Brukselskie deficyty demokracji. Banda Schulza pokazała zęby

Dodano: 13/02/2018 - Nr 7 z 14 lutego 2018

Świat [Odwołanie Ryszarda Czarneckiego]

Unijne elity po raz kolejny pokazały, że nic nie liczy się dla nich tak jak posiadanie właściwych poglądów i przynależność do odpowiedniej politycznej rodziny. Europosłowie, głusi na obelgi Guya Verhofstadta, pokazali jednocześnie niespotykaną determinację, aby odwołać Ryszarda Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego parlamentu UE. Parlament Europejski to instytucja, która traci na znaczeniu i prestiżu, oddając swoje kompetencje na rzecz innych europejskich ośrodków władzy. Mimo to rosną jednocześnie ambicje PE, aby zajmować się coraz szerszym zakresem w różnych kwestiach. Tak było w sprawie Ryszarda Czarneckiego, w której PE postanowił ukarać jednego ze swoich europosłów na podstawie jego wypowiedzi, która miała miejsce w jego ojczystym kraju. Ten precedens sprawił, że PE został arbitrem w wewnętrznym polskim sporze, opowiadając się do tego po stronie Róży Thun, będącej jednym z najbardziej aktywnych organizatorów akcji wymierzonej w polski rząd w Brukseli.
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze