Japoński partyzant – Donald, wróg Okrągłego Stołu – Komor

Felieton [Widziane z Brukseli]

Gdy pytają mnie, co się mówi o Tusku w Brukseli, odpowiadam grzecznie i zgodnie z prawda, że mówi się niewiele, bo tu generalnie dyskutuje się o sprawach poważnych, a przewodniczący Rady Europejskiej za poważnego nie uchodzi. W Brukseli i Strasburgu mówi się zatem teraz o budżecie UE, a nie o Tusku. Tutaj każdy, kto ma wiedzieć, ten wie, że Tusk mógł składać zeznania w Brukseli na zasadzie wideokonferencji, nie musiał jechać do Warszawy i robić show. Ta wiedza albo powoduje uśmiech, albo więcej: budzi politowanie, bo tani showman na stanowisku szefa jednej z najważniejszych unijnych instytucji to jednak rzadkość. Prawdę mówiąc, zatroskani są tym nawet euroentuzjaści, którzy początkowo, na zasadzie odruchu Pawłowa, wspierali Tuska jako „dobrego Europejczyka”, w  przeciwieństwie do „złych Europejczyków” z obecnego rządu.  Dopiero potem zorientowali się, że taki facio swoim zachowaniem (plus spektakularnym lenistwem) w gruncie rzeczy rujnuje autorytet Unii Europejskiej,
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze