Edukacja dwóch prędkości

Z punktu widzenia humanisty i nauczyciela akademickiego przedstawiony przez ministra Jarosława Gowina projekt ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym wywołuje mieszane uczucia. Obok rozwiązań budzących nadzieję znajdujemy i takie, które rodzą wątpliwości.

W owych wątpliwościach można dostrzec zagrożenie nie tylko dla rozwoju polskiej nauki, lecz także dla rozkwitu Polski niewielkomiejskiej i kultury narodowej.

Ustawa 2.0
Polityka złej kontynuacji rządów PO zarysowana w ustawie Gowina przejawia się m.in. w wyraźnej tendencji do podziału Polski na kilka dużych miast, w których będzie rozwijała się nauka i zapewniona będzie możliwie wysoka jakość kształcenia, oraz całą resztę, czyli tzw. prowincję. Na „prowincji” (do tego worka wpadają m.in. Rzeszów, Białystok, Szczecin, Lublin, a nawet Katowice) pozostać mają docelowo jedynie ośrodki prowadzące szczątkowe badania naukowe oraz szkoły wyższe przypominające dawne zawodowe szkoły pomaturalne.
Minister Gowin zastosował mechanizm, który jako szef resortu sprawiedliwości w rządzie PO usiłował wdrożyć w 2013 r. w ramach reformy sądownictwa. Polega on na zdeprecjonowaniu znaczenia instytucji funkcjonujących poza dużymi miastami oraz na skłonieniu ambitnych pracowników do ucieczki z „prowincji” i odsunięciu Polaków mieszkających poza największymi miastami od dostępu do ważnych instytucji publicznych (niegdyś – sądów, dziś – uczelni wyższych dobrej jakości). Ustawa 2.0 dzieli szkoły wyższe na „lepsze” i „gorsze”. Zasady tego podziału spowodują, że większość uczelni funkcjonujących poza kilkoma wielkimi miastami utraci uprawnienia do nadawania habilitacji, a część także do nadawania doktoratów. Możliwości kształcenia doktorantów zostaną ograniczone wyłącznie dla akademii „lepszych”, wielkomiejskich. Uczelnie „gorsze” naukowo, „prowincjonalne” będą musiały ograniczyć ofertę edukacyjną, w części przypadków nawet do kształcenia praktycznego jedynie na poziomie licencjatu. Tworzenie...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: