Reportaż

Magdalena Złotnicka
Otwarty chłopiec, który w podstawówce miał bardzo dobre oceny, po pójściu do gimnazjum zamknął się w sobie. Odtrącony przez rówieśników, ignorowany, nie wytrzymał presji. W trzeciej klasie trafił do Dziennego Oddziału Psychiatrycznego dla Młodzieży. Adrian. Wysoki siedemnastolatek. Na twarzy resztka młodzieńczego trądziku. Miły, trochę nieśmiały uśmiech. Można się spodziewać, że za parę lat będzie przystojnym mężczyzną. Spotykamy się w ustronnej kawiarence. – Wiesz, tylko ja nie za bardzo umiem opowiadać – zaznacza na wstępie. Nerwowo pociera palce i porządkuje knajpiany stolik, celowo przedłuża zamawianie herbaty. Nadal ma problemy z komunikowaniem się z obcymi ludźmi. W czasach szkoły podstawowej był zwyczajnym dzieckiem, późnym synem dobrze prosperujących rodziców, którzy dbali i...
Kluby „Gazety Polskiej” po raz kolejny wzięły udział 15 marca w obchodach narodowego święta Węgier – rocznicy Wiosny Ludów z 1848 r. I tak jak w ubiegłych latach, nasze środowisko nie zapomniało także o polskich akcentach. Byliśmy pod pomnikiem gen. Józefa Bema i pod pomnikiem Katyńskim. Towarzyszyli nam m.in. Jerzy Snopek – nowy ambasador RP na Węgrzech, Joanna Urbańska – szefowa klubu „GP” w Budapeszcie oraz nasi przyjaciele z organizacji COKA-CET i mieszkańcy Budapesztu. Przemówienie Viktora Orbána wygłoszone przed Muzeum Narodowym (fragmenty) Szanowni uczestnicy uroczystości, Węgrzy na całym świecie! Bardzo serdecznie witam naszych przyjaciół z Polski. To bardzo ważne dla nas, że jesteście tu dziś z nami jak w 1848 r. Każdy naród świętuje w charakterystyczny dla siebie sposób....
Magdalena Złotnicka
Długa, prosta ława. Siedzę między kilkunastoma mężczyznami. Gęstą, sycącą zupę warzywną zagryzamy pieczywem. Czuję bliskość, jakiej rzadko się doświadcza. I naprawdę nie ma znaczenia, że moi towarzysze to bezdomni, a zupę jemy z plastikowych miseczek. „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść (…), byłem nagi, a przyodzialiście Mnie” – mówi Pan Jezus w Ewangelii według św. Mateusza. A gdy ci pytają go, kiedy to nakarmili głodnego Zbawiciela lub go przyodziali, odpowiada im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 31–46). Właśnie ta zasada przyświeca ojcu Kazimierzowi Lorkowi z Zakonu Barnabitów, proboszczowi parafii Świętego Antoniego Marii Zaccarii, mieszczącej się na styku warszawskich dzielnic Mokotów i...
Ostrów Wielkopolski. Mroźny, lutowy poranek. Rozlega się alarm sygnalizujący, że „okno życia” zostało otwarte. Siostra ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety znajduje nowo narodzonego chłopczyka. To pierwsze dziecko zostawione w ostrowskim „oknie”. Noworodek, zgodnie z obowiązującą w takich przypadkach procedurą, został zabrany przez pogotowie do szpitala, gdzie przeszedł badania. Historia chłopczyka odnalezionego w ostrowskim „oknie życia” różni się jednak od wielu poprzednich. Dramatyczne okoliczności sprawy były szeroko opisywane przez media. W tym samym czasie, gdy Komenda Powiatowa Policji w Ostrowie Wielkopolskim otrzymała od siostry zakonnej informację o znalezieniu dziecka w „oknie życia” w budynku Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek, zespół pogotowia ratunkowego został wezwany przez...
Magdalena Złotnicka
Zakład Karny Gdańsk Przeróbka to kompleks budynków otoczony siatką. Nad nią biegną druty kolczaste. Wchodzimy do przedsionka. Za chwilę w malutkim okienku pokazuje się twarz strażnika. Prosi nas o dowody osobiste. Bierze oba i okienko zamyka się na dobre dziesięć minut. Przeróbka jest więzieniem o złagodzonym rygorze. Oprowadza nas po nim porucznik Agnieszka Szultka, rzecznik prasowy jednostki i zarazem psycholog więzienny. Pokazuje nam pięć oddziałów typu półotwartego, a ponadto dwa oddziały tak zwane otwarte. Karę odbywają tu młodociani (między 18. a 21. rokiem życia) i dorośli mężczyźni, którzy za kratki trafili po raz pierwszy. Niektórzy więźniowie, poza standardową „odsiadką”, odbywają tu także terapię alkoholową, która ma im pomóc w powrocie do normalnego życia. Duża część...
Wojtek –były członek słynnej szczecińskiej grupy przestępczej. Roman –przemytnik ludzi izłota wSingapurze iinnych krajach Azji. Marek –złodziej, narkoman imorderca. Każdy znich wpewnym momencie swojego życie osiągnął całkowite bankructwo izetknął się zbezsilnością. Wtedy wich życiu pojawił się On Po dotknięciu Jezusa stali się Pielgrzymami Miłosierdzia, przemierzają piechotą dziesiątki tysięcy kilometrów po całym świecie, modląc się o przebłaganie za grzechy swoje i całego świata. Na początku października zakończyli pielgrzymkę z trzech stron świata. Ostatni etap wiódł z Berlina do Siekierek w Zachodniopomorskiem.  W maju Wojtek, Roman i Marek oraz kilku innych byłych więźniów wyruszyli, niosąc ikony Matki Bożej Kazańskiej, z trzech stron świata na pielgrzymkę do Berlina. Roman...
Radośni, uśmiechnięci i kolorowi ludzie. Chociaż brudni i przemoczeni, to wciąż pełni pozytywnej energii. Masa przebierańców – od wszelkiego rodzaju tygrysów, smoków, spidermanów aż po… pannę młodą – w białej sukni i zabłoconych butach. Miłość, przyjaźń i muzyka. A potem na scenie pojawia się 63-letni organizator, który wykrzykuje polityczną propagandę, będącą zaprzeczeniem miłości i przyjaźni. Krzyczy o tym, że chce „j...ć” i „pierd…ć” swoich przeciwników politycznych Połowa lipca, Kostrzyn nad Odrą. Pierwsi przystankowicze, czyli uczestnicy XXII Przystanku Woodstock, zjeżdżają do miasteczka nawet kilkanaście dni przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy. Ja trafiam na miejsce w środę – dzień przed „odjazdem”. Razem z dwiema nieodłącznymi towarzyszkami podróży rozbijamy namiot w lesie. –...
Wojciech Mucha
Królestwo Norwegii postanowiło pochwalić się tym, jak radzi sobie z problemem asymilacji uchodźców i budowy społeczeństwa wielokulturowego. W tym celu zaproszono do tego kraju grupę polskich dziennikarzy. Pojechałem i zobaczyłem sporo. Na szczęście dla mnie i czytelnika nie tylko to, co chciano mi pokazać Studyjny wyjazd nosił tytuł „Multikulturowa Norwegia, czyli jak funkcjonuje zmodernizowana imigracja”. Fakt, że takie zaproszenie otrzymały od ambasady kraju fiordów także  media Strefy Wolnego Słowa, był dla mnie zaskakujący – wszak przez osiem lat rządów PO–PSL praktycznie nigdzie nas nie zapraszano (a raczej często wypraszano). Czegóż się dowiedziałem podczas trzech dni spędzonych na północy Europy? Ano tego, czego dowiedzieć się można z wizyt w przedszkolach, spotkań ze...
Magdalena Złotnicka
Spoglądam na Przemyśl od strony Sanu, błyszczącego w południowym słońcu. Wieże licznych kościołów strzelają w niebo smukłymi sylwetkami. Stare mury wspominają tysiące ludzkich historii, jakie rozgrywały się tu na przestrzeni setek lat: opowieści o Polakach, Żydach i Ukraińcach, o potędze i chwale, o miłości i nienawiści, o wojnach i wywózkach. Z wieży rozlega się hejnał, w maju 2016 r. wreszcie przywrócony wyklętemu przez komunistów miastu. Śpiewa o dawno minionych dziejach, które skrywają się w każdym zaułku. Wystarczy posłuchać Pojechaliśmy, gdzie diabeł mówi dobranoc, aż pod granicę polsko-ukraińską, gdzie inne jest światło,  powietrze i inni ludzie. Droga przecinała pola, żółcące się kwitnącym rzepakiem. Pachniały kępy bzu, ich woń, zmieszana z zapachem słońca i kurzu...
Mamie trzeba pomagać we wszystkich zwyczajnych, codziennych czynnościach, takich jak poranna toaleta, posiłki, wieczorna kąpiel czy nawet położenie się do łóżka. Dzielę opiekę nad nią z siostrą, ale i tak zabiera to bardzo wiele czasu – mówi Aleksandra. Ma 22 lata i studiuje fizjoterapię. Jej matka, Olga, od ponad 20 lat choruje na stwardnienie rozsiane Stwardnienie rozsiane to przewlekła, zapalna choroba układu nerwowego. Występuje głównie u dorosłych, a jej istotą jest wieloogniskowe uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego. – W przypadku mojej mamy w przebiegu choroby można zaobserwować nieustające pogłębianie się objawów. Na początku pojawiły się przewlekłe zmęczenie, zaburzenia widzenia i oczopląs, później wyraźne zmiany w badaniach obrazowych. Następnie znacznie pogorszyła się...
Magdalena Złotnicka
Mięśnie ud bolą tak, że każdy kolejny krok wydaje się niemożliwością. Wiatr szalejący na otwartej przestrzeni zacina z boku, kąsa twarze. Księżyc jest tylko rozmazaną, białą plamką za nocnymi chmurami, prawie nie daje światła. Widzę więc tyle, ile mieści się w niewielkim kręgu jasności, rzucanym przez latarkę-czołówkę zaczepioną na mojej czapce: nierówny grunt, buty kogoś, kto idzie obok mnie. Procesja zatrzymuje się pod przydrożnym krzyżem. Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi. Klękamy, nie wiem jakim cudem zginając obolałe kolana Decyzję o tym, by wziąć udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, podjęłam pod wpływem impulsu, właściwie nie do końca wiedząc, na co się porywam. Chociaż EDK organizowana jest praktycznie w całej Polsce, z przyczyn sentymentalnych chciałam iść przez...
Po warszawskich Powązkach cmentarz Łyczakowski jest drugą co do wielkości nekropolią skupiającą groby największych polskich bohaterów doby rozbiorów i nie tylko. Spoczywają tam cztery pokolenia żołnierzy walczących o niepodległość Polski. Do dziś zachowało się wiele kwater i pojedynczych grobów, w których spoczywają bohaterowie zrywów niepodległościowych: kwatera żołnierzy kościuszkowskich, kwatera powstańców listopadowych, kwatera powstańców styczniowych, wreszcie najmłodsza i najwspanialsza z nich: Panteon Orląt Lwowskich Pochowani na cmentarzu Łyczakowskim powstańcy niejednokrotnie brali udział w kilku kolejnych zrywach niepodległościowych. Jednym z najstarszych jest grób rotmistrza Józefa Czułowskiego, uczestnika kampanii napoleońskiej. Czułowski brał udział w szarży pod Somosierrą...
Magdalena Piejko
W sobotę w Sobótce odbył się II Ogólnopolski Bieg Niezłomnych. Hołd bohaterom antykomunistycznej konspiracji oddało ponad 1300 uczestników wydarzenia. – Myślałem, że do końca życia będziemy już uważani za najgorszych, a tu wszystko się obróciło o 180 stopni – mówił jeden z gości honorowych imprezy, żołnierz Brygady Świętokrzyskiej, prof. Marian Rutkowski Zawsze mnie wzrusza, jak młodzi ludzie biegną i są bardzo zmęczeni, a mimo to wykrzykują hasło „Cześć i chwała bohaterom!” – mówi jedna z organizatorek imprezy, Ilona Gosiewska ze Stowarzyszenia „Odra–Niemen”. To właśnie bohaterowie wręczali w tym niezwykłym biegu medale. Na najwyższym podium stanął Krzysztof Wiśniowski z Bolesławca. Drugi był Kamil Linka z Wrocławia, a trzeci Piotr Suchenia z Redy. Najszybciej spośród kobiet trasę...
Marcin Wolski
Najwyższy szczyt Afryki (5895 m n.p.m.) zobaczyć niełatwo, mimo że monumentalnie góruje nad płaską okolicą. Nawet jeśli turysta wespnie się na jego wierzchołek, co oznacza parodniową wspinaczkę jednym z czterech szlaków, nie ma gwarancji rozległego widoku, nagminnego na licznych pocztówkach. Podczas dużej i małej pory deszczowej (trwa obecnie) przeważnie przesłaniają go chmury. Tymczasem… Należę do szczęśliwców, którzy jadąc po kenijskiej stronie, mieli szczęście, bo  jak za pociągnięciem zamka błyskawicznego na pół godziny rozstąpiły się chmury i moim oczom ukazał się on – szczyt Kilimandżaro. Mogłem poświęcić się emocjonującej sesji fotograficznej – ośnieżony szczyt solo, w całości, w detalach, ze słoniem na tle, ze strusiem, z hipopotamem, z zebrami. Ustrzelić lamparta Moje...
Dawid Wildstein
Szturm, doświadczony sotnik, dobry przyjaciel i jeden z najważniejszych ludzi Samoobrony Majdanu, zgodził się zabrać nas wraz z konwojem pomocy humanitarnej do Słowiańska. Konwój to dwie rozklekotane osobówki i zardzewiały, rozpadający się busik. Szturm z dumą poklepuje malowniczą rysę biegnącą przez całą przednią szybę pojazdu i stwierdza: „Jeśli jakimś cudem dojedziemy do Słowiańska, to z samochodu robimy barykadę i w nim zamieszkamy”. Będziemy jechać przez terytoria, na których grasują rosyjscy terroryści. Pomoc humanitarna okazuje się być kamizelkami kuloodpornymi i lekami. Szturm uśmiecha się: „Wiem, że miało być inaczej, ale jest, jak jest”. Ruszamy na wschód. Putin łączy ludzi! Wschodnia Ukraina jest przepiękna. Wojna z niej wychodzi powoli. Coraz więcej posterunków,...
Stefan Czerniecki
Wielki Piątek stanowi dla nich esencję Wielkiej Nocy. To wówczas mogą prawdziwie poczuć. To wówczas stają przed Tajemnicą osobiście. Bez żadnych pośredników. Pewnie dlatego w wielu społecznościach to właśnie obchody wielkopiątkowej Męki Pańskiej gromadzą największe tłumy wiernych Ile miejsc, tyle zwyczajów. Ile plemion, tyle obrządków. Ile kultur, tyle inspiracji. Wszystkie jednak ze wspólnym mianownikiem. Tajemnicą Sacrum. Tajemnicą męczeńskiej śmierci Zbawiciela, a następnie Jego zmartwychwstania. U nas cicha kontemplacja, adoracja krzyża, smutne czuwanie. U innych już niekoniecznie. Dla nich głęboka wielkopiątkowa duchowość musi ustąpić pokutnej namacalności. Pragną dotknąć. Ukrzyżowani W tym roku Ruben skończy 53 lata. Niektórzy twierdzą, że jest starszy. Łatwo go poznać....
Igor Szczęsnowicz
Pomyślałem sobie: A na jakiej podstawie, chłopie, spodziewałeś się optymizmu? Przecież nie będę za nimi biegł Kilka tygodni wcześniej. Niedzielne popołudnie, pustki na ulicach. Przejście dla pieszych. Świeci się czerwone światło – długo, bardzo długo. Przechodzę, łamię prawo. Za przejściem zatrzymuje mnie strażnik miejski. – Mandat 100 zł – mówi. Najpierw myślę sobie: w porządku, złamałem przepisy, nareszcie państwo walczy o ich przestrzeganie. Jednak gdy funkcjonariusz wypisuje mi mandat, co najmniej pięć innych osób przechodzi na czerwonym świetle. Strażnik to widzi, ale nie reaguje. Na moje pytanie, dlaczego, odpowiada: – Przecież nie będę za nimi biegł! – A gdyby zaczęli wybijać szyby? – pytam poirytowany. – To byłoby co innego, inny wymiar wykroczenia – spokojnie odpowiada...
Wojciech Kamiński
Z panem Waldemarem umówiliśmy się w domu, a właściwie w jego prywatnym muzeum na warszawskiej Woli. Kiedy stoimy przed furtką, akurat odśnieża chodnik. – Panowie, nie chciałem, żebyście się poślizgnęli – tłumaczy i zaprasza do środka. Wchodzimy do obszernego salonu, wypełnionego starymi meblami i książkami. Na ścianach trudno znaleźć wolne miejsce. Obrazy o tematyce militarnej, ryciny przedstawiające ułanów, kilka szabel i niemiecki pistolet maszynowy, chyba MP40, ten najbardziej znany z filmów wojennych. – To repliki. Oryginałów byłoby szkoda. Wielu ludzi do mnie przychodzi, czasami całe wycieczki, różnie może być. Prawdziwe eksponaty mam w piwnicy, a właściwie miałem, do czasu, kiedy nie zabrała mi ich policja – denerwuje się. Najazd bezpieki Latem 2008 r. Nowakowski, jak zwykle o...
Urszula M. Radziszewska
Czarna noc wojny Gdy wybuchła wojna, mała Gienia miała pierwszy raz pójść do szkoły. – Strasznie płakałam, bo bardzo chciałam się uczyć. Ale nie było już jak. Najpierw przyszli Niemcy. – Byli dwa tygodnie, a potem Sowieci. Mieliśmy 8 km do granicy. Nie wiem, czy dobrze, czy źle, że znaleźliśmy się po stronie sowieckiej, bo tam nie było dobrze. Ale jak zaczęły się wywózki na Sybir, mama na noc nas ubierała, a nie rozbierała. Każde z nas miało coś ciepłego i tobołek. Sołdaci przychodzili o 4 nad ranem i szukali partyzantów. Strach był okropny. Po ponownym wejściu Niemców mała Gienia uparła się, by pojechać z mamą do Brześcia. – Od zawsze lubiłam podróżować, włóczyć się, chciałam zwiedzać świat. Byłam bardzo ruchliwym dzieckiem. Gdy dojechałyśmy do miasta, Niemcy nas zgarnęli i...
Rafał Kotomski
Wyobraźmy sobie sytuację, że rodzina z czwórką dzieci chce obejrzeć stolicę z trzydziestego piętra Pałacu Kultury. W końcu, jak głosił kiedyś popularny żart, stamtąd właśnie jest najładniejszy widok na Warszawę. Bo... nie widać Pałacu Kultury. Przy cenach obowiązujących przez większość roku taka przyjemność kosztuje 100 zł. Opłaty pobiera miejska spółka zarządzająca obiektem. Nietrudno się domyślić, że wiele osób znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej na podobną wycieczkę nigdy nie będzie mogło sobie pozwolić. Oczywiście, widok z pałacowego tarasu nie jest produktem pierwszej potrzeby. Ale jego cena dobrze pokazuje tendencje w stolicy, gdzie Warszawskiej Karty Rodziny jak nie było, tak nie ma. – Okazuje się, że konserwatywne deklaracje pani prezydent Gronkiewicz-Waltz to jedna...
Rafał Kotomski
Przygrywka pod krzyżami Dzisiaj wiadomo, że flagę na komitecie w samym sercu Poznania powiesiło dwóch 17-latków, Jacek Andrzejewski i Marek Gapiński. – Znaliśmy się jak łyse konie, mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, blok w blok. Byliśmy nawet razem na przegranym meczu Lecha ostatniego sierpnia 1980 r. Pamiętam, że spiker ogłosił podpisanie porozumienia w Gdańsku, a my szaleliśmy z radości – wspomina Marek Gapiński. Razem z Jackiem, jeszcze zanim Jaruzelski ogłosił stan wojenny, zapisali się do Konfederacji Młodej Polski „Rokosz”. Byli pełni zapału, odważni, bezkompromisowi. Zanim dokonali najbardziej spektakularnej ze swoich akcji, nastąpiła ta pierwsza. I również zapadła w pamięć. Nie tylko zresztą mieszkańcom stolicy Wielkopolski. Na pomniku Czerwca’56, słynnych krzyżach górujących...
Rafał Kotomski
Nas nie zapraszają Kazimierz Załuska drugą kadencję jest przewodniczącym Rady Miasta i Gminy. Czuć, że o trudnej przeszłości rozmawia powściągliwie. By nie rzec – niechętnie. Temat najwyraźniej trudny. I nic dziwnego. Nazwę „Jedwabne” po jednostronnej, piętnującej książce Jana Tomasza Grossa wymieniano tysiące razy. Jako symbol polskiej ksenofobii i antysemityzmu. – Na szczęście nigdy nie spotkałem się ze złośliwymi reakcjami na ten temat – mówi Załuska. Nie sądzi też, by historia negatywnie wpływała na dzisiejszy rozwój gminy. – Choć oczywiście byłoby lepiej, gdyby tamta historia wcale się nie wydarzyła. Ale jak taką ranę zabliźnić? Jest naprawdę spora – dodaje. Co roku pod pomnikiem ofiar odbywają się uroczystości. Żydzi składają kwiaty, zapalają świeczki. Przyjeżdżają z całego...
Grzegorz Broński
55-letni Mirosław Zbroszczyk jest właścicielem Schlosser-Heiztechnik Gruppe Polska z Poznania, firmy działającej w Polsce od blisko dziesięciu lat i produkującej m.in. głowice termostatyczne, a także armaturę sanitarną. Zbroszczyk wcześniej działał jako przedstawiciel niemieckiej centrali, a dzisiaj pracuje z żoną na własny rachunek. – Nasza firma rozwijała się powoli, ale systematycznie. Mogę być zadowolony z tego, co stworzyliśmy – mówi z wyraźną dumą, ale... – Przez lata regularnie płaciłem podatki. Ogromne sumy. Nigdy nie podejrzewałem, że przed sądem będę musiał walczyć o swoje. I to z polskim państwem, bo ono jest reprezentowane przez bezduszny aparat skarbowy. Konińska skarbówka w akcji W 2007 r. pracownicy konińskiego oddziału Urzędu Kontroli Skarbowej zainteresowali się...
Rafał Kotomski
– W Polsce system prawny i administracyjny zajmujący się rodziną jest w istocie skierowany przeciwko niej. Interesuje się nią nie po to, by jej pomagać, ale by ją ścigać i ubezwłasnowolnić. Działająca od dwóch lat nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie stała się narzędziem do jej stygmatyzacji. Zamiast wspierać rodziców, ustawa traktuje ich podejrzliwie, na siłę szukając patologii. To wbrew Konstytucji RP, w której przecież zapisana jest opieka i ochrona rodziny. Problem nie leży w urzędnikach, asystentach socjalnych czy policjantach, ale w systemie, który stworzono. Dlatego staramy się o zaskarżenie tzw. ustawy antyprzemocowej do Trybunału Konstytucyjnego – mówi Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. Za duże jak dla was Dwupokojowe...
Rafał Kotomski
„Jakaś infekcja” Gdy 28 kwietnia 2005 r. Monika Wygoda przyszła na świat, została uznana przez lekarzy położników za dziecko całkowicie zdrowe. Niestety, już trzy dni później pediatra zauważył u niej poważne zaburzenia pracy serca. Ze szpitala położniczego trafiła do kliniki uniwersyteckiej, gdzie – po długich naleganiach – zgodził się ją przebadać profesor R. kierujący pracami kardiologów dziecięcych. Lekarz co prawda stwierdził wadę serca, ale nie zdecydował się na leczenie. – Później okazało się, że wada była bardzo łatwa do zdiagnozowania. Nasza córeczka miała mniejszą lewą komorę serca. Dzisiaj wiemy, że gdyby natychmiast podano jej preparat o nazwie Prostin, wszystko byłoby w porządku – mówią rodzice Moniki. Co ciekawe, podobną wadę stwierdzono u dziecka zajmującego się ich...
Teresa Wójcik
Bezskuteczna odmowa konserwatora zabytków Z dokumentacji, do której dotarliśmy, wynika, że konserwator odmówił zgody na budowę meczetu, a wraz z nim centrum kultury muzułmańskiej. Ale odmowa konserwatora została unieważniona przez ministra kultury. Z przyczyn wyłącznie proceduralnych. Bo wydana została... po obowiązującym terminie. Co skwapliwie zaskarżył pełnomocnik Ahmadiyyi. Dlaczego decyzję wydano po terminie – w urzędzie konserwatora nie umieli nam wyjaśnić. Posesja przy ul. Dymnej 17, na której planowany jest meczet, należy do Stowarzyszenia Ahmadiyya. W 1991 r. zakupiło ono dom mieszkalny wolno stojący wraz z działką. Budynek został zaadaptowany na Dom Misyjny i nieduże pomieszczenia meczetu. Tam też mieści się siedziba Ahmadiyyi. Problem powstał w 2010 r., gdy Ahmadiyya...
Rafał Kotomski
Jeśli nie używano wypróbowanego chwytu o „nieznanych sprawcach”, dobra była pierwsza z brzegu osoba, którą dało się obciążyć. Byle tylko wykazać, że niewinni zomowcy czy esbecy nie dość, że nie mieli nic wspólnego ze zbrodnią, to jeszcze nieśli bezinteresowną pomoc niewdzięcznym obywatelom. W milicyjnych czasopismach, takich jak zakłamany tygodnik „W służbie narodu”, ukazywały się artykuły o pełnych empatii zomowcach, którzy ratowali z opresji staruszki i z poświęceniem cucili lodowatą wodą rozgrzane głowy dzikich zwolenników Solidarności. W jednym z tekstów poznańskiego dziennikarza, publikowanych na łamach „Głosu Wielkopolskiego”, pojawia się fragment dotyczący zomowców, którzy 11 maja 1982 r. znaleźli się na ulicy Fredry, gdzie skatowany został Piotr Majchrzak. Milicjanci z pałkami nie...
Rafał Kotomski
Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”, organizatorka marszów pamięci w każdą miesięcznicę, mówi: – Pomnika z pewnością nie będzie, dopóki Polską rządzi Platforma, ale miliony Polaków oczekują, że kiedyś to się zmieni. Musimy pamiętać, że tabliczka i Krzyż Pamięci są ze sobą nierozerwalnie związane. A krzyż stanął w miejscu, w którym ludzie tuż po tragedii domagali się i wciąż domagają się godnego pomnika dla ofiar Smoleńska. Przykład daje Świnoujście Włodzimierz Kotuniak, szef klubu „Gazety Polskiej” w Świnoujściu, jest kapitanem żeglugi morskiej. Bardzo często wypływa w świat i nie ma go w domu przez kilka miesięcy. Pamięć o tamtych dniach zabiera wówczas ze sobą, w drogę. Tę dobrą i tę bolesną. Bo przecież Krzyż Pamięci przed Pałacem Prezydenckim był...
Rafał Kotomski
Wpłacałam, ile mogłam – W 2003 r. umarł mój mąż i zostawił mieszkanie, w którym oprócz mnie zameldowany był jeszcze pasierb. To niecałe 30 mkw. w centrum Warszawy. Kilka miesięcy później próbowałam nabyć prawa do mieszkania. Starania trwały rok, ale okazało się, że nie mogę nabyć praw do lokalu. Nawet jeśli ktoś mieszka przez kilkadziesiąt lat w zasobach wojskowych, a w wojsku nie pracuje, nie ma do lokalu żadnych praw. Grożono mi 200-proc. podwyżką czynszu albo eksmisją. Ale prawdziwa wojna o zajmowaną przeze mnie kawalerkę rozpoczęła się dwa lata temu. Jeden z sąsiadów wymyślił sobie, że może rozbudować swoje mieszkanie, i zaczął starania w wojskowej administracji. Wykorzystał fakt, że nie byłam w stanie płacić całego czynszu. Wpłacałam tyle, ile mogłam. Nie mam renty ani emerytury...
Rafał Kotomski
Tu jest Praga! – Nie ma dokładnych szacunków, ilu ludzi podobnych do pana Czesława z Rusałki mieszka na Pradze. –  Ale wystarczy się przejść, by zobaczyć różnicę między Pragą a Mokotowem czy Żoliborzem. Pracując z dziećmi, docieramy często do rodzin ekstremalnie ubogich, dotkniętych problemem alkoholizmu, braku pracy – opowiada streetworker Andrzej Orłowski. Jako pedagog ulicy zajmuje się najtrudniejszymi przypadkami młodych ludzi z okolic Stalowej, Inżynierskiej, Konopackiej. Miejsc, w których wychował się i do dziś mieszka bezrobotny pan Czesław. Dr Jacek Sałkowski przytacza dane, które wystarczą za cały komentarz do ekonomicznych i kulturowych różnic między dwoma stołecznymi światami. – Przeciętny prażanin żyje o całe 16 lat krócej niż mieszkaniec Wilanowa – mówi chirurg,...
Rafał Kotomski
Z łóżka do zielonego boksu Handlowe początki w podziemiach Centralnego były takie, jak wszędzie. Ludzie sprzedawali wszystko ze stolików, łóżek, naprędce skleconych straganów. Z jednej strony trochę wolna amerykanka, z drugiej – naturalny urok uwolnionej po latach komuny przedsiębiorczości. Jak wszędzie, miejsce po kilku latach zmieniło się w rodzaj pasażu handlowego, którym w imieniu wojewody zarządzała spółka Randal, przekształcona w 1995 r. w Warszawskie Przejścia Podziemne (WPP) spółka z o.o. Tak jak spółka, zmieniła się też „czapa” z państwowej (wojewoda) na samorządową, czyli Zarząd Dróg Miejskich. – Spółka WPP, wcześniej Randal, od początku nie inwestowała w podziemia. Kiedy powstały zielone boksy, w których handlowali kupcy, to oni sami zapłacili za ich urządzenie – opowiada...
Rafał Kotomski
„Oddajcie nasze dzieci” To autentyczne słowa, które Budajczakowie usłyszeli od jednego z nauczycieli publicznej szkoły, gdzie Emilia i Paweł rozpoczęli tylko swoją edukację. Reakcją na zabranie dzieci ze standardowej klasy były też inne wypowiedzi, w rodzaju „nie pozwolimy wam ich skrzywdzić, nie róbcie nam tego”. W każdym z tych zdań pobrzmiewa nie tylko przyzwyczajenie i niewiedza. Również arogancja, która jest wynikiem istniejącego systemu. Machina państwowa – nie zważając nawet na zapisy prawne – ruszyła i postanowiła udowodnić niepokornym, kto ma rację, siłę i władzę. – Ale my nie zamierzaliśmy się poddawać. Do kuratorium zawiozłem pismo o spełnianiu obowiązku szkolnego poza publiczną placówką. W ówczesnej ustawie o systemie oświaty była taka możliwość, by na wniosek rodziców...
Rafał Kotomski
Dlatego spotkanie odbywa się kątem, przy stoliku jednej z zatłoczonych kafejek na Rynku Głównym. Jerzy Kowalski nie ukrywa zdenerwowania, gdy opowiada historię siedziby „swojego” Stronnictwa. Przed wojną mieszkała tam bogata rodzina Rappaportów. Nieco dziś zaniedbany, zabytkowy obiekt położony jest kilkaset metrów od krakowskich Plant. Zaprojektował go architekt Jan Zawieyski, twórca słynnego budynku Teatru im. Słowackiego. Ponad 1000 mkw. powierzchni, kilkadziesiąt arów pięknego ogrodu w sercu Krakowa. Wszystko szacowane na blisko 15 mln zł. – Na wykupienie tego pałacyku prywatne pieniądze dali rzemieślnicy z trzech małopolskich województw. Później podarowali go Stronnictwu Demokratycznemu. Zawiesiliśmy nad kominkiem pamiątkową tablicę z listą darczyńców. Zresztą po kilku tygodniach od...
Rafał Kotomski
Ludzie wciąż się go boją Trudno w miasteczku spotkać kogoś, kto chciałby mówić o nim otwarcie. Do tego pod własnym nazwiskiem. Wiadomo: pan Ryszard może zaszkodzić. Monika Kolankiewicz przeżyła rewizję, którą w jej domu przeprowadzał Tymofiejewicz. Niechętnie jednak mówi o tamtych czasach. W jej głosie słychać wciąż silne emocje na wspomnienie przeszłości. – Zapamiętałam, że był nieprzyjemny, taki gorliwy. Chciał mieć wyniki. Potem słyszałam, że jego nazwisko łączono z Jerzym Urbanem. Może dlatego tak gładko mu poszło z kupieniem byłego ośrodka telewizji – zastanawia się pani Monika. O uwłaszczonym w III RP esbeku chce mówić pan Jacek. Ale incognito i zastrzegając, że nie wie zbyt wiele. Spotykamy się w sercu miasta, na placu Zwycięstwa. – O widzi pan, przed chwilą przechodził były...
Rafał Kotomski
Nasza, mała Strefa Gazy Jeszcze kilkanaście lat temu położony w Beskidzie Żywieckim Zwardoń przypominał górskie letnisko. Wszędzie turyści, budki z pamiątkami, kilka barów serwujących lokalne przysmaki. Dziś, jakby za dotknięciem złośliwej, magicznej różdżki, wszystko się zmieniło. – Śmieję się przez łzy i żartuję, że to taka nasza Strefa Gazy. Izolacja, pustka. Niech mi pan pokaże jakieś światło w oknie tego turystycznego pensjonatu – mieszkający w Zwardoniu przedsiębiorca obraca głowę w stronę Dworku Szwajcaria, leżącego przy szlaku wiodącym na szczyt Wielkiej Raczy. – Ludzie czekają na turystów, a ci nie przyjeżdżają. Ta miejscowość dosłownie umiera – dodaje. Wyglądający na zagubionych, dwoje licealistów z dużymi plecakami rusza wolno w kierunku dawnego schroniska PTTK. Ciekawe, czy...
Rafał Kotomski
I chyba dobrze, że w całym kraju panuje swoista moda na rekonstrukcje historyczne. Są wielkie, jak w Mławie, gdzie odtworzona niemal jeden do jeden zostaje bitwa Września ’39. I kameralne, na dziedzińcach zamkowych, pokazujące często zupełnie nieznane historyczne wydarzenia. Zaczęło się w 2002 r., gdy dwadzieścia osób rekonstruowało walkę o most w Tułowicach, epizod słynnej bitwy nad Bzurą. Widowisko oglądało wówczas dwieście osób, przeważnie krewnych i znajomych rekonstruktorów. Dziś – tak jak w Ossowie – publiczność stanowią tysiące ludzi. – Chcą zobaczyć to, co pokazujemy. Trochę teatru, ale najwięcej historii. Tym, którzy trafili tutaj jedynie przy okazji, nie zawsze będzie się podobało. Za to przypadkowych ludzi z pewnością nie ma wśród rekonstruktorów. Od najmłodszych dzieci robią...
Rafał Kotomski
Zabawa wyrokami Sprawa z czekami szybko okazała się naciągana i prokuratura wycofała zarzuty. Ale zatrzymanego biznesmena oskarżono o wiele innych przestępstw gospodarczych, jak poświadczenie nieprawdy czy fałszowanie dokumentów. On sam od początku konsekwentnie im zaprzecza. Prawnicy biznesmena wykazali zresztą, że zarzuty często brzmiały niewiarygodnie. Np. chodziło o rzekome przywłaszczenie jednej z maszyn przemysłowych, ale sąd nie potrafił jednoznacznie wskazać choćby jej numeru seryjnego. Ostatecznie przedsiębiorcy z Lublina postawiono kilkanaście zarzutów, głównie karnoskarbowych. Od końca stycznia 2004 r. przebywa za kratkami. Przez trzy pierwsze lata zastosowano wobec niego areszt tymczasowy. Później zaczęły się następne sprawy karne i kolejne wyroki. Wegera już dziewiąty...
Rafał Kotomski
Nie stać się rośliną To, co stało się w listopadzie 2003 r., spadło na młodego człowieka dosłownie jak grom z jasnego nieba. Właśnie ukończył technikum hodowli koni i zaczynał pierwszą pracę zawodową. Nie byle gdzie – w Stadninie Koni w Racocie. Jej historia sięga XIV w. Bywali tu sławni Polacy – Kościuszko, książę Poniatowski, Józef Wybicki. W II RP miejsce to upodobał sobie prezydent Ignacy Mościcki, który spędził w Racocie dwutygodniowy urlop, a stadnina stała się jedną z jego oficjalnych rezydencji. Do dziś ośrodek, jako jeden z niewielu w kraju, pozostał w gestii skarbu państwa i póki co ominęła go nie zawsze korzystna prywatyzacja. Niestety, swojej pierwszej pracy Dominik nie będzie dobrze wspominał. Wypadek, jakiego doznał, niewątpliwie odmienił jego życie. Choć jednocześnie...
Rafał Kotomski
Dajcie rybaka, a paragraf się znajdzie Z brzmiącego pompatycznie i na wyrost zdania może i dałoby się pokpiwać. Gdyby nie kary, jakie nałożono na Szomborga. Dziś kwoty urosły do naprawdę wielkich rozmiarów. Z odsetkami to około 300 tys. zł. – A poszło o trocie, które urzędnicy uznali za łososie. W podobnych sprawach innym rybakom w ogóle nie robiono kłopotów. Mimo że złowionych ryb mieli dziesięć razy więcej ode mnie – przyznaje armator. Sporne ryby złowił w okresie obowiązywania tzw. trójpolówki – zasad, które polskim rybakom narzuciła Unia Europejska. Najkrócej mówiąc, rzecz polega na tym, że przez dwa lata kutry stoją w porcie, a przez następny rok zaś wypływają na połowy. Za okres postoju Unia wypłaca odszkodowania. Jednak aby utrzymać firmę i rodzinę, pieniędzy z reguły rybakom...
Rafał Kotomski
Wystarczy ledwo na koszty Ze złością przyjmują ostatnie wiadomości o PSL-owskich „taśmach prawdy”. Ale tej nocy to niewątpliwie polityczny temat numer jeden. – Pawlak twierdzi, że to rozmowa dwóch sfrustrowanych ludzi, tak? Działaczy chyba frustruje to, że zarabiają zaledwie kilkadziesiąt tysięcy na miesiąc – ironizuje jeden z mężczyzn. Zdaniem pana Mariana z okolic Płocka politycy pokazali, na jakim żyją poziomie i jak bardzo są oderwani od rzeczywistości. – Zgroza, co wyszło na jaw z tych taśm – przyznaje rolnik. – Prawda jest taka, że władza ma nas kompletnie w nosie. Za rok to pewnie prawie nikt już tutaj nie będzie handlował. Jak tak dalej pójdzie, wielkie sieci i handlarze, którzy chcą na gwałt się dorobić, wykończą wszystkich producentów – mówi jeden z mężczyzn. Przyjechał z...
Rafał Kotomski
Od kilkunastu dni pamiętne słowa sprzed roku wracają jak echo do paprykarzy z całej podradomskiej okolicy. Niemal dokładnie po roku od trąby powietrznej i gradobicia z lipca 2011 kilkudziesięciu z nich znów spotkało to samo. Nawałnica była trochę lżejsza, a jej niszczycielskie działanie trwało tym razem krócej. Ale to żadna pociecha dla tych, którzy znów stracili sporą część swoich upraw. Przecież dopiero co, z wielkim trudem, pozbierali się po ubiegłorocznej klęsce. No i kredyty zostały, a bank ma swoje wymagania, i na rozmowy o ludzkim współczuciu to zdecydowanie zły adres... Jeden kilogram, jeden złoty Po powrocie z giełdy warzywnej w podwarszawskich Broniszach Stanisław Kowalczyk przez kilka godzin dochodzi do siebie. Po prostu jest koszmarnie zmęczony, bo wyjeżdża z domu dwa...
Grzegorz Broński
Dwie tragedie, dwie porażki Śledztwo, które miało przede wszystkim pomóc w ustaleniu, kim jest dziecko, było jednym z największych w historii śląskiej policji. Przesłuchano tysiące świadków, działano na terenie całej Polski, o pomoc proszono nawet służby w innych krajach, a i tak bardzo długo nie przyniosło oczekiwanego efektu. Tymczasem jej wyjaśnienie znajdowało się w pobliskim Będzinie. Bardziej spostrzegawczy od policjantów okazali się mieszkańcy tego miasteczka w Zagłębiu Dąbrowskim. W tej sytuacji nie sposób nie przypomnieć sobie tragedii półrocznej Madzi z Sosnowca. Oba miasta dzieli bowiem niespełna 5 km. To zbieg okoliczności. Nie może być jednak przypadku, że w obu sprawach policja sobie nie poradziła. Nie zmienią tej opinii najbardziej żarliwe zaprzeczenia podinspektora...
Piotr Ferenc-Chudy
– To już nie był prosty gest poparcia, który Platforma pokazuje w zmanipulowanych sondażach telefonicznych. Kilka tysięcy osób w środku tygodnia było gotowych pokonać setki kilometrów, by o 8 rano stanąć na węgierskim bruku i demonstrować solidarność. Ale takich momentów będzie coraz więcej, tego już się nie da zmanipulować, jest nas za dużo – mówi Zygmunt Majewski z Poznania. Polska krew Składała kwiaty pod tablicą Konrada Rulikowskiego na rogu ulic Kossuta i Batorego. Właśnie kończył się wiec na placu przed węgierskim parlamentem. Kobieta w średnim wieku na pytanie, czy jest Polką, płynną angielszczyzną odpowiedziała – Nie, ale chciałabym być, jesteście wielkim narodem, potraficie walczyć o swoje ideały aż do zwycięstwa. Mam jednak w sobie trochę polskiej krwi. – tymi...
Katarzyna Pawlak
– To już nie był prosty gest poparcia, który Platforma pokazuje w zmanipulowanych sondażach telefonicznych. Kilka tysięcy osób w środku tygodnia było gotowych pokonać setki kilometrów, by o 8 rano stanąć na węgierskim bruku i demonstrować solidarność. Ale takich momentów będzie coraz więcej, tego już się nie da zmanipulować, jest nas za dużo – mówi Zygmunt Majewski z Poznania. Polska krew Składała kwiaty pod tablicą Konrada Rulikowskiego na rogu ulic Kossuta i Batorego. Właśnie kończył się wiec na placu przed węgierskim parlamentem. Kobieta w średnim wieku na pytanie, czy jest Polką, płynną angielszczyzną odpowiedziała – Nie, ale chciałabym być, jesteście wielkim narodem, potraficie walczyć o swoje ideały aż do zwycięstwa. Mam jednak w sobie trochę polskiej krwi. – tymi...
Rafał Kotomski
Komuniści nie zamierzali tłumaczyć się ze swoich decyzji ani negocjować z robotnikami. Przeciw protestującym wysłali uzbrojonych milicjantów i żołnierzy. 22-letni Marian Sawicz był kierowcą w jednym z miejskich zakładów komunalnych w Elblągu. Kilka tygodni wcześniej narzeczona powiedziała mu, że jest w ciąży. W styczniu postanowili wziąć ślub. Feralnego piątku mężczyzna znalazł się w centrum miasta, w samym oku cyklonu, na ulicy 1 Maja, gdzie trwały robotnicze protesty i walki z milicją. Właśnie na tej ulicy mieszkała jego przyszła żona. Wstąpił do baru mlecznego na rogu, by coś zjeść. Gdy wyszedł, znalazł się w grupie demonstrantów. Milicjanci zaczęli do nich strzelać. Kilka osób zostało rannych. Sawicz nie przeżył. Numer służbowy mordercy w mundurze – obok namalowanego farbą krzyża w...
Rafał Kotomski
– Kiedy okazało się, że mniejszości niemieckiej nie ma w koalicji rządzącej Urzędem Marszałkowskim, poszła szybka reprymenda z Warszawy. Nie zdziwiłbym się, gdyby u Tuska interweniowała sama kanclerz Merkel – opowiada jeden z polityków opolskiej prawicy. – To zabieganie o pozycję swojej mniejszości zasadniczo różni niemiecki rząd od polskiego. Nasi politycy nawet nie chcą przyznać, że w Niemczech istnieje polska mniejszość, nie mówiąc już o wsparciu dla starań o jej prawa – przyznaje Krzysztof Rak, publicysta i wykładowca UKSW, autor książki o sytuacji mniejszości polskiej za naszą zachodnią granicą. Zdaniem Raka, wyraźne są też działania władz niemieckich na podzielenie i zatomizowanie środowiska polskich imigrantów. Rząd w Warszawie nie tylko sprzyja niemieckiej mniejszości, ale też...
Rafał Kotomski
Socjalna pizza na apatię Był 2001 r. W kraju ekipa Leszka Millera parła nieuchronnie ku władzy. W Wałbrzychu na odwrót – kończyły się eseldowskie rządy nad miastem. O pracę było bardzo ciężko. Pan Janusz przeżył załamanie psychiczne, potem był alkohol, coraz poważniejsze kłopoty. Znalazł się na zakręcie, z którego wyszedł dopiero po sześciu latach. Dziś ma rodzinną firmę, pracującą w systemie spółdzielni socjalnych. Wypieka pizzę i rozwozi ją po całym mieście. Jego wyroby mają markę, a on znalazł sposób na społeczne wykluczenie. – Rzeczywiście, takie spółdzielnie to skuteczny sposób na wyciąganie ludzi z bezrobocia. Ale w Wałbrzychu łatwo nie jest, bo narzekactwa i apatii jest tutaj sporo – przyznaje Kamil Zieliński, ekonomista, zawodowo zajmujący się spółdzielczością socjalną, a...
Nawrócenie Państwo Gajewscy w wyniku różnych trudnych wydarzeń powoli zaczęli się nawracać. Wzięli ślub kościelny, pojechali na rekolekcje, wstąpili do wspólnoty. Później rozpoczęli studia teologiczne w Warszawie w Prymasowskim Instytucie Życia Wewnętrznego. Wtedy już chcieli poznać Boga i odrobić stracone lata. Gdy przyjechali do stolicy, nie mieli gdzie zanocować i przez przypadek trafili do domu sióstr urszulanek. Siostry przyjęły nieznanych ludzi z ulicy, dały do spania materace. W 1996 r. pan Janusz po raz kolejny stracił pracę, nie mieli z czego żyć. Zaprzyjaźnione siostry pomogły mu znaleźć pracę. Do zapracowanego taty na wakacje przyjechała cała rodzina. Wypadek 2 sierpnia 1996 r. Daniel kosił trawę u sióstr w ogrodzie. Gdy chciał odłączyć przedłużacz, poraził go prąd....
Rafał Kotomski
– Jestem już tym wszystkim zmęczony. Wszystko, co mieliśmy do powiedzenia z bratem o 1971 roku, już powiedzieliśmy. Nie chcę, by ktoś mnie dzisiaj atakował, nie mam ochoty na spory. Na uniwersytecie na pewno się nie pojawię. Zastanowię się, czy nie przyjść do kościoła Franciszkanów na poświęcenie tablicy... Rozmowa, choć spokojna, jednak poraża. 22 lata po tym, gdy mieliśmy rzekomo znaleźć się z powrotem „we własnym domu”, Ryszard Kowalczyk, jeden z najsłynniejszych więźniów PRL-u, ma ochotę zaszyć się w domu i zejść ludziom z oczu. Jak jego brat, Jerzy, który od wielu lat żyje niczym pustelnik, z dala od ludzi, na torfowisku niedaleko mazowieckiego Wyszkowa. Dla takiej Polski w 1981 r. kleiliśmy plakaty „uwolnić braci Kowalczyków”? Taką właśnie fetowaliśmy po 4 czerwca roku 1989...
Marcin Wolski
Dla Polaka emocjonalny związek z Czarnogórą jest oczywisty – za czasów Ludwika Węgierskiego, w południowej Europie zwanego Wielkim, żyliśmy w jednym państwie, później, kiedy o losie Bałkanów przesądziła bezsensowna śmierć Władysława Warneńczyka poległego w 1444 r., maleńka Czarnogóra stanowiła najbardziej wysunięty punkt chrześcijańskiego oporu przeciw islamskiemu imperium. Jeszcze w dzieciństwie, podczas przeglądania historycznych atlasów, zafascynowały mnie malutkie kolorowe wysepki (Raguza, czyli Dubrownik, Rodos i właśnie Czarnogóra) na tle jednolitego tureckiego morza. Pewnych punktów (np. twierdzy dominującej nad Kotorem) Turczyn nie zdobył nigdy. Najnowsza historia obeszła się z Czarnogórą dość łagodnie. Więcej zniszczeń przyniosło dramatyczne trzęsienie ziemi, w którym ucierpiała...

Pages