Budapeszt trzeba zacząć robić dzisiaj

Natychmiast pojawiają się głosy publicystów, że PiS od Fideszu różni jeden zasadniczy element – brak pomysłu na rozwój wokół partii niezależnych struktur obywatelskich. Szansę na sukces upatrują w mozolnym budowaniu przez następne cztery lata licznych stowarzyszeń, fundacji i ruchów społecznych. Nie piszą jednak, skąd czerpać bazę społeczną dla tego typu projektów.

Bunt młodych: Węgry, Gruzja, Ukraina

Wrzesień 2006 r. Ulice Budapesztu zalewa fala demonstrantów. Z każdym dniem ich liczba rośnie, by w szczytowym momencie osiągnąć sto tysięcy. Bunt rozlewa się na cały kraj. Na ulice wychodzą głównie ludzie młodzi. Czują się oszukani przez socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsányego. Tuż po kolejnych wygranych przez jego partię wyborach na jaw wychodzi bowiem bulwersujące nagranie, z którego wynika, że rząd oszukiwał wyborców co do stanu gospodarki Węgier. Demonstranci z początku domagają się ustąpienia premiera „kłamczucha”. Szybko jednak bunt przeradza się w szerszy ruch antyestablishmentowy. Młodzież domaga się głębokiej przebudowy państwa tkwiącego mocno korzeniami w instytucjach i schematach pozostawionych po okresie komunizmu.

Ulica stawia też postulaty powrotu do przedwojennych tradycji Węgier. Pojawiają się biało-czerwone, pasiaste flagi Arpadów, symbolizujące dawną potęgę państwa. Młodzi buntownicy stają się dla Fideszu idealną bazą werbunkową To z nich Wiktor Orban lepi liczne stowarzyszenia i fundacje. Na tej glebie swoją przyszłość wykuwa także nacjonalistyczny Jobbik, powołując do życia organizację młodzieżową Węgierska Gwardia. Dzięki temu, z jednoprocentowej formacji szybko przeradza się w liczącego się gracza na węgierskiej scenie politycznej. Młodzież zebrana z ulicy przez Fidesz przechodzi liczne szkolenia i odpowiednie przygotowanie formacyjne, by ostatecznie stać się zapleczem dla przyszłej administracji państwa kierowanego przez Orbana.

Podobny scenariusz przerabiała wcześniej...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: