Wiosna na żmijowisku

Wąż pończosznik, zwany również ogrodowcem, to jeden z mistrzów adaptacji. To najdalej na północ występujący wąż na świecie. Żyje nawet na takich terytoriach Kanady, gdzie temperatura spada do minus 40 stopni. To zupełnie niesamowite jak na zwierzę zmiennocieplne. Radzi sobie, zimując w jaskiniach w ogromnych, liczących wiele tysięcy sztuk koloniach.

Gdy robi się ciepło, jak na sygnał zaczyna się wyścig o to, kto pierwszy zapłodni samicę i tym samym przedłuży istnienie gatunku. Wszystko zależy od jak najszybszego podniesienia temperatury ciała. I tutaj wszystkie chwyty dozwolone. Chyba najbardziej niezwykłym sposobem jest jednak chwilowa... zmiana płci. Chodzi o to, żeby frajerzy się nabrali i ocierając się o pseudosamicę, podnosili „jej” temperaturę ciała. Badacze nadal ustalają, czy to politycy nauczyli się tej techniki od węży, czy pończosznik od polityków. Dość jednak powiedzieć, że od dwóch lat PiS-owców się namnożyło, a do partii lgną wszyscy. Ostatnio mam wrażenie, że proces przybrał na sile. Politycy PSL-u, PO i samorządowcy wszelkich opcji chyba nabrali przekonania, że władza PiS nie jest tymczasowa, a partia, która oscyluje w sondażach w okolicach 45 proc., może zagwarantować dostęp do profitów. No więc mamy wyścig, kto jest bardziej PiS-owski. Który biznesmen jest bardziej narodowy i patriotyczny. Ci sami, którzy jeszcze cztery lata temu stali za Donaldem Tuskiem, teraz udają, że są ważnym elementem biało-czerwonej drużyny. No i niestety trzeba przyznać – są bardzo skuteczni. Czy jednak ich transfery są wartościowe z punktu widzenia budowy silnego, niepodległego pastwa? Nie sądzę. Tak jak pseudosamice pończosznika wykorzystują niekumatych do ogrzania własnego ciała, tak z pewnością transferowcy opuszczą idee, jeżeli pojawi się jakaś cieplejsza.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: