Ujarzmić „Anakondę”. Lotnictwo morskie bez tajemnic

O zamiłowaniu do munduru, służbie w wojsku, spełnianiu marzeń i planach na przyszłość opowiada por. pil. JUSTYNA CZERWONKO – pierwsza kobieta w historii polskiej armii, która zasiadła za sterami śmigłowca ratowniczego „Anakonda”. Rozmawia Konrad Wysocki

Spodziewała się Pani, że historyczny debiut za sterami „Anakondy” i uczestnictwo w misji poszukiwawczo-ratowniczej SAR wzbudzi ogromne zainteresowanie mediów?

Zdecydowanie nie przypuszczałam, że zainteresowanie będzie tak duże. Kobiet w armii jest coraz więcej, więc tym bardziej trudno mi było zrozumieć, że akurat moja osoba wzbudzi aż taki rozgłos.

Skąd wzięło się u Pani zamiłowanie do munduru i służby wojskowej? I dlaczego akurat lotnictwo?

Od zawsze interesowały mnie służby mundurowe. Z kolei do złożenia wniosku o przyjęcie do szkoły lotniczej w Dęblinie namówił mnie mój starszy brat, który także ukończył tę szkołę. Zachęcił, bym spróbowała swoich sił jako pilot. Chciałam również pracować w służbach niosących pomoc ludziom, stąd obecna służba w ramach misji SAR.

Aby zostać pilotem „Anakondy”, trzeba przejść odpowiednie szkolenie. Jak wyglądają przygotowania do uzyskania uprawnień do pilotowania śmigłowca ratowniczego?

Szkolenie lotnicze w Dęblinie dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich ma charakter teoretyczny. Uczymy się specjalistycznych przedmiotów, związanych z pilotowaniem statków powietrznych. Następnie zdobytą teorię przekuwamy w praktykę, szkoląc się na śmigłowcach treningowych. Mnie udało się zasiąść za sterami jednostek SW-4 i Mi-2. Po ukończeniu szkoły trafiłam do 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu, gdzie rozpoczęłam szkolenie na śmigłowcu W-3. Kiedy przeniosłam się do 43. Bazy Lotnictwa Morskiego w Gdyni, zaczęłam szkolić się na śmigłowcu W-3 RM „Anakonda” pod okiem doświadczonych instruktorów. Po zakończeniu szkolenia zdobyłam uprawnienia do wykonywania...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: