Zamienić człowieka w diabła. Dlaczego im się udało?

Delikatna dziewczyna domaga się mordowania jeńców, kobiety chcą spać z całym oddziałem wojska, kulturalny młodzieniec zapewnia, że dla dobrego jedzenia i pięknego ubrania zabije każdego, a żołnierze potrafią współżyć ze świniami – czy to znaczy, że nadeszło piekło? Tak – i tymi właśnie znakami objawiła się rewolucja bolszewików.

Wszystkie prosowieckie opowieści o rewolucji były kłamstwem. Nie była ani wielka, ani rewolucja, ani nawet październikowa – ten dowcip, szydzący z przewrotu bolszewików z 1917 r., pokrywa się z faktami. Nie była wielka, bo brała w niej udział zaledwie garstka piotrogrodzian – kilka tysięcy lepiej lub gorzej uzbrojonych działaczy (niektórzy w ogóle nie mieli broni) oraz sympatyków lewego skrzydła Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji. Nie była rewolucją, lecz jedynie przewrotem, niekiedy polegającym na tym, że bolszewicy wchodzili do pustych gabinetów ministrów lub po kilku okrzykach i wystrzałach zajmowali budynki przestraszonych rosyjskich urzędników. Wreszcie nie była nawet październikowa, bo główne wydarzenia miały miejsce 7 listopada według kalendarza gregoriańskiego, który zresztą Sowieci szybko uznali.

Materialiści chcą duszy
Krew i horrendalne kłamstwa były jednak tylko środkiem do wymarzonego celu – budowy nowego człowieka, homo sovieticus. Bolszewikom nie wystarczały ofiary w ludziach i zrabowane bogactwa – chcieli dostać jeszcze dusze. Aleksander Wat użył określenia pieriekowka duszy na podległość komunistów wobec ideologii i wobec swoich przełożonych. Wat przytoczył historię Wandy Wasilewskiej i jej kochanka, Mariana Bogatki, który niejednokrotnie kpił z komunistycznych realiów. „Pamiętajcie, gdy pojedziecie do Kijowa (…), gdy tylko pierwszy krok z wagonu, to cap – jedną ręką przycisnąć walizki, a drugą przytrzymać czapkę, bo wam zedrą z głowy”. Nieszczęsny Bogatko został wkrótce potem zastrzelony we własnym domu przez dwóch enkawudystów. Zdaniem Wata,...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: