7 czerwca 2017

Zyziu na koniu Hyziu

„Mateusz Damięcki zakochany w Rosji” – takie tytuły w kolorowych pismach pojawiały się kilka lat temu. Że zrobił piękne zdjęcia na Syberii. Że gra w milutkiej komedii „Kak ja stał ruskim”. Że zarobi w Rosji 300 tys. zł. Bo stawki z rosyjskim kinie są wielokrotnie wyższe niż w polskim. Nie trzeba było długo czekać, by – identycznie jak w przypadku innego pieszczoszka reżimu ludobójcy Putina Macieja Stuhra – w wypowiedziach Damięckiego pojawiły się kpiny ze Smoleńska. A potem – tak, tak! – obawy przed zamordyzmem PiS-u. W rozmowie z Wirtualną Polską Damięcki prawie się popłakał: „Patriotyzm w czasach pokoju powinien zamieniać się w postawę obywatelską. Nagle się okazuje, że wracamy do czasów, które zaczynają być agresywne. Nie wiem czemu, skąd to się wzięło”. Rzecz jasna branie gigantycznej kasy od kinematografii podporządkowanej gościowi, który na Kaukazie zorganizował obozy koncentracyjne, specjalizujące się w paleniu ludzi żywcem, zupełnie ze wspieraniem nikogo „agresywnego”
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze