Phnom Penh. Królewskie miasto bólu. W cieniu duchów pomordowanych

Na odwiedzających stolicę Phnom Penh czekają radosne twarze tubylców i targujące się przekupki. Ale w powietrzu unosi się też trauma po piekle, które zgotowali mieszkańcom Czerwoni Khmerzy.

Phnom Penh to miasto pełne kontrastów. Tu rezydencje oficjeli z rządzącej Kambodżą prawie 30 lat Kambodżańskiej Partii Ludowej czy niemal pałace tajwańskich i chińskich inwestorów często wyrastają w centrum slumsów. Obok luksusowych samochodów są tysiące motorów, rowerów, tuk-tuków, a przy nich żebrzące dzieci, staruszki i kaleki bez kończyn proszący o „one dollar” albo „two dollars”. Niektórzy potrafią to powiedzieć w innych językach, np. po chińsku!

Przeciętny mieszkaniec Kambodży musi przeżyć za dolara dziennie. Bogaci wysyłają dzieci do szkół międzynarodowych, gdzie miesięczna opłata może wynosić nawet kilka tysięcy dolarów.

Phnom Penh to także miasto królewskie. Rezydencja władcy Kambodży uważana jest za jeden z 25 najbardziej imponujących obiektów zamieszkanych przez głowy państwa na świecie. Nowy pałac, wybudowany w 1917 r. po wyburzeniu starego, to powód do dumy dla miejscowych i najważniejszy obiekt turystyczny w mieście. Dostać się do niego można tylko między godzinami 7–11 rano oraz 14–17 wieczorem. Trzeba pamiętać o odpowiednim stroju: długie spodnie i bluzka sięgająca co najmniej do łokci.

Najważniejszymi obiektami kompleksu są: sala tronowa oraz srebrna pagoda. Podłoga pagody wyłożona jest tysiącem srebrnych płytek. Każda z nich waży kg. Najważniejszym obiektem w jej wnętrzu jest Szmaragdowy Budda, udekorowany 9584 diamentami, z których największy ma 25 karatów. Cały posąg waży 90 kilogramów.

Tuż obok Pałacu położony jest okazały czerwony budynek. To Muzeum Narodowe ze zbiorami sztuki khmerskiej. Wokół muzeum jest park, odpowiednie miejsce do odpoczynku w bezpośrednim kontakcie z przyrodą Kambodży.

Nazwa miasta Phnom Penh związana jest ze świątynią Wat Phnom. Legenda mówi, że...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: