We władzy Hezbollahu cz.1

Dodano: 20/06/2017 - Nr 25 z 21 czerwca 2017

ŁOWCA SMOKÓW [Bejrucki tygiel]

Zawsze gdy przylatuję do Bejrutu, udziela mi się nastrój optymistycznego podniecenia, jakie tu panuje. Stolica Libanu to labirynt dzielnic, wpływów, egzotycznych ugrupowań i interesów. Miasto – pomimo swojej wojennej przeszłości – kipi młodością i wirem interesów, które robi tu każdy z każdym. Sunnici, syryjscy szpiedzy Asada, Palestyńczycy, agenci Państwa Islamskiego, maronici, druzowie, szyicki Hezbollah, Rosjanie, Amerykanie, Turcy, Saudyjczycy i Hindusi – spleceni są tu gąszczem powiązań i interesów. Obok obozów dla uchodźców przejeżdżają auta bogatych nababów. Kiedyś szukałem w Bejrucie śladów Ilicha Ramíreza Sáncheza, bardziej znanego jako „Carlos” albo „Szakal”. Był to jednak inny Bejrut. Miasto się zmieniło, mniej w nim francuskich wpływów. W kafejkach i na targach dominuje jeden temat – DAESH (ISIS). Ludzie boją się zamachów i z uznaniem mówią o żołnierzach Hezbollahu, którzy odrzucili Państwo Islamskie od granicy Libanu.Ktoś może zapytać: jak to?
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze