Felieton

Rafał Ziemkiewicz
Na zdrowy rozum, argumentacja, która temu towarzyszy, jest śmiechu warta. Przyjęło się, że kto traktuje swój związek poważnie, godzi się na przyjęcie pewnych obowiązków, mających chronić słabszego partnera i, przede wszystkim, potomstwo. Kto się boi odpowiedzialności, nie jest zdecydowany trwać w związku długo, liczy, że trafi mu się lepszy, zadowala się życiem na kocią łapę i zobowiązań unika. To logiczne. Środowiska, ogólnie mówiąc, postępowe, zawsze dotychczas twierdziły, że tylko ten drugi model współżycia gwarantuje człowiekowi pełną realizację. Prawdziwa miłość nie potrzebuje „stempelka”, a poza tym po prawdziwej miłości przyjść może jeszcze prawdziwsza, i nie należy z góry z niej rezygnować w imię tej aktualnej. A teraz nagle wystarczyło parę słów premiera, by media salonu...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
22 czerwca 1941 r. Niemcy uderzyli na ZSRR. Na linii frontu znalazło się wiele sowieckich więzień, w których przetrzymywano dziesiątki tysięcy obywateli II RP, nie tylko Polaków, lecz również przedstawicieli innych narodowości. Władze NKDW, nie chcąc dopuścić do ich uwolnienia, wydały barbarzyński rozkaz wymordowania więźniów, których określano jako politycznych. Gdy brakowało czasu na rozstrzeliwania, wrzucano granaty do cel i podpalano więzienia, przez co stłoczeni w nich ludzie ginęli w straszliwych męczarniach. W ten sposób wymordowano więźniów np. w Łucku, Drohobyczu, Czortkowie i Samborze, Największej jednak masakry Rosjanie dokonali we Lwowie, gdzie podłożono ogień pod więzienia przy ul. Łąckiego, na Zamarstynowie oraz w d. klasztorze sióstr brygidek. Przez wiele dni w mieście...
Marcin Wolski
Naukowo nazywa się to badaniem „wytrzymałości materiału”. Ostatecznego celu tych zabiegów nie znam, ale dotychczasowe próby są imponujące, a wytrzymałość krajowego materiału niezwykła – iryd, platyna, w dodatku non iron, bez konserwantów... Ale kiedy pewnego dnia to wreszcie pęknie, nie będzie czego zbierać. Tylko owa wizja, skądinąd nieomal pewna, wcale mnie nie peszy. Premier pokonujący Bug wpław pod Terespolem i prezydent rozmawiający z portretami w Belwederze na dzień przed impeachementem – to news tylko na chwilę. Jeśli nawet pewnego dnia dotychczasowi władcy znikną, pozostaną przecież rozgrzebane drogi, stadiony, podpisane kontrakty, inflacja, stagnacja i rodacy, z których jedni będą wołać „a nie mówiliśmy”, a drudzy, „niczego takiego nie słyszeliśmy”. 
Piotr Lisiewicz
O tym, że wśród biegłych roi się od psychiatrów najmniej ambitnych i dyspozycyjnych, pisałem w „Gazecie Polskiej” wiele razy przed laty, gdy zajmowałem się sprawami interwencyjnymi. Biegli dostawali wówczas za ekspertyzy psie pieniądze. Niezależnie, czy pisali ją na kolanie w godzinę, czy musieli czytać tysiące stron. Prawo powołania biegłego miały sąd i prokurator, ale nie obrona. Oznaczało to, że liczba spraw, jakie dostanie biegły, zależała od woli sędziów oraz prokuratorów. W efekcie, jak oceniał dr med. Jerzy Pobocha, szef sekcji psychiatrii sądowej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, coś koło 10 proc. (!) osadzonych w psychiatrykach nigdy nie powinno tam trafić. Czy w takim środowisku trudno znaleźć dyspozycyjnego frajera z tytułem naukowym przed nazwiskiem? Odpowiedź oczywista...
Tomasz Terlikowski
Film sam w sobie jest przestępstwem. Pratchett wiedząc, że brytyjski miliarder chce popełnić wspomagane samobójstwo, powinien – zgodnie z brytyjskim prawem – zrobić wszystko, by mu w tym przeszkodzić. Za „wszystko” trudno zaś uznać udanie się z kamerą i filmowanie śmierci. Z tego zaś jednoznacznie wynika, że sam film jest efektem przestępstwa. Promuje coś, co jest nie tylko sprzeczne z prawem, ale też głęboko niemoralne. Pratchett powinien więc zwyczajnie zostać skazany (co – notabene – utrudniłoby mu samobójstwo). Do tego jednak zapewne nie dojdzie. Zabawnie brzmią też zapewnienia, że autorom chodziło o to, by wznowić debatę o eutanazji. Po pierwsze, jest całkowicie jasne, że debata nad zabijaniem chorych nie jest niczym wartościowym, nie ma zatem powodów, by ją prowadzić. Po drugie,...
Antoni Łepkowski
I oto teraz, po słynnej już pokazówce naszej rodzimej PRI w Ergo Arenie, okazuje się, że Joanna Kluzik zaprzestała, oby nie na trwałe, posługiwania się rozumem, a zaczęła wyłącznie sercem, i to niestety zapewne boleśnie zranionym. Joanna Kluzik po przegranej Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich została z tej porażki słusznie rozliczona. Niestety, to wówczas zaczęła się jej droga po równi pochyłej z wyżyn intelektu do depresji niedobrych emocji, które przesycają ją już w zupełności. Kluzik uwierzyła w teoryjkę serwowaną nam przez usłużne salonowe dziennikarskie gnidy, że dzięki prowadzeniu przez Jarosława Kaczyńskiego kampanii wyborczej, ukrywającej zupełnie problem strasznej i tajemniczej katastrofy, zdobył on więcej głosów, niż gdyby mówił w kampanii to, co było konieczne do...
Robert Tekieli
Aksamitny autorytaryzm wszechpartii rządzącej ujawni się ostatecznie po wyborach. Bo do jego miękkich sukcesów potrzeba czasu. Być może następne wybory odbędą się już po meksykańsku. Paweł Zatchej, który swoją przygodę z jogą rozpoczął pięć lat temu, zaczął ją propagować poprzez akcję „Joga w parku”. W największych miastach Polski odbywają się właśnie bezpłatne sesje hathajogi. Zachwalane jako wakacyjny relaks przyciągający atmosferą pełną pozytywnej energii. Mamy ogólnoświatowy boom na jogę. W to, że joga jest dobra na wszystko, wierzyć ma już poza Indiami 200 mln ludzi. W USA uprawia ją 18 mln osób, ponad dwukrotnie więcej niż pięć lat temu. W Niemczech 3 mln, czyli trzy razy więcej niż trzy lata temu. W Polsce liczba ćwiczących w ciągu pięciu ostatnich lat wzrosła...
Krystyna Grzybowska
Poparcie dla banałów A prawda jest taka, że co pół roku, zgodnie z traktatowymi ustaleniami, jeden z krajów Unii pełni tzw. prezydencję, coś w rodzaju fikcyjnych rządów bez prerogatyw. Ale efekt propagandowy murowany, jak się władza spręży. I wielu obywateli da się na ten blichtr nabrać. Będą konferencje, spotkania, odwiedziny różnych prezydentów oraz premierów, o ministrach nie zapominając. I tak do nowego roku 2012. A co może nasz rząd zrobić w czasie tego półrocza? Według przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, prof. Jerzego Buzka, który notabene zakończy swoją prezydencję też 1 stycznia 2012 r., polski rząd będzie dbał o jedność UE. A jak to zrobi? No zrobi, bo jak powiadomił nas Jerzy Buzek: jest pełne poparcie wszystkich ugrupowań w Parlamencie Europejskim dla polskich...
Jacek Kwieciński
Warianty Podobno przedstawiciele PO (Partia Obciachu) mają chadzać po domach. Czy mam wywiesić kartkę z napisem: „Aktywistów Partii Rządowej proszę zostawić na zewnątrz”? Czy też od razu przygotować większą sumę – na mandat za obrazę Najwyższych Organów, bo niewątpliwie się jej dopuszczę. A może i jedno, i drugie? Tuszę bowiem, że owym aktywistom towarzyszyć będzie przynajmniej jeden osiłek w kominiarce oraz milicjant mogący egzekwować wspomniane mandaty. Bo jak przekonywać, to przekonywać. Coraz bezczelniej Komisja wybitnego publicysty, tow. Kalisza, wnioskuje, by Jarosławowi Kaczyńskiemu i Zbigniewowi Ziobrze uciąć publicznie głowy za mord na Barbarze Blidzie. I spora część niby „normalnych” mediów traktuje to poważnie. Niezawisły, niczym dawne sowieckie, sąd sugeruje, że J....
Rafał Ziemkiewicz
Na razie sprawa jest tylko w przymiarkach i jeśli na przykład jakiś poseł zada o nią pytanie ministrowi Rostowskiemu, ten będzie się wykręcał, że żadnych takich zobowiązań Polska nie podjęła. Nie wierzmy. Premier, nie wiadomo jak i kiedy, nie konsultując tej brzemiennej w skutki decyzji w żaden sposób (kolejny powód, aby postawić go w przyszłości przed Trybunałem Stanu), zapisał nas do tak zwanej strefy euro plus. Co to jest strefa euro plus, jeszcze dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo, że wyjścia z niej nie przewidziano. Generalnie, w skrócie, można powiedzieć tak: mieliśmy do wyboru przyjąć wspólną walutę albo pozostać przy własnej. Każda decyzja niosła pewne korzyści i pewne straty – bo z jednej strony mieć wspólną walutę z silniejszymi gospodarkami to mocny impuls dla wzrostu, z...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Choć czasy były ponure, niesprzyjające obywatelskiej aktywności, to jednak Pan Bóg pobłogosławił tej inicjatywie, bo już wkrótce zaistniał ów „dom z ogródkiem” w postaci starego dworu i gospodarstwa rolnego w Radwanowicach. Była to darowizna śp. Zofii Tetelowskiej, dzięki której można było utworzyć Schronisko dla Niepełnosprawnych. Stało się ono placówką macierzystą nowej organizacji pozarządowej, która przyjęła nazwę Fundacji im. Brata Alberta. Początkowo miało to być dzieło lokalne, ale szybko przekształciło się w organizację ogólnopolską, posiadającą dziś na terenie całego kraju 27 domów pomocy społecznej, warsztatów terapii zajęciowej, świetlic terapeutycznych i środowiskowych domów samopomocy dla prawie 1000 osób niepełnosprawnych – począwszy od małych dzieci, a na seniorach...
Krzysztof Wyszkowski
Można by powiedzieć – było, minęło – gdyby nie fakt, że Komorowski z Tuskiem nadal fetują Jaruzelskiego w Belwederze, a pod wodzą m.in. Sikorskiego główne role w dialogu polsko-niemieckim odgrywają aktywiści PRL, przemundurowani, jak to opisywała Teresa Kuczyńska, na propagandystów interesów niemieckich i rosyjskich. Za potwierdzenie takiego stanu może być uznana wkładka do tygodnika „Polityka”, sygnowana wspólnie z Fundacją Współpracy Polsko-Niemieckiej. Pismo, którego obsada personalna decydowana była w KC PZPR, miało do relacji polsko-niemieckich, i, jak się okazuje, nadal ma, stosunek funkcjonalny. Poprzednio tropiło rewanżystów zachodnioniemieckich, a teraz tropi rzekomych rewanżystów antyniemieckich i antyrosyjskich w postaci kaczystów. Dzięki temu „Polityka” jest znowu, jak za...
Wojciech Wencel
Obawiam się, że ani klasycyzujący Zbigniew Herbert, ani słynący z neologizmów Bolesław Leśmian nie zaprzątali sobie głowy kwestią oryginalności. Punktem wyjścia było dla nich doświadczenie, a nie język. Doświadczenie przefiltrowane przez mit czy wyobraźnię, ale pierwotne, dotykające tajemnicy istnienia. Właśnie z tego indywidualnego odczucia świata bierze się oryginalność w sztuce. Reszta jest rzemiosłem wykonywanym lepiej lub gorzej, zależnie od technicznej sprawności. A ponieważ mamy takie doświadczenia, jacy jesteśmy, podstawowe znaczenie dla sztuki ma jakość naszego życia. Żeby tworzyć wielkie dzieła, trzeba jednocześnie tworzyć siebie. Nie w sensie dosłownym, stylizując się na eksponat w galerii, lecz w sensie moralnym, troszcząc się o pokorę, bezinteresowność i wewnętrzną siłę. Miał...
Piotr Lisiewicz
Minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller: „Nie można także dopuszczać do sytuacji wnoszenia na teren imprezy przedmiotów niedozwolonych (materiałów pirotechnicznych) czy alkoholu”. Cóż, jeśli alkohol na stadionie to takie straszne zagrożenie, to chyba pierwszy do aresztu powinien trafić Donald Tusk. Zwykły kibic czasem próbuje przemycić na stadion alkohol, ale tylko detalicznie, na własne potrzeby. A taki Tusk chce przemycić piwo na wszystkie stadiony na masową skalę – za pomocą ustawy. Powinien dostać tyle mandatów, że nawet Rycho nie dałby rady go spłacić. No dobra, bardzo przepraszam za insynuacje pod adresem pana premiera, bo jeszcze mi ABW na chatę wjedzie. Powszechnie wiadomo przecież, że jedno piwo kupione za 3 zł w sklepie pod stadionem wywołuje w konsumentach niebywałą agresję...
Marcin Wolski
Laboratorium niewielkie, nie wymaga ogrzewania i lepiej niech coś, co z czasem może zagrozić Hiszpanii czy nie daj Boże Polsce, prześledzić w niedużej skali. Pokazać wszystkim, jakie są efekty życia na kredyt, ulegania postawom roszczeniowym. Ryzyka nie ma. Rewolucja komunistyczna nie wybuchnie, islam nie wtargnie, a Akropolu z wściekłości lud nie zniszczy, bo to i tak ruina. Pan Bóg podarował Grecji wszystko, co potrzeba – cudowny klimat, piękne położenie, ciepłe morze, wspaniałe plaże... Ile się musi natrudzić taki Duńczyk czy Fin, aby zarobić parę euro? W Grecji wystarczy otwierać drzwi i nosić walizki za gościem hotelowym. Być może w wypadku ogłoszenia upadłości nie obyłoby się bez dramatów, trzeba by sprzedać jakąś wyspę Niemcom czy Anglikom (byle nie Rosjanom – np. Santoryn...
Ryszard Czarnecki
W ostatnich dniach zakończył pracę polsko-niemiecki okrągły stół, który potwierdził, że ten mebel Polsce nie służy. „Okrągły stół” z 1989 r. był kulawym kompromisem z komunistami, ten z 2011 r. jest kulawym kompromisem z Teutonami. Rząd Tuska, zwany przez niektórych również „rządem polskim”, znowu zrezygnował – w dokumencie będącym podsumowaniem owego polsko-niemieckiego „OS” – z wielu kluczowych dla Polaków w Niemczech spraw. Np. sprawy statusu prawnego potomków Polaków mieszkających w III Rzeszy przed 1940 r. albo zwrotu majątku polskich organizacji z tamtego czasu. Dalej nie ma jasnych zasad i reguł nauczania języka polskiego w Niemczech, choć polskiego podatnika, w tym czytelnika „Gazety Polskiej”, sporo kosztuje nauka języka niemieckiego przez ich mniejszość w Polsce. Co ciekawe,...
Piotr Lisiewicz
Patrzę na zapowiedź imprezy pt. „Noc Pragi”. W klubie o nazwie „Skład Butelek” zachwalają „muzyczny mix czesko-ukraińsko-rosyjsko-bałkańsko-cygański”. Zaraz, a występ Moniki Olejnik, najwybitniejszej w czasach PRL specjalistki od butelek po winie krajowym i zagranicznym to gdzie? Ocyganiona i wymiksowana została? Nawet muzycy rosyjscy się o nią nie upomnieli? Wstyd! > „Musimy zbudować obywatelski kordon sanitarny wokół PiS” – ogłosiła Joanna Kluzik-Rostkowska. Brawo! Na próbę proponuję kordon sanitarny wokół jednego sanitariatu. Jak Kluzica zbierze wszystkich swoich kolegów wraz z rodzinami, to może się uda. A jak nie, to może chociaż wokół jakiegoś toy-toya? Ledwie Kluzica odeszła z PJN, a już Penis Jest Najważniejszy odnotował wzrost poparcia do 3,9 proc. Jak odejdzie jeszcze...
Marcin Wolski
Dawno, dawno temu obiecywano wyłaniać kandydatów na pasażerów w drodze prawyborów – obecnie naczelna racja to kooptacja. Po Kluziku i Arłuku idzie czas na zaproszenie Giertycha, niewykluczone, że przygotowuje się Lepper... Gdyby skrót PJN nie był pechowy, można by rzec: szykuje się nam Pociąg Jedności Narodu. Oczywiście jest kłopot z nadmiarem chętnych na miejscówki, po wyborach może się przecież okazać, że nie wszystkie dotychczasowe wagony odjadą. To niepokojące zagadnienie tak fascynuje kandydatów na pasażerów, zwłaszcza tych, którzy marzą o pierwszej klasie, że nie zadają sobie innych pytań. Np. czy to prawda, że pociąg, jak wiele innych w naszym kraju, będzie teraz jechał dwa razy wolniej, że do tej pory nie wiadomo, czy pojedzie w prawo, czy w lewo? I że choć zamiast nierealnego...
Robert Tekieli
Swoich kumpli bronią też baronowie mediów i popkultury w Polsce. Próbując wmówić wszystkim, że stanowić powinni nietykalną, postawioną ponad prawem i osądem publicznym kastę. Ostatnio np. zażądali uczczenia pamięci Jerzego Kosińskiego, prekursora Grossa, który oskarżał niby-autobiograficznymi kłamstwami polskich chłopów o bestialstwo wobec Żydów w czasie II wojny światowej. Kosiński na opluwaniu Polski zrobił malowaną karierę. Dziś mamy zaliczyć go do polskiego Panteonu. Bo był znany i drukowany. Dokładnie to samo z Romanem Polańskim. Wyznaczeni do roli autorytetów medialnych znani i szanowani oburzają się, jak można wybitnego, światowej sławy reżysera oskarżać o cokolwiek. Jak można przypominać, że uciekł przed wymiarem sprawiedliwości. Jedna ze znanych aktorek broniąc Polańskiego,...
Jacek Kwieciński
Wyłącznie moje zdanie Powtarzam z naciskiem: „Odcinki” piszę wyłącznie w swoim, osobistym imieniu. I mam nadzieję, że to, o czym będzie niżej, okaże się mylne, błędne, nieprawdziwe. Całkowicie i zupełnie. Bo to przecież dla nas (i dla mnie) wyjątkowo ważna sprawa. Gest i ostrożność Gest Obamy w katedrze polowej Wojska Polskiego był piękny, symboliczny. Wykonał go jako swoiste mea culpa za nieobecność nie tylko na uroczystościach pogrzebowych, ale nieudanie się tego dnia nawet do ambasady polskiej w Waszyngtonie. Wymienił parę zdań z rodzinami poległych związanych z wojskiem, także z krewnymi swojego jakby odpowiednika – naczelnego zwierzchnika WP śp. Lecha Kaczyńskiego. Pewno ambasada amerykańska wskazała mu, że tak będzie najzręczniej. Wszelako termin „gest” zawiera...
Rafał Ziemkiewicz
No i tu jest wyjaśnienie. Gdyby globalny koncern chciał te pieniądze wytransferować z polskiego oddziału tak po prostu, musiałby zapłacić od tego transferu ogromne podatki, a często, na przykład w wypadku większości banków, w ogóle, na mocy umowy prywatyzacyjnej, byłoby to niemożliwe. No więc, gdyby kto pytał… Ile tam chcemy z tej Polski skasować, miliard? No, to kupmy od siebie naszą globalną markę za miliard właśnie. Niech ktokolwiek, nawet jeśli się dowie o sumie transakcji, spróbuje udowodnić, że marka nie jest tyle warta! Strata na budżetach reklamowych też nie jest taka oczywista, jak by wynikało z rachunku. Cena usługi reklamowej, a bardziej jeszcze usługi pijarowskiej, jest równie umowna jak cena znaku firmowego. Słyszało się już różne historie o zupełnie z sufitu wziętych...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Klasycznym przykładem staje się dziś maleńka Litwa, która przy chwiejnej postawie naszego kraju z premedytacją zadeptuje mniejszość polską, a jej walka z językiem polskim jest bardziej represyjna niż w czasach okupacji stalinowskiej czy niemieckiej. Na pierwszy ogień poszło szkolnictwo polskie. Likwiduje się nie tylko szkoły, ale też próbuje usuwać z pracy nauczycieli, którzy nie są w stanie z dnia na dzień przestawić nauczania z języka polskiego na litewski. Dotyczy to głównie rejonu wileńskiego i solecznickiego, w których Polacy stanowią 60–80 proc. mieszkańców. Walka ta przybiera czasami absurdalne formy. Jeden z Polaków z Wilna napisał do mnie, że na pobliskiej stacji usunięto wszystkie polskie napisy. Co więcej, w czasie kontroli przeprowadzonej w przyległej restauracji...
Marcin Wolski
Oczywiście, kiedyś będzie lepiej – powstaną i stadiony, i drogi, i szybkie koleje. Tyle że już po Euro. Z punktu widzenia aktualnej władzy będzie to musztarda po obiedzie, bo wszystko wskazuje, że mistrzostwa przyjdzie rozgrywać na Orlikach. Kto chce mieć obraz bałaganu, niekompetencji, pogardy dla obywateli w jednej pigułce, niech przyjeżdża do Warszawy. Po zmarnowaniu pięciu lat próbuje się zrobić wszystko naraz – nic z tego nie wychodzi, poza tym że nieprzejezdne są wszystkie mosty (z kolejowym włącznie, bo remont torów). Myśląc o równości szans, przecięto nie tylko komunikację wschód–zachód, ale również północ–południe, pozostawiono jedynie wąskie objazdy dla autobusów. Na wszelki wypadek, żeby ludzie nie mieli żadnego ratunku, przerwano też środkowy odcinek metra. Słowem swoboda...
WIS
Podatek od owoców miękkich Janusz Rolicki na łamach „Faktu” narzeka na drożyznę: „Dawniej, gdy była drożyzna, mogliśmy przynajmniej wyrzekać na Gomułkę i Gierka. A dzisiaj, jedynie możemy pisać skargi na Berdyczów. Wniosek: gospodarka wolnorynkowa nie ma skutecznego instrumentarium do walki z drożyzną. Istnieje co prawda Biuro Ochrony Konsumenta, ale nie radzi sobie ze zmowami cenowymi. Zniszczone przez mróz owoce mogłyby się, co prawda, pojawić na rynku dzięki importowi z południa. Tyle że ten import jest bardzo ryzykowny. Czy w tej sytuacji państwo nie powinno pomóc Kowalskim, zawieszając podatki pobierane od importu miękkich owoców? Jeśli władze w trybie pilnym nie pójdą po rozum do głowy, zapomnimy o smaku wiśni, czereśni i gruszek. Wniosek: otwarte głowy do rządu!”. Wszystkiemu...
Krzysztof Wyszkowski
Traktowanie Polski jako obiektu przetargu w stosunkach z Rosją jest już amerykańską tradycją. Tym, który przejdzie do historii jako największy po Roosevelcie szkodnik, jest George Bush (senior). To on w 1989 r. doprowadził do narzucenia Polakom „kontraktu”, którego skutkami była prezydentura Jaruzelskiego, rozkradzenie majątku narodowego przez nomenklaturę, utrzymanie kontroli rosyjskiej agentury nad służbami specjalnymi i, co najważniejsze, petryfikacja postkomunizmu jako systemu nieusuwalnych ograniczeń wolności, którego skutkiem jest podporządkowanie Polski interesom zagranicy. Operacja „okrągły stół” i „sejm kontraktowy” miała nie jednego, a dwóch ojców. Imperium Wolności we współpracy z Imperium Zła, za pomocą KGB i CIA przebudowały system w taki sposób, żeby III RP odrzuciła...
Piotr Lisiewicz
Walka Stefana Bratkowskiego z faszyzacją kraju zaczęła wreszcie przynosić wymierne efekty. Jak podał „Fakt”, delegat PZPN wykrył nazistowską agitację w czasie meczu drugiej ligi grupy wschodniej Znicz Pruszków – Pelikan Łowicz. Nakazał on bramkarzowi gości Witoldowi Sabeli zakleić numer 88 na bluzie. Jak rozszyfrował, cyfry te oznaczają ósmą literę alfabetu, czyli „h”. A podwójne „h” to u nazistów zakamuflowane hasło „heil Hitler”. Bramkarz, który gra ze wspomnianym numerem od lat, musiał go zakleić plastrem. Aż strach pomyśleć, z czym mogą skojarzyć się niektórym inicjały Stefana Bratkowskiego. I czy nie łączy ich ideowe pokrewieństwo z inicjałami Moniki Olejnik. Niezależna dziennikarka MO: „Kamiński ma coraz dłuższy nos, kiedy twierdzi, że skarbnik PO Mirosław Drzewiecki pobierał...
Wojciech Wencel
Żarty żartami, a sprawa jest dość poważna. Dlaczego wśród wielu wartościowych tekstów, które publikuje „Rzeczpospolita”, co jakiś czas musi się pojawić szydercza diagnoza naszych patriotycznych uniesień, kpina ze „smoleńskiej mistyki” i sugestia umysłowego ograniczenia? Skąd bierze się inteligencka pogarda, z jaką część redaktorów dziennika traktuje Polaków, którzy w kontekście Smoleńska nie godzą się na dogmat o wypadku lotniczym, lecz stawiają pytania o prawdę w życiu publicznym, naturę polskości i sens naszej historii? W tekście „Naród Kaczyńskiego” Janke przedstawia nas jako prymitywnych wyznawców wodza. Zaskoczony odkrywa, że nauczyliśmy się komunikować z guru przez internet. Brawo! Czynimy postępy. Niedługo będziemy skakać przez obręcze. Oczywiście, wciąż jest wśród nas wielu...
Ryszard Czarnecki
W Warszawie rozpoczął się Miesiąc Kina Rosyjskiego. Frekwencję zapewniły wycieczki szkolne. W Gdańsku odsłonięto pomnik z okazji 11. rocznicy pobytu na Westerplatte premiera Putina (projekt za darmo dostarczyła Moskwa). Wszyscy pracownicy państwowych zakładów przeznaczyli na ten szczytny cel jedną dniówkę. W Szczecinie zainaugurowała działalność filia Muzeum Wypędzonych w Berlinie. Polska młodzież może teraz bez przeszkód dowiedzieć się, jakich zbrodni dopuścili się ich dziadkowie, dokonując wysiedleń prawdziwych gospodarzy Ziem Zachodnich i Północnych. W Lublinie Rada Miasta zamieniła patrona ulicy Henryka Sienkiewicza na Janusza Palikota. Koszty wymiany tablic pokrył sam zainteresowany. W Bydgoszczy skazano dwóch kleryków seminarium duchownego za propagandę antypaństwową. Od...
Robert Tekieli
Rzym. Usuńcie tego potwora, o którym jakiś bezczelny człowiek twierdzi z uporem, że jest pomnikiem przedstawiającym Jana Pawła II! Licheń. Podróbka prezydenta spotkała się z pielgrzymką sołtysów. Czemu ludzie nie umieją zrozumieć, że wąsy i rubaszne maniery nie wystarczą, by polityk był patriotą czy choćby konserwatystą? Józefów-Michalin. Obchody moich pięćdziesiątych urodzin obyły się bez ekscesów. Poza jednym. Andrzej Horubała opublikował w „Uważam Rze” tekst na mój temat. Bez wątpienia ma rację. Najważniejszą decyzją ludzkiego życia jest powiedzenie Bogu „tak” lub „nie”. Jednak „Robert Tekieli jako znak kulturowy” przypomina Andrzejowi wykrzyknik. A z mojej perspektywy bardziej podobny jest do znaku zapytania. Choć na pewno nie w tej zasadniczej kwestii. Tu Bóg nie pozostawił mi...
Tomasz Terlikowski
Ale uważna lektura doniesień prasowych na temat tego wyroku pokazuje także coś więcej. Otóż Europejski Trybunał Praw Człowieka pokazał, że uznaje prawo do życia tylko dla tych, którym uprawnienie to zostanie przyznane przez silniejszych. Opinia ta nie została wyrażona wprost, lecz przy pomocy terminów podszywających się pod prawa człowieka. Trybunał uznał, że odmowa badań prenatalnych R.R., których jedynym celem miało być zabicie dziecka, oznacza „tortury”, a także „naruszenie prawa do swobodnego kształtowania życia prywatnego – w tym przypadku do podjęcia decyzji, czy urodzić chore dziecko”. I właśnie to zdanie jest kluczowe. Otóż sędziowie uznali, że silniejszy (w tym przypadku matka) ma prawo decydować, czy słabszy (w tym wypadku dziecko) i chory ma prawo do życia. A kryterium ma być...
Krystyna Grzybowska
Bo opozycja raz wygrywa, raz przegrywa, jak to w demokracji bywa. To tylko w naszej postkomunie pokutuje wciąż wiara, że władza raz zdobyta będzie trwać po wsze czasy. Przez trzy, a nawet cztery dni odbiorcy mediów zadręczani byli pozytywnymi wrażeniami z pobytu Obamy, że Komorowski nie popełnił żadne gafy, że podawano znakomite posiłki, że było bezpiecznie i nic nie zagrażało obu głowom państwa, że prezydent USA powiedział to albo tamto. Że na przykład jesteśmy gościnni. Trudno było to zauważyć, ale wierzymy na słowo. Warszawa świeciła pustkami, na trasie przejazdu limuzyn było mało ludzi, a Obama nie powitał się z tłumem, jak to ma w zwyczaju przy okazji innych wizyt, chociażby w Irlandii. Zamiast gaf są dowcipy W świecie globalnym globalni przywódcy, do których nasi się nie...
Marcin Wolski
Oczywiście, na podstawie dotychczasowej historii ludzkości można się pocieszać, że zwycięstwo jakiegoś nośnika nie jest nigdy całkowite – pismo nie zabiło do końca opowieści mówionej, film nie uśmiercił teatru, telewizja nie pogrzebała filmu, internet nie zastąpi telewizji (chyba). Pozostaną enklawy, nisze, rezerwaty. Za to być może niedaleka jest przewidywana przez Wellsa epoka podziału świata na elitarną piśmienną mniejszość i resztę – umysłowy proletariat zatopiony w świecie wirtualnym. Wbrew pozorom jestem optymistą. Jeśli kiedyś do takiego podziału dojdzie, nasze będzie na wierzchu. Wróciłem właśnie ze spotkania ludzi myślących, czytających – ludzi, którzy spotkali się w klubach „Gazety Polskiej”. Dużo ich było, przedstawicieli różnych regionów, zawodów i pokoleń, ludzi...
Antoni Łepkowski
Gdyby wówczas rządziła Platforma i Tusk, a nie kompartia i Gomułka, zapewne zostalibyśmy mianowani kibolami i wrogami państwa. Wbrew temu, co obecnie się wygaduje, gloryfikując dawne czasy, a z nimi także dawnych kibiców, burdy i walki z policją (milicją), ustawki kibiców zwaśnionych drużyn, ordynarne wyzwiska stadionowe, antysemickie hasła skandowane powszechnie na stadionach – wszystko to było codziennością. Ani w tamtej Polsce, ani w tamtej Europie kibice futbolu nie byli wcale inni niż dzisiaj. Mógłbym rzec, że nie różnili się ani o jotę. Wybranie się z dzieckiem na stadion piłkarski było równie, a może nawet bardziej niebezpieczne niż obecnie. Osławieni kibice brytyjscy wcale nie zostali spacyfikowani przez państwo, o czym przekonują się organizatorzy imprez piłkarskich w całej...
Jacek Kwieciński
Zbyt ostrożnie Ciągle za mało specustaw. W dziedzinie poszerzania demokracji, czyli ograniczania wolności, jest jeszcze wiele do zrobienia. Przy tak zbożnym celu, jak umiłowanie jedynie słusznej władzy, popuszczać nie wolno. A faszystowsko-bolszewicką swołoczą nie ma się co przejmować. Podpowiadam: w PRL zsyłano ją do użytecznych prac na Żuławach. Spokojnie Emocjonalne, oparte głównie na pobożnych życzeniach konkluzje, wnioski, supozycje potrafię zrozumieć. Bo nie jest wesoło. I trzeba robić, co można, aby to zmienić. Naprawdę konkretnie. Nie oznacza to, by pogrążać się (uśpić?) w owych supozycjach. Jasne, że mogę się mylić (oby), ale oto dwa takie przykłady. Pierwsza to osąd, że PO się może rychło rozpaść. Tzw. konserwatyści stamtąd, dyskryminowani i zniechęceni szybowaniem...
Rafał Ziemkiewicz
Do kompletu dodać trzeba jeszcze głównego doradcę prezydenta Komorowskiego, prof. Kuźniara, który w przeddzień wizyty oznajmił, że w Afganistanie Ameryka zrobiła z nas „jeleni”. Ta wypowiedź, skandaliczna doprawdy w ustach człowieka postrzeganego jako architekt prezydenckiej polityki i w takim akurat momencie, nie wygląda mi zresztą na wpadkę. Roman Kuźniar konsekwentnie robi wszystko, co tylko może zaszkodzić stosunkom polsko-amerykańskim i co mniej lub bardziej służy każdorazowej linii obowiązującej wobec nas na Kremlu. Zastanawiam się, tak zupełnie, zupełnie teoretycznie, gdybym był Putinem i mógł uplasować w Warszawie gdzieś możliwie wysoko swojego agenta wpływu, co mógłbym mu kazać robić i mówić więcej, niż robi i mówi Kuźniar; jako żywo nic nie mogę wymyślić. W cieniu Obamy...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Następnym krokiem będzie z pewnością zasuspendowanie ks. Natanka, a co za tym idzie, rozłam w Kościele. Część wiernych na pewno bowiem opowie się za swoim kapłanem. Może więc powtórzyć się sytuacja sprzed stu lat, kiedy w Kongresówce kilku gorliwych kapłanów, pod wpływem objawień „Mateczki” Feliksy Kozłowskiej z Płocka, wypowiedziało posłuszeństwo biskupom, tworząc odłam pod nazwą mariawici. Stanowisko księdza kardynała jest tym bardziej zaskakujące, że równocześnie nie reaguje on na liczne skargi diecezjan dotyczące kontrowersyjnych wypowiedzi bp. Tadeusza Pieronka i ks. Kazimierza Sowy. Bagatelizuje też działalność braci Rasiów, którzy przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi znów próbują powiązać archidiecezję krakowską z obozem władzy. Niektórzy księża ironizują, że po...
Marcin Wolski
Parę lat temu Jan Rokita bał się białego świtu, w którym do jego mieszkania może zapukać ktoś inny nie mleczarz. Dziś może być spokojny! Do niego nikt nie zapuka, ale co do jego żony nie byłbym taki pewny. Inna sprawa. Jedno jest pewne – podobne zabawy są całkowicie nieskuteczne, a nawet przeciwskuteczne. Widać gołym okiem, że trwa na własne życzenie coraz szybsze piłowanie gałęzi, na której się siedzi – bo z kim przyjdzie się jeszcze skonfliktować po ludziach wierzących, kibicach, blogerach...? Pomysł, że można zapanować nad wszystkim i zabezpieczyć się na każdą okazję, przypomina opowieść o rabinowej spod Ołomuńca, która miała nocniki na każdą okazję – biały, czerwony, niebieski, żółty... A jak wkrocza do Czech Armia Czerwona, sfajdała się na schodach. Bohaterowie najnowszych...
Piotr Lisiewicz
Ale burdel w tym państwie Tuskowym. Ledwie Klaudiusz Wesołek odsiedział 15 dni w areszcie za filmowanie happeningu Akcji Alternatywnej Naszość sprzed dwóch lat, dostał pismo, że przysługuje mu order. Też za odsiadkę, ale na razie nie za ostatnią, tylko tę w systemie poprzednim. Jak chce order, ma pisać do Bronka Komorowskiego, a ten mu go zawiesi. Chyba że jego podwładni znowu akurat Wesołka zamkną... Być może możliwy jest też wariant pośredni: Wesołka przymkną w areszcie na Kurkowej, a pozbawionemu wolności Krzyż Wolności i Solidarności prezydent przywiezie do celi. Do faktu, że Platforma wypuszcza kryminalistów, już się lud przyzwyczaił, ale żeby jeszcze ich odznaczać? Skądinąd wiadomo, że propozycję otrzymania orderu dostał też Robert Kwiatek, czołowy kibol, znaczy się bandyta...
Ryszard Czarnecki
Zresztą, bez przesady, nie ma co się Pana specjalnie czepiać, bo na przykład w Senacie był jeszcze jeden piłkarz, zresztą wybitny – Pan Grzegorz Lato. I on przecież też, tak jak Pan, nie wygłosił żadnego przemówienia! Skądinąd Senat RP nazywa się czasem „izbą refleksji i zadumy”. Rzeczywiście, należałoby zadumać się nad kondycją wyborców, którzy delegowali tam obu Panów. Co do tego drugiego członu to i Pan, Panie Donku, i Pan Grzesiu sprawiacie wrażenie raczej całkowicie bezrefleksyjnych. Co do tego bimbania i totalnej olewki, czyli lekceważenia swoich parlamentarnych obowiązków, to właściwie docenili to pańscy koledzy z klubu parlamentarnego. Ponieważ tego nie ma w pańskim oficjalnym życiorysie, to przypomnę. Był rok 1992. Klub parlamentarny KLD, czyli Kongresu Liberalno-...
WIS
Adenauer szyty na miarę W „Fakcie” Włodzimierz Cimoszewicz daje dobry przykład skromności polskiej lewicy: „Nie chcę komentować przejścia Bartosza Arłukowicza z SLD do Platformy. To sprawa, do której musi się odnosić on sam. Natomiast przyjęcie przez niego propozycji premiera, by podjął się konkretnych obowiązków, zupełnie mnie nie zaskakuje. To może wywoływać zdziwienie w Polsce, gdzie podziały partyjne są tak głębokie, że wręcz wrogie. W dojrzałych demokracjach takie rzeczy się zdarzają, i to nawet dosyć często. Proszę zauważyć, że prawicowy prezydent Nicolas Sarkozy zaproponował w swoim czasie znanemu ze swych lewicowych poglądów Bernardowi Kouchnerowi stanowisko ministra spraw zagranicznych, a więc jednego z najważniejszych w administracji”. Nie chcem, ale muszem. Cimoszewicz nie...

Pages