Reportaż

Magdalena Złotnicka
Zawsze jest tak samo: stadion tuż przed meczem. Na trybunach jakiś ruch. Kibice podnoszą kolorowe elementy oprawy. Już po chwili powstaje z nich obraz i napis. Treści bywają różne. Często odnoszą się do polskich bohaterów albo potępiają zbrodnie na naszym narodzie, tak jak miało to miejsce w przypadku oprawy stworzonej przez kibiców Legii Warszawa. Czy Legię za przypominanie o Powstaniu Warszawskim czeka kara od UEFA? Wkrótce się dowiemy. Niemiec przykładający pistolet do głowy dziecka i informacja na biało-czerwonym tle: „Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 tysięcy ludzi. Tysiące z nich to były dzieci” – tak wyglądała oprawa przygotowana przez kibiców Legii Warszawa na mecz z FK Astana. Zdjęcia ze stadionu obiegły nie tylko krajowe, ale i zagraniczne media. Zareagowała...
Pani Malina po rozpadzie krótkiego związku z obywatelem Niemiec wróciła do Polski. Były partner oskarżył ją o porwanie 2,5-letniej córki Victorii. Szczeciński sąd nakazał matce natychmiastowy powrót do Niemiec. Tam jednak czekałby ją proces karny w związku z domniemanym porwaniem. Polka Malina Borsch, architekt krajobrazu, poznała Niemca Saschę, grafika komputerowego, wiosną 2014 r. przez Internet. Zaczęli się spotykać, niedługo później kobieta zaszła w ciążę, więc już jesienią przyszli rodzice zamieszkali razem w Berlinie. Żyli bez ślubu w związku konkubenckim. W styczniu 2015 r. urodziła się ich córka, Victoria. Pani Malina nie pracowała i zajmowała się dzieckiem. Rodzinę utrzymywał Sascha. Od momentu, w którym pojawiło się dziecko, relacje między nim a Maliną ulegały stopniowemu...
20 lat temu w Sarajewie większość stanowili chrześcijanie – katolicy lub prawosławni.  Dziś jest ich już tylko 10 proc. I wciąż ubywa. Piękne miasto o bogatej historii jest już całkowicie zdominowane przez muzułmanów. A chrześcijanom nikt tu nie ułatwia życia. Zostało jeszcze kilkanaście minut do wystrzału z armaty. To sygnał, że skończył się  całodzienny post,  podczas którego muzułmanie wstrzymują się od jedzenia, picia i seksu. Wystrzał to sygnał, że zaczyna się iftar – wspólny posiłek, który często trwa do późnych godzin nocnych. Niektórzy świętują do świtu, kiedy znów zacznie obowiązywać post. W restauracjach w centrum Sarajewa muzułmanie mają jedzenie już zamówione albo nawet podane na talerzach. Każdy czeka i nie bierze nic do ust. Wreszcie słychać potężny huk...
Instytucje z Zachodu brużdżą, pewien wpływowy Luksemburczyk knuje tu i ówdzie, by osłabić naszą pozycję, do opinii publicznej trafiają insynuacje o swobodnym traktowaniu przez władze polskie europejskich praw. Pod płaszczykiem niesienia kultury i cywilizacji niemieckojęzyczne siły wyciągają ku nam ręce... Brzmi znajomo? Tak, masz rację, Drogi Czytelniku – tak wyglądało upalne lato roku pańskiego 1410... Szlakiem połączonych sił polsko-litewskich docieramy pod Grunwald od wschodu. Towarzyszy mi Tomek, doświadczony rzemieślnik i odtwórca historyczny, uczestnik kilku poprzednich edycji Dni Grunwaldu. To już dwudziesta impreza, której ukoronowaniem jest inscenizacja jednej z największych bitew średniowiecznej Europy. Zmagania wojsk krzyżackich (historycy oceniają je na 15 tys. zbrojnych)...
Francuska policja w ciągu kilku godzin zainteresowała się mną aż trzy razy. Zapytałem, dlaczego nie legitymują migrantów szwędających się po autostradzie. Odpowiedzią była głucha cisza. Czerwcowe słońce chowa się za chmurami, jednak mimo to żar leje się z nieba. Siedzę w kabinie ciężarówki jednego z tysięcy polskich kierowców, którzy regularnie przekraczają granicę z Wielką Brytanią. Rozmawiamy na jednym z parkingów przy trasie Calais–Dunkierka. Paweł od wielu lat jeździ tędy raz na tydzień. Doskonale wie, o co zaraz go zapytam. Oficjalnie nazywa się ich migrantami. Nieoficjalne nazwy, również te używane przez moich rozmówców, nie nadają się do publikacji. Można się na nie zżymać, jednak kiedy posłucha się opowieści o ich zachowaniu, przezwiska wydają się przynajmniej w części...
Stefanowi Rujnie najbardziej szkoda tego, że pięć lat, które przepracował jako niewolnik u niemieckiego chłopa w czasie wojny, zabrało mu dzieciństwo i możliwość ukończenia szkoły. Po latach za okres ten otrzymał z Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie” 1000 złotych „świadczenia” za hitlerowskie prześladowanie. Ulica w Choszcznie w województwie zachodniopomorskim, przy której zachowało się jeszcze wiele poniemieckich kamienic. W jednej z nich, na parterze, mieszka 87-letni Stefan Rujna. Mieszkanie skromne, ale zadbane. Gospodarz podejmuje mnie i fotoreportera Łukasza w pokoju gościnnym. Kanapa, dwa fotele, stół, meblościanka z okresu PRL-u, a na niej w centralnym miejscu zdjęcie syna – Jacka. Pozuje razem z kolegą z czasów studenckich – Mariuszem Kamińskim, późniejszym twórcą CBA. W...
Magdalena Złotnicka
Monumentalny, dwupiętrowy dom, z gankiem wspartym na kolumnach, będących luźną wariacją na temat starogreckich świątyń. Obok biedne, brudne domki, z których płatami odłazi tynk. To obrazek z jednej z podwarszawskich wsi. Mógłby być symbolem Mazowsza. Województwa, w którym skrajna bieda i luksus często sąsiadują dosłownie przez płot. Warszawa. Miasto strzelistych biurowców. Mekka pracowników korporacji, którzy wjeżdżają przeszklonymi windami na wysokość kilkunastu pięter i równie dynamicznie pną się po szczeblach kariery. Stolica Polski. Muzea, kina, teatry. Nocne kluby i dyskoteki, w których piwo potrafi kosztować nawet kilkanaście złotych. Warszawa, na której obrzeżach, w dzielnicach willowych i na zamkniętych osiedlach mieszkają tuzy. Wreszcie – centrum życia politycznego kraju, bo...
Magdalena Złotnicka
Pozbawione skóry, włosów i mięśni zatracają wszelką indywidualność. Poraża za to ich liczba. Przede mną majestat śmierci w całej okazałości: czaszki, ułożone jedna obok drugiej, wpatrują się we mnie pustymi oczodołami. Żółty, zielony, żółty – za oknami samochodu rozmazują się pola kwitnącego rzepaku. Wrocław został dawno za nami, zapadamy się w Dolny Śląsk. Migają zabudowania jakiegoś miasteczka. Czy to niegdyś dumna Oleśnica, miasto, w którym rezydował książę Konrad I, czy Bardo, gdzie mieści się sanktuarium Matki Boskiej Strażniczki Wiary, czy Strzegom, znany z najstarszego na Śląsku klasztoru karmelitów? Nie wiem, długa jazda zaciera w mojej głowie połączenia między nazwami a poszczególnymi obrazami. Zaś równo stojące domki, chociaż śliczne, nieodmiennie jakoś kojarzą się jedynie z...
Kaja Bogomilska
W lutym 2015 r. ojciec pani Katarzyny, Jan Sapieszko, przekazał mechanikowi z Ruszajnów 75 tys. złotych na poczet zakupu traktora. Minęło osiem miesięcy, a ciągnika nie było. Mechanik T. odzywał się do Sapieszków od czasu do czasu, użalając się na różne przypadki losowe. A to żona chora, a to ciocia umarła... Początkowo Sapieszkowie wierzyli w zapewnienia mechanika i cierpliwie czekali. W końcu jednak nabrali podejrzeń, że coś jest nie tak. Wystąpili o sądowy nakaz zapłaty, rodzaj orzeczenia sądowego zasądzającego kwotę pieniężną. Sąd wydaje je w wersji uproszczonej, przyspieszonej: bez posiedzeń, wyłącznie na podstawie dokumentów załączonych do pozwu. I wtedy wyszło szydło z worka. Straszna cierpliwość Okazało się, że operatywny mechanik T. nie posiada jakiekolwiek majątku, w...
Magdalena Złotnicka
Jedziemy samochodem. Kamil zadaje mi zagadki, w których trzeba obliczyć prędkość mijających się pociągów czy jadącego motoru. Czuję się jak na znienawidzonej w czasach licealnych fizyce: nie znam odpowiedzi na żadne pytanie. A fakt, że Kamil ma 9 lat, wcale nie poprawia mi samopoczucia. Lublin. Czekamy na Patryka Wrońskiego, ojca 9-letniego Kamila. Przez przejście dla pieszych szerokim krokiem zbliża się młody mężczyzna, na ręku niesie małego chłopczyka. Drugi, starszy, idzie obok. Gdyby nie to, że mężczyzna macha w naszą stronę, pewnie byśmy go nie zauważyli. Takich ojców z dziećmi codziennie na ulicy mija się setki. Wroński podchodzi, wita się. Przedstawia się też starszy chłopczyk. To właśnie Kamil. Młodszego Antosia bardziej od nas interesuje budynek dworca – tata obiecał, że...
Jan Przemyłski
Leżał w krzakach, ze złamaną łapą i pokiereszowanym łebkiem. Bał się, próbował uciekać, choć ledwie się poruszał. Gdy podeszli do niego ludzie, kulił się i mrużył oczy, jakby oczekując na kolejny cios – w takim stanie Konrad znalazł dwuletniego kundelka, dziś noszącego imię Robin. Podobnych psich dramatów jest niestety więcej. Byli w liceum. Organizowali ognisko. Zamierzali posiedzieć przy ogniu, pośpiewać, miło spędzić czas. Po drodze do miejsca, w którym miało się odbyć spotkanie, usłyszeli dziwny dźwięk: ni to pisk, ni to skomlenie. Konrad ruszył w kierunku krzaków, z których dobiegały niepokojące odgłosy. Znalazł psa, kundelka, pomieszanego z jamnikiem. Zwierzę było w strasznym stanie: wychudzone tak, że widać było żebra, miało rany na łebku i złamaną przednią łapę. Na obecność...
Ponad 7 tys. kilometrów od domu opiekowały się dziećmi z najuboższych rodzin. Uczyły je pisania i czytania, a same otrzymały od Boga lekcję życia. Zdobytego doświadczenia nie zamieniłyby nawet na wakacje na Karaibach. Wyjazd na misję do Zambii to koszt około 5 tys. zł. Ta kwota to tylko cena biletu w obie strony. Wyżywienie i nocleg zapewniają księża lub siostry od lat służące na danej placówce misyjnej. Jednak nie wszystkich chętnych stać na taką podróż. Osoby, które chcą pomagać najuboższym w różnych częściach świata, muszą same pozyskiwać fundusze m.in. przez zbiórki organizowane na uczelniach czy w kościołach. Albo zwyczajnie – zaoszczędzić. Aby wyjechać na misję, trzeba również przejść pomyślnie testy psychologiczne. – To, na jaką placówkę się trafi, w znacznej mierze zależy od...
Magdalena Złotnicka
Kibic Odry Opole zamierza przepłynąć Odrę kajakiem, by zebrać pieniądze na leczenie chorego przyjaciela. Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań dba o groby powstańców wielkopolskich, a kibice Legii upamiętniają obronę Lwowa. Stereotypowy wizerunek „kibola” pokazywany przez media to bardzo niepełny obraz tego środowiska. „Bandyci stadionowi”, „bandziory”, „kibole”. Mainstreamowe media mnożą określenia dla kibiców piłki nożnej, przedstawiając ich jako osobników znajdujących przyjemność w praniu po pyskach siebie nawzajem. A jeśli pojawi się ktoś postronny, to i jemu może się oberwać. Ile w tym prawdy? Niewiele. Chociaż sama pamiętam groźne pomruki maszerujących w latach 90. przez moją rodzinną Warszawę kibiców Widzewa Łódź, to przyśpiewki fanów futbolu, czasem wymierzone w inne kluby,...
Magdalena Złotnicka
„Uśmiechnij się”, „wstań”, „przestań się mazać, przecież nic ci nie jest” – takie teksty Aśka słyszała tysiące razy. – Nikt nie rozumiał, że nie jestem w stanie wziąć się w garść. Kiedy masz raka, nikt ci nie mówi: „Nie miej raka”. Jak się potem okazało, cierpiałam, bo byłam chora. Wielu uważało jednak, że to moja wina – mówi. Skończyła terapię. Jest zdrowa. Miała zwyczajne życie, takie jak dziesiątki tysięcy kobiet w Polsce. Nieźle zarabiający mąż, „na dorobku”. Córeczka, z którą przez trzy lata siedziała na urlopie wychowawczym. – Jasne, z mężem kłóciliśmy się często i dość gwałtownie. Ale bardzo się kochaliśmy – mówi Aśka. Jednak w pewnym momencie, kiedy ich dziecko miało siedem lat, relacja Aśki i męża zaczęła się psuć. On wściekał się, że ona jest w kółko smutna, że coraz częściej...
Magdalena Złotnicka
Przedwojenna porcelana, kiecka wieczorowa z Ameryki, gorące, parujące pyzy, złote pierścionki z radziecką próbą, ucieczki przed tajniakami sprawdzającymi, czy ktoś nie handluje walutą – tak w czasach PRL-u wyglądało życie warszawskich bazarów. A dziś? – Dookoła „markiety”, ludzie raczej tam kupują – mówi mi jeden z handlarzy. Miałam cztery lata i skakałam z radości za każdym razem, kiedy babcia mówiła, że „dziadek pojechał na Szembek”. Wracał, dopadałam go jeszcze w drzwiach. Z kieszeni dziadkowego płaszcza wyciągałam nieprawdopodobne ilości sugusów, czyli owocowych, ciągnących się cukierków w kolorowych papierkach. Przynosił też lalki, misie, które w sklepach kosztowały tyle, że rodziców nie byłoby na nie stać. „Szembek” i „Różyc” jawiły mi się więc jako tajemnicze, odległe krainy...
Stefan Czerniecki
– Abba! Abba! – wykrzykuje pięcioletni chłopczyk. Na głowie ma czarny kapelusik. Spod cylindra wystają wciąż jeszcze króciutkie, ciemne pejsy. Inteligentne piwne oczy bacznie lustrują otocznie. Chłopiec od kilkunastu sekund w panice biega między straganami. Najwidoczniej się zgubił. Szuka ojca. – Efo ata (Gdzie jesteś – hebr.)? Abba… Wreszcie do malca podbiega jakiś mężczyzna. Ciemnogranatowe spodnie, czarna marynarka. I podobnie jak u chłopca, ciemny kapelusz przysłaniający brwi. Z tą tylko różnicą, że pejsy mężczyzny są już znacznie dłuższe niż synka. Bierze chłopca w ramiona. Są już razem. Wczoraj, dwa dni po moim przybyciu do Izraela, w jednej z bram Jerozolimy muzułmanin zabił nożem ortodoksyjnego Żyda. Następnego dnia w gazetach pojawiły się tylko krótkie notki o zdarzeniu. Do...
Magdalena Złotnicka
Zające w papierkach kujących oczy gamą pasteli wdzięczą się do mnie ze sklepowych półek. Hipermarkety kuszą promocjami, wmawiając mi, że nie przeżyję Wielkanocy bez szynki, czekoladowego kurczaka i odkurzacza za pół ceny. Można oszaleć. A już na pewno – można zapomnieć, o co właściwie chodzi w tych świętach. Kilka tygodni temu Warszawa cichcem wychynęła spod warstwy śniegu i błota. Białe kurtyny spadły z rozlicznych billboardów, odsłoniły płachty reklam zwisające smętnie z rozmaitych budynków. Co uważniejszy obserwator mógł przy tej okazji odnotować, że nastąpiła natychmiastowa zmiana dekoracji. Dopiero co mieliśmy przeżywać „magię Świąt Bożego Narodzenia”, zagryzając kawę czekoladowym Mikołajem, a już dowiadujemy się, że zbliża się Wielkanoc. Przy czym próżno szukać jakiegokolwiek...
Magdalena Złotnicka
Wyśmiewani. Wyzywani od „oszołomów”. Tracą wolny czas, pieniądze, by dać świadectwo pamięci. W deszczu, w letnim skwarze, w śnieżnych kurzawach, dziesiątego dnia każdego miesiąca pokazują, jak ważna jest dla nich Polska. I jak bliscy im są ci, którzy w kwietniowy poranek zginęli pod Smoleńskiem. Była sobota, 10 kwietnia 2010 r. Pewna studentka Uniwersytetu Warszawskiego wyprowadzała psa na poranny spacer. Nagle telefon. – Wracaj! – nieswoim głosem powiedziała jej matka. Dziewczyna pobiegła do domu. Już na wejściu zobaczyła w telewizji kadry z lotniska Siewiernyj. Przez chwilę obie bezradnie wpatrywały się w ekran, wysłuchując kolejnych komunikatów o katastrofie Tu-154 M. A potem wyszły. Kupione po drodze kwiaty, cudem odnaleziony w szufladzie znicz, który został po Święcie Zmarłych...
Wyśmiewani. Wyzywani od „oszołomów”. Tracą wolny czas, pieniądze, by dać świadectwo pamięci. W deszczu, w letnim skwarze, w śnieżnych kurzawach, dziesiątego dnia każdego miesiąca pokazują, jak ważna jest dla nich Polska. I jak bliscy im są ci, którzy w kwietniowy poranek zginęli pod Smoleńskiem. Była sobota, 10 kwietnia 2010 r. Pewna studentka Uniwersytetu Warszawskiego wyprowadzała psa na poranny spacer. Nagle telefon. – Wracaj! – nieswoim głosem powiedziała jej matka. Dziewczyna pobiegła do domu. Już na wejściu zobaczyła w telewizji kadry z lotniska Siewiernyj. Przez chwilę obie bezradnie wpatrywały się w ekran, wysłuchując kolejnych komunikatów o katastrofie Tu-154 M. A potem wyszły. Kupione po drodze kwiaty, cudem odnaleziony w szufladzie znicz, który został po Święcie Zmarłych...
Magdalena Złotnicka
Zadbana, szczupła kobieta zdejmuje kaszmirowy, drogi sweter. Odpina srebrną, szeroką bransoletkę, pokazuje zasiniały, zielono-fioletowy nadgarstek i poznaczone odciskami palców przedramię. Krzywi pomalowane usta. – Nie wiem, z czego robicie tragedię. On po prostu się zdenerwował. Na Teresę trafiłam przypadkiem. Kiedy wspomniałam koleżance, że piszę tekst o przemocy, powiedziała, żebym zadzwoniła do jej przyjaciółki. Po długich oporach kobieta zgodziła się porozmawiać i to chyba tylko dlatego, że poręczyła za mnie wspólna znajoma. Od początku były jednak zastrzeżenia: żadnych szczegółów mogących wskazać, kim jest. Żadnego angażowania w sprawę instytucji, które mogłyby jej pomóc. Ona nie chce. Bo jeszcze on by ją zostawił. A ona przecież go kocha. Teresa wyszła za mąż siedem lat temu....

Pages