka w plastikowej ramce. Kto wie? Być może należał do któregoś z europejskich eksploratorów tutejszej dżungli? Być może ten ktoś pozostawił lusterko w darze Indianom? W końcu to popularny zwyczaj u poszukiwaczy przygód. Większość z nich przed zapuszczeniem się w zielony gąszcz zaopatruje się w błyszczące haczyki do łowienia ryb, długopisy, cukierki – dary dla napotkanych plemion. A lustereczko mogło spodobać się jakiejś wybrance wodza wioski. Kto wie?

Szaman jest wyraźnie podekscytowany faktem mojego zainteresowania jego amuletem. Chwila mija jednak szybko. Czarodziej znika za szmacianą kotarą zdobiącą jego lepiankę. Rozglądam się wokoło. To jedyna okazja. Za parę chwil już jej nie będzie. Z Indianami Piroa trzeba postępować bardzo uprzejmie i z delikatną dystynkcją. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z czarownikiem. Kiedy coś mówi, słuchacz winien skupiać uwagę wyłącznie na nim. Nie będzie powtarzał. To jednak za parę chwil. Póki co jestem sam. Próbuję zapamiętać jak najwięcej szczegółów z wnętrza lepianki, w której się znalazłem.

W rogu walają się zdezelowane buty. Na chybotliwej szafeczce ułożono drobiazgi. Dostrzegam aluminiową łyżkę. Plastikowe wiadro. Imitację kuchni, a na niej dwa blaszane gary. Przez środek izdebki przebiega poprzeczne drewniane mocowanie. A na nim chusty, spodnie, jakaś szmata....
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: