Tusku ratuj (się)!

Koniec z podwórkowymi „kiwkami”

Czy naprawdę dokonał tego zupełnie samodzielnie, czy może jest tylko bączkiem wprawianym w ruch wprawną i mocną dłonią kogoś, kto go wynalazł, wyszkolił, wprowadził w politykę i nadal nim kręci? Dlaczego jego koledzy po kolei wypadają z gry, a jego nigdy nie dopadła ani prokuratura, ani urząd skarbowy, ani choćby sąd koleżeński?

Odpowiedź tkwi właśnie w jego strachu przed przyznaniem się do współwiny za katastrofę smoleńską i w ukrywaniu poczucia, że jest za nią współodpowiedzialny. W ten sposób ujawnia istnienie siły, która nim powoduje i wobec której nadal pozostaje tak samo słaby i beznadziejnie uzależniony jak wtedy, gdy pierwszy raz wszedł do gry i uległ tej sile, tak jak zawodnik ulega fachowemu, ale bezlitosnemu trenerowi. Jedyną możliwość wyzwolenia się z tego uzależnienia stanowiłby akt pokory i pokuty, ale tu na przeszkodzie stoją wpojone na początku tresury odruchy – nigdy się nie przyznawaj, zawsze do końca idź w zaparte! Dlatego gdy naród przeżywa tragedię, on zachowuje się po swojemu i usiłuje wyjść z sytuacji małą „kiwką” („państwo zdało egzamin”).

Ale teraz, gdy się zużył i publiczność na te „kiwki” reaguje już tylko gwizdami, staje wobec niebezpieczeństwa jeszcze poważniejszego, niż mogliby stanowić wszyscy prokuratorzy czy urzędnicy skarbowi razem wzięci. Ryzykuje, że tym razem ta dotychczas wspierająca go przemożna siła przestanie go ochraniać, a odrzuci go i zniszczy.

Inspiratorzy chwalców Eligiusza Niewiadomskiego

W jaki sposób mogłoby się to dokonać? Trauma smoleńska ma dla samoświadomości Polskiej tak wielkie znaczenie, że muszą je uznawać również nasi najwięksi wrogowie. Ich starą metodą jest „wybijanie klina klinem”, co w tym wypadku znaczy, że na społeczne poczucie istnienia zamachu smoleńskiego może paść odpowiedź w postaci zamachu na Tuska lub Komorowskiego.

Na mojej stronie na Facebooku znalazłem...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: