Na Polonii nam bardzo zależy

Uważamy, że Polaków czy Amerykanów polskiego pochodzenia trzeba – nawet, gdy nie mówią po polsku i utracili już kontrakt z krajem – zachęcić do nawiązania z Polską ponownych relacji. To niesie w sobie gigantyczną pozytywną wartość. LOT będzie starał się to animować. Trzeba się też zastanowić, m.in. wspólnie z amerykańskimi klubami „Gazety Polskiej”, jak zjednoczyć Polonię – mówi Rafał Milczarski. Z prezesem PLL LOT rozmawia Maciej Pawlak


Związki zawodowe działające w LOT wycofały się z zapowiadanego strajku. Czy to Pana triumf?
To jest triumf wszystkich pracowników LOT i naszych pasażerów. Każdy dzień ewentualnego nielegalnego strajku oznaczałby dla spółki kilkanaście milionów złotych strat z tytułu odwołanych rejsów i odszkodowań wypłacanych pasażerom. Na szczęście, we wtorek nasze połączenia odbyły się zgodnie z planem, ale to wcale nie zamyka sprawy. Problemem są wciąż przychody utracone przez LOT z powodu strat wizerunkowych, a co za tym idzie, niesprzedanych biletów. Bacznie obserwujemy wyniki sprzedaży. Jeśli okaże się, że popyt na bilety LOT-u zmniejszył się, będziemy musieli wyciągnąć z tego konsekwencje. Część organizacji związkowych, mimo wielkokrotnych wezwań do wycofania się z przygotowań do strajku (formułowanych także przez innych pracowników), do ostatniej chwili deklarowało udział w nielegalnym proteście.

O co chodzi w sporze załogi i związków zawodowych w PLL LOT z zarządem? W jaki sposób kierownictwo Pana firmy zamierza rozwiązać ten konflikt?
To nie jest konflikt z zarządem całej załogi, ale związków zawodowych. Od dwóch lat podnosimy naszą firmę z kolan. W tym czasie LOT zwiększył liczbę pasażerów o 2,5 mln osób rocznie i skokowo poprawił wyniki finansowe, stając się trwale rentowną linią lotniczą (w ubiegłym roku LOT miał 288 mln zł zysku rocznie). Jestem przekonany, że lepiej reprezentujemy interesy załogi niż robią to związki zawodowe. Rozumiem...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: