Baronek Münchhausen

A tu trwa pościg. Śmierć swym chłodem
zagląda w oczy, dławi płuca...
Münchhausen jednak ma metodę –
kolesiów z sań po trochu zrzuca.
Byle doczekać do wyborów,
potem znów nasza będzie wiosna,
dawno pozbyto się tenorów,
lecz ciągle śpiewka trwa radosna...
I baron ma narrację ładną,
że reszty będzie bronił mocno...
Chyba że sami z sań wypadną,
żeby z wirażu wyjść na prostą!
Lecz z tyłu już spiskuje klika,
że skoro i tak wyjścia nie ma,
zamiast dać z sanek się wypychać,
wypchnąć samego Münchhausena.
Przejmie się cugle, umknie miedzą
i pościg trwać nie będzie dłużej,
boss spadnie, ale go nie zjedzą,
bo to są owce w wilczej skórze.
Dla niego też różnica żadna,
umie z niewielkim wszak wysiłkiem
wyrwać za własne kudły z bagna,
więc niech z wilkami pogra.
W piłkę.
[pozostało do przeczytania -10% tekstu]
Dostęp do artykułów: