Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki
Przeciętnemu turyście kojarzy się z piaszczystymi wydmami i Jeziorem Łebsko. W przedwiośniu to miejsce rodzących się na nowo kwiecistych łąk, cel wędrówek afrykańskich ptaków na letnią migrację i wreszcie wielka przygoda. Od kilku godzin opady się wzmagały. Szarą ścianę deszczu oglądali jednak póki co z bezpiecznej perspektywy szyby autobusu. Przemek czuł się coraz bardziej bezradny i wściekły na samego siebie. Oto bowiem tyle czasu namawiał syna na wspólną męską wyprawę. Pierwotnie miały być Karkonosze, potem biegówki w Izerach. Miało być biało, ze śnieżną przygodą – jak na wytrawnego polarnika przystało. Ale z racji szybszego nadejścia wiosny plany wzięły w łeb. W jego rodzinnej Gdyni też nie było lepiej. Odgłosy kropel stukających o parapet przyprawiały Przemka o mdłości. – Deszcz,...
Stefan Czerniecki
Chłopak w przeciwsłonecznych okularach podchodzi do potężnych, drewnianych bram śluzy. Na wiadukcie przystaje kilku gapiów. Ale on nie myśli o gwiazdorzeniu. Jest robota do zrobienia. Z bezpiecznej perspektywy leśnego duktu wszystko wygląda zupełnie normalnie. Ot, zwykła śluza. Wystarczy jednak podejść nieco bliżej barierki, aby przekonać się, że nie do końca jest tu tak „normalnie. To nie jest zwykła śluza. Mam pewne opory, aby wychylić się zza barierek. Widok pode mną robi wrażenie. Oberwanie betonowej ściany, pionowo w dół, głęboko na siedem metrów. To połowa wysokości niemałego bloku mieszkalnego. Na dole huk wody pieniącej się u stóp śluzowych bram. I maleńkie kajaki, z tej odległości przypominające spuszczone na wodę kolorowe wykałaczki. Jesteśmy nad śluzą Paniewo. Najgłębszą...
Stefan Czerniecki
Młoda rodzina. I tajemnicza niewielka tykwa. Z umocowaną w niej metalową rurką. Wpierw siorbnął on, potem ona, w końcu... – Chcesz? – wypalił wprost do mnie, gapiącego się na nich od kilku minut gringo. – Pewnie. Nigdy wcześniej nie próbowałem. Było to dawno, dawno temu. Sytuację pamiętam jednak, jakby działa się wczoraj. Ze wszystkimi  szczegółami. Z długą, nieskomplikowaną niepotrzebnymi zakrętami drogą, poprowadzoną po bezkresnej argentyńskiej pampie. Z półgodzinnym przystankiem podczas dwudobowej trasy na kraniec świata. Z przerwą na bezludnej, położonej pośrodku niczego stacji benzynowej, na której prócz głaskania przeraźliwie wychudzonych i prawdopodobnie zapchlonych kundli nie było zupełnie nic do roboty. Siedziałem bezczynnie na drewnianej dykcie, czekając, aż kierowca...
Stefan Czerniecki
Na ścianach maleńkiego pomieszczenia wiszą czarno-białe obrazy Matki Bożej. Są wizerunki Jezusa Miłosiernego. Są zdjęcia św. Jana Pawła II. W rogu zapomniany, mały wazonik z wysuszonymi kwiatami w środku. Kobiecina nie wyjmuje starych. Dokłada tylko swoje. Te, które wiozła tyle czasu czerniecki.net Odgłos sporadycznego stukotu niesie się po lesie cichym echem. W mieście z całą pewnością nikt by go nie usłyszał. Jednak tutaj, w cichej przestrzeni puszczy, staje się bardziej wyrazisty. Ten stukot to nic innego jak odgłos torby zawiniętej na kierownicy i obijającej się raz po raz od rowerowej ramy. Kiedy koła jednośladu wpadają między większe doły, odgłos jakby przyspiesza. Do tego ten pisk dawno niesmarowanego łańcucha. Nie wydaje się jednak, aby w czymkolwiek przeszkadzał on jadącej...
Stefan Czerniecki
Tęskno mi do tamtego oblicza taternictwa. Do gór pozbawionych beznadziejnej aury wyścigów. Do intymnej relacji człowieka z naturą. Do pokusy wchodzenia wyżej i wyżej. Ale nie dla wyścigu czerniecki.net Nie dało rady iść. Po prostu nie dało… – nawet dziś, po 14 latach od tragicznych wydarzeń, głos Michała momentalnie poważnieje. Na co dzień radosny i pogodny, gdy mówi o tym dniu, staje się na chwilę nieco innym człowiekiem. – TOPR-owcy podwieźli nas do samego schroniska. Wyszliśmy czym prędzej w górę. Daliśmy jednak radę dojść jedynie do Grzesia. Było tak nawiane, że momentami trzeba było iść ze śniegiem po pierś. Zakopywaliśmy się bez przerwy. Gdyby nie chodziło o Weronikę i Tomka, na pewno byśmy zawrócili. A tak próbowaliśmy mimo wszystko. Niestety bezskutecznie. Trzeba było wracać....
Stefan Czerniecki
Rozmowy z nim to prawdziwa uczta dla umysłu. Cięte riposty, ale i pełne wrażliwej bystrości spojrzenie na świat. Na przyrodę. Ojciec Gabriel mieszka tutaj już od dziewięciu lat. Pośrodku rozlewisk Narwi. Między ptactwem, połaciem traw a snującą się pomiędzy nimi leniwie rzeką. W pobliżu przebiegającej nieopodal granicy z Białorusią. czerniecki.net Dworzec autobusowy w Białymstoku. Jest ósma rano. Na plac co rusz wjeżdża kolejny autobus. Stare, rozklekotane silniki ledwo już zipią. Ich odgłos przeszywa zmarznięte po nocnych wyziewach białostockie powietrze. Nad placem manewrowym rozciąga się delikatnie szara mgiełka. Większość przebiegających przez ulicę, a potem krzątających się po dworcowym placu ludzi wbiega do dużego budynku poczekalni i kas. Zaledwie część z nich...
Stefan Czerniecki
Niesiona przez niego wielka, drewniana belka w każdej chwili mogłaby zmiażdżyć mu stopę. Nie będę go wymijać. Różnie mogłoby się to zakończyć. Zresztą, idzie tam, gdzie ja. Stąd do „najcudniejszej wioski świata” nie ma już przecież innej drogi Pac… Pac-pac… Pac… Pojedyncze krople ponownie obijają dach autobusu. To już trzeci przelotny deszcz tego poranka. Gliniane uliczki Banaue szybciutko przeistaczają się w lepką breję. O spacerowaniu nie ma mowy. Poczekam za drzwiami naszego jeepneya (stare amerykańskie terenówki wojskowe, które po wojnie Filipińczycy przerobili na autobusy wożące ludzi). – Ruszymy wreszcie? – wypalam sam do siebie, nie podejrzewając, że ktokolwiek z piątki siedzących obok mnie filipińskich współpasażerów podłapie temat. – Amigo, nie denerwuj się. Spokojnie....
Stefan Czerniecki
Tu przyjechał, tu żył, tutaj się modlił. Tutaj powstawały Jego wiersze, tu pisał encykliki. Tutaj przeżywał, tutaj chorował, tutaj cierpiał. Ale i tutaj się śmiał, tutaj żartował, na tutejsze słońce patrzył, gdy rankiem otwierał okno sypialni. Tutaj wreszcie uczył się, jak być rzymianinem. Ale tym zza Murów Leoniańskich Nie znam chyba nikogo, kto stojąc tutaj, nie spojrzałby w tamtą stronę. Niezależnie od tego, czy jest tu po raz pierwszy, po raz czwarty czy nawet dziesiąty. Ilekroć znajdzie się na placu Świętego Piotra, zawsze zadziera głowę w prawo. Na północ. Na tamto okno. To samo, gdzie zwykle stawał i błogosławił światu. To samo, w którym zapadła decyzja, aby nie zatrzymywać swojego cierpienia wyłącznie dla siebie. Aby pokazać je innym, pokazać światu. Jako świadectwo, jako...
Stefan Czerniecki
Wielki Piątek stanowi dla nich esencję Wielkiej Nocy. To wówczas mogą prawdziwie poczuć. To wówczas stają przed Tajemnicą osobiście. Bez żadnych pośredników. Pewnie dlatego w wielu społecznościach to właśnie obchody wielkopiątkowej Męki Pańskiej gromadzą największe tłumy wiernych Ile miejsc, tyle zwyczajów. Ile plemion, tyle obrządków. Ile kultur, tyle inspiracji. Wszystkie jednak ze wspólnym mianownikiem. Tajemnicą Sacrum. Tajemnicą męczeńskiej śmierci Zbawiciela, a następnie Jego zmartwychwstania. U nas cicha kontemplacja, adoracja krzyża, smutne czuwanie. U innych już niekoniecznie. Dla nich głęboka wielkopiątkowa duchowość musi ustąpić pokutnej namacalności. Pragną dotknąć. Ukrzyżowani W tym roku Ruben skończy 53 lata. Niektórzy twierdzą, że jest starszy. Łatwo go poznać....
Stefan Czerniecki
Jedzie z posługą kapłańską. Na skrzyżowaniu czerwone światło. Musi się zatrzymać. Jego auto otacza grupa uzbrojonych mężczyzn. Wystraszony kapłan usiłuje ruszyć. Słychać huk wystrzału. Samochód staje. A w nim oparte o kierownicę, martwe ciało kolejnego księdza zabitego w tym roku w Ameryce Południowej. Piątego od początku tego roku. Ten Kościół wymaga ofiar. Najpełniejszej posługi. Takiej do końca i bez kalkulacji. Po wyborze nowego Ojca Świętego Kościół Ameryki Południowej otrzymuje swoją szansę. Należy się głęboko modlić, aby tę szansę wykorzystał. Wiarą, która obecna jest w ludziach latynoskich wspólnot, można by obdzielić kościoły Europy, Stanów Zjednoczonych oraz Australii. Franciszek na pewno doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Najlepszy z możliwych „stażów” – On gra. Cały...