Felieton

Wojciech Wencel
Doprawdy wszystko jedno? Przypomnijmy sobie, co mówili, kiedy jeszcze żyli. „Imperium gdy powstanie, to tylko z naszej krwi” – pisał Andrzej Trzebiński. – Ja nie doczekam niepodległości, ale niech moje dzieci i wnuki doczekają – powtarzały nasze babki. Polska nie była więc dla nich jedynie „tu i teraz”, nie wiązali jej z własną biografią i własnym dobrem. Przeciwnie: widzieli w niej byt wieczny, łączący pokolenia. Byli jak Mojżesz, który prowadził swój lud do Ziemi Obiecanej, ale sam do niej nie wszedł. Jeśli przez całe życie interesowała ich Polska przyszłości, dlaczego mieliby stracić to zainteresowanie po śmierci? Oni na nas patrzą, czy tego chcemy, czy nie. Z nadzieją, że starczy nam sił, by godnie odpowiedzieć na Smoleńsk: uczcić poległych, zawierzyć Bogu i podnieść Polskę do...
Antoni Łepkowski
Na początek przypomnienie o zasadzie domniemania niewinności, tak popularnej wśród salonowych lwic i lwów, gdy chodzi o Sawicką, Karnowskiego, Drzewieckiego czy Lewandowskiego. Ta instytucja procesu karnego (i wyłącznie tego procesu) odmieniana jest przez reżymowych dziennikarzy przez wszystkie osoby i przypadki tak długo, jak długo mowa jest o gwiazdach Platformy. Domniemanie niewinności ma być uzasadnieniem pełnienia (vide Karnowski) funkcji publicznych aż do czasu, gdy sądy po latach wydadzą prawomocny wyrok. W odniesieniu do swoich, ta wyłącznie procesowa zasada rozciąga się na sfery życia, w których nikt zdrowo myślący stosować jej nie powinien. Ale gdy tylko idzie o wroga ideologicznego, domniemanie niewinności nie obejmuje nawet dziedziny postępowania karnego. W toku trwającej...
Ryszard Czarnecki
W Moskwie pili więc z radości do rana, ale przecież nie była to jedyna stolica w Europie (przepraszam w Eurazji), gdzie zwycięstwo Platformy Obywatelskiej wzbudziło wielkie ukontentowanie. Jeszcze do rana establishment zacierał tłuste łapska, popijając koniak (nawet nie wódkę „palikotówkę”). Bo przecież ta nowa–stara ekipa to dla nich partnerzy najwygodniejsi z wygodnych. Chłopy z PO i PSL to w polityce zagranicznej chłopaki w krótkich majteczkach. Ograć ich może każdy, kto chce i jak chce. Dla naszych bliższych i dalszych powinni rządzić w kraju dumnych sarmatów po wsze czasy. I jeden dzień dłużej. Byli też oczywiście tacy, którzy w Rosji nie widzą kumpla, tylko realnego konkurenta. Ci, co w niedzielny wieczór nieco posmutnieli, choćby nawet słowem się na ten temat nie zająknęli. Byli...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Odpowiedź na to pytanie nasunęła się w końcu sama, gdy niedawno obejrzałem teledysk pt. „Ballada o marynarzach z »Titanica«. Bardzo piękny i zmuszający do refleksji utwór autorstwa Andrzeja Górszczyka, wykonywany przez kabaret, „Lach”, jest ilustrowany nakręconym przez esbeków filmem z biesiady, którą w 1989 r. w Magdalence urządził gen. Czesław Kiszczak dla starannie wybranych osób. Osoby te w jego zamierzeniach miały tworzyć tzw. konstruktywną opozycję. Widać na poszczególnych ujęciach filmowych, jak rozbawieni Adam Michnik, Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki (wszyscy trzej są obecnie też kawalerami Orderu Orła Białego) trącają się kieliszkami wódki z szefem komunistycznej bezpieki. Padają słowa Michnika „Ja piję, panie generale, za taki rząd, gdzie Lech będzie premierem, a pan ministrem...
Marcin Wolski
Powiedziałem, że jako satyryk powinienem się cieszyć. Ale wyłącznie potencjalnie, cóż bowiem, że materiałów do szopek, audycji czy widowisk satyrycznych moc. Nie nada ich żadna telewizja, nie puści żadne radio, których twarzami pozostaną Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski i żałosne stadko z „Bielma kontaktowego”. Oczywiście, trzeba robić swoje, tyle że droga stroma, pod górę, a rzeczywistość skrzeczy, że „lepiej już było”. W dodatku zawodowemu prestiżowi błazna cios zadaje błazen-amator. W Sejmie. PS A wybory w Polsce po raz kolejny wygrali Niemcy. W 2005 r. Tusk poległ dzięki dziadkowi w Wehrmachcie, a 2011 r. wygrał dzięki Angeli (i Stasi).
Piotr Lisiewicz
PiS dostał 30 proc. głosów, bo po prostu więcej nas nie ma.  I za szybko nie będzie. My, kontynuujący historię i tradycję polskiego narodu, jesteśmy mniejszością. Sporą, zdeterminowaną, perspektywiczną, ale mniejszością. Emigracyjny publicysta prof. Tymon Terlecki pisał w 1948 r.: „Polska sowiecka nie byłaby Polską. Byłaby rzeczywistością innego wymiaru kulturalnego, związkiem o innym składzie chemicznym... Nawet gdyby w niej przywrócono orła z koroną, jako symbol bez głębszego znaczenia, bo już odcięty od pnia historii”. Niestety, sprawdziło się. Inny z emigracyjnych komentatorów, Jan Ulatowski, stwierdzał: „Wynarodowienie znacznie szybciej kradnie narodowi substancję niż tysiące poległych w szaleńczych walkach”. Zapewne PiS mógł poprowadzić kampanię wyborczą lepiej, wprowadzić w...
Robert Tekieli
Na kulturalnych stronach „Rzeczpospolitej” przełamywanie barier. Jan Peszek i Błażej Peszek w homoerotycznej scenie. Oswajanie z obrzydliwością. To obleśne zdjęcie może obejrzeć w gazecie nawet dziecko. Gratulacje dla Pawła Lisickiego. Na portalu informacyjnym zdjęcie włoskiego premiera w parlamencie. Trochę z góry, skosem. Na tym zdjęciu Burleskoni wygląda jak starzejąca się pacynka z namalowanymi mazakiem włosami na łysinie. I nawet skrajność żenady włoskiej lewicy nie tłumaczy obciachu idącego za tym człowiekiem, który nie potrafi pogodzić się z prawami natury. Ulotka szkoły, w której uczą się moje dzieci. „Trzydzieści lat temu 80 proc. wychowania dokonywało się w rodzinie, a tylko 20 proc. pochodziło z zewnątrz. Dziś proporcje te radykalnie się odwróciły. 80 proc. bodźców...
Jacek Kwieciński
Mobilizacja, a nie euforia W naszym miesięczniku piszę, że jak niemal nigdy rzeczywistość wręcz krzyczy o potrzebie, konieczności, niezbędności odsunięcia od władzy dziś panujących. Ale nie będzie łatwo. Myślę, że podkreślanie tego (prawdziwego) stanu rzeczy powinno mobilizować najbardziej. Ale trzeba być psychicznie przygotowanym na każde rozwiązanie. By w razie czego nie ulec nastrojowi beznadziei i zniechęcenia. Byłoby to zupełnie fatalne. Zwłaszcza że PiS nadal, jak najbardziej, będzie się „dorzynać”. Realistycznie Jak widać, nie rozpoczynam rubryki gromkim hasłem: „zwyciężymy”. To nie czarnowidztwo, ale na odwrót – wezwanie do wzmożonej aktywności, nie tylko osobistej. Pod koniec kampanii szanse zawsze stają się bardziej wyrównane. Ale wciąż jest bardzo pod górkę. Nie wiem,...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Tegoroczne spotkanie rozpoczęliśmy mszą św. w kościele farnym, odprawioną za Polaków pomordowanych przez UPA. W czasie kazania mówiłem m.in. o pamięci o ofiarach, w tym o zapomnianych przez Episkopat Polski kapłanach męczennikach zamordowanych na Kresach. Po nabożeństwie wyruszył pochód, który otwierała kompania honorowa z 5. Kresowego Dywizjonu w Lesznie i orkiestra górnicza z Lubina. Następnie szły liczne poczty sztandarowe, także szkolne i harcerskie (co bardzo cieszy). Całość uroczystości prowadził Leszek Rysak, historyk z IPN. Najbarwniejszym elementem pochodu byli jednak motocykliści z Rajdu Katyńskiego, którzy na trasie swojej pielgrzymki zatrzymują się na modlitwę w miejscu po Hucie Pieniackiej. W ten sposób podkreślają, że wbrew temu, co twierdzą niektórzy polscy politycy, nie...
Ryszard Czarnecki
Tak, z tą ciszą są kłopoty. Łatwo ją złamać bez żadnych konsekwencji prawnych, jeśli dysponując bazą adresów mailowych, wyśle się w przeddzień lub w dniu wyborów teksty promujące kandydata czy partię z komputera spoza Polski. Ale przecież można ową nieszczęsną ciszę wyborczą łamać całkowicie legalnie i bez jakiejkolwiek konsekwencji. Ot, choćby ustawiając przed lokalem wyborczym samochód, np. starego rzęcha z dyktą – plakatem wyborczym na dachu. To samo można zrobić porzucając takie auto przed supermarketem, zwyczajowym miejscem prawdziwych weekendowych pielgrzymek Polaków. To dopiero problem dla prawników. Jest złamanie ciszy wyborczej, czy też jej nie ma? Po numerach rejestracyjnych łatwo dojść do delikwenta, chyba że się auto pożyczyło na fałszywe papiery. Zakładamy jednak, że wszystko...
Piotr Lisiewicz
„Ekstremisty” ze stadionów zadedykowali Tuskowi nową ekstremistyczną pieśń: „Ta ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy”. W pakiecie z melodią z „Koziołka Matołka” oraz wierszem „Stoi na stacji lokomotywa”. Na takich tylko Putin! Lech Wałęsa hucznie obchodził urodziny. Wśród gości tradycyjnie pojawili się różni esbecy, intelektualiści, TW, artyści, Sławomir Nowak et consortes. Była też jedna postać warta zauważenia: Grzegorz Hajdarowicz, właściciel „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”.   Czego boją się zwykli ludzie w Polsce? Wielu boi się, że nie starczy im na opłacenie rachunków za prąd albo przedszkola dla dziecka. Inni, szczególnie starsi, boją się utraty pracy. Są też tacy, co boją się eksmisji. A czego wielkimi literami boi się celebryta Kuba Wojewódzki na okładce „Wprost...
Tomasz Terlikowski
Autorka z systematyką godną buldożera rozwala w pył wszystkie rzekome argumenty nowych (starych zresztą też) ateistów. A robi to z błyskotliwym humorem, lekką zgryźliwością i żelazną logiką. Zaczyna od „wolnej miłości”, czyli od argumentu, że dopiero nowy ateizm wyzwolić ma biednych zakutych w kajdany nakazów i zakazów religijnych chrześcijan, a także całe społeczeństwa i umożliwić im szczęśliwe życie. Narratorka (a jest nią świeżo nawrócona na ateizm A F Christian – celowo bez kropek, by można to była z angielska przeczytać jako a former christian, czyli była chrześcijanka – która próbuje wzmocnić argumentację przeciwników wiary) pokazuje, że cel, jaki stawiają sobie nowi ateiści, już dawno został osiągnięty. W uniwersyteckich kampusach wstrzemięźliwość seksualna jest jedną z ostatnich...
Wojciech Wencel
Dzisiejsza władza postępuje podobnie jak rosyjscy zaborcy: walczy z krzyżem, zniczami i innymi znakami pamięci. Jedynie rodziny smoleńskich ofiar, oczywiście po okazaniu stosownego zaświadczenia, mają prawo wracać do tematu tragedii. Przy każdej okazji daje się im jednak odczuć, że są namolnymi petentami, którzy wiecznie czegoś chcą. Najpewniej pieniędzy, bo przecież prawda w dzisiejszej Polsce nie istnieje. Zresztą niektórzy funkcjonariusze systemu, jak Kazimierz Kutz, nawet wobec najbliższych ofiar kwestionują prawo do noszenia żałoby. Publiczne pojawianie się „w czerniach” kojarzą z „manierami Mao Tse-tunga”. Ale postawa systemowych polityków to tylko czubek góry lodowej, konsekwencja postmodernistycznej rewolucji, która dokonała się w kulturze, głównie poprzez media. W filmie „...
Antoni Łepkowski
Każdy z nas usiłuje zrozumieć rzeczywistość głównie poprzez analizę mechanizmów, owocujących widzialnymi skutkami. Na ogół metoda ta nie zawodzi, ale ze wstydem, bom maturę zdawał w najlepszym polskim liceum o profilu stricte matematycznym, przyznam, że mechanizmy programowania i komputerowego software są mi kompletnie obce. Podobnie jest z rzeczywistością polityczną w Polsce. Przyjmuję to, co widzę, jako efekt, ale jak doszło do tego, że efekt ów mógł powstać, już nie wiem. W jaki sposób spory liczebnie, najnormalniejszy na świecie naród mógł wygenerować ekipę rządową, która konsekwentnie wdrożyła program PRL w nowej wersji A.D. 2011, nie jestem w stanie pojąć. Z licznych narzędzi tego programu wybiorę kilka. Są one doskonałym przykładem aplikacji zastosowanych przez programistów PO....
Rafał Ziemkiewicz
Pewnie to Państwa zaskoczy, ale generalnie kremlowska średnia wieku autorytetów zaangażowanych w popieranie PO i tak jest nieco niższa, niż gdy komitet ten popierał „Władysława Komorowskiego”. Do pani Holland, Olechowskiego, Cywińskiej, Fibaka i innych dołączył bowiem serialowy aktor Karolak, znany głównie z braku zęba na przodzie i z roli przerośniętego głupka, który mimo czterdziechy na karku rozpaczliwie usiłuje nie wydorośleć. Muszę powiedzieć, że nie tyle jako Karolak, ile właśnie jako grana przez niego w serialu postać ten facet jest tam jak najbardziej na miejscu. Innym modelowym przykładem wiecznego niedorostka, jak to piszą w tabloidach: „Kubą Wojewódzkim (48 l.)”, tworzą doskonałe tło dla polityka – notorycznego trampkarza, dla którego istnieje tylko imidż i piar, i który...
Krystyna Grzybowska
Cmoki w powietrze W polityce gościnność i temu podobne głupstwa nie odgrywają większej roli. I nie tylko w polityce. Także w życiu społeczeństw. Ani „zastaw się i postaw się”. To już nie działa. Można było zrozumieć obywateli Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, odciętych od zewnętrznego świata i wielce uradowanych, kiedy jakiś zachodni aktorzyna albo piosenkarz zechciał zaszczycić ich swoją obecnością. Wschodni nie radowali i na szczęście wciąż nie radują. W krajach zachodniego świata przyjazd zagranicznych oficjeli nie powoduje paraliżu całych metropolii i nie wywołuje ogólnego zachwytu, no, może z wyjątkiem wiosek i małych miasteczek na prowincji. W tym kontekście należy uznać naszą stolicę, a więc i cały kraj, za prowincję, a chwilami za potiomkinowską wioskę. Nie tylko jesteśmy...
Krystyna Grzybowska
Komorowski uderza w dzwon Takie wrażenie można było odnieść w wakacje, gdy media, które pokazują „całą prawdę całą dobę” poinformowały ogłupiałą publikę, że Komorowski leci do Stanów Zjednoczonych, bo został zaproszony na obiad przez samego prezydenta USA. A tymczasem poleciał na otwarcie Sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, która odbywa się co roku, czyli po raz 66., i uczestniczą w tej uroczystości prezydenci  i szefowie rządów 191 albo coś koło tego państw członkowskich ONZ. I dla wszystkich notabli z tych krajów został wydany obiad, jak to jest w tradycji, a prezydent Bronisław Komorowski był jednym z tych biesiadników. A na co dzień, jeśli jesteśmy tak biednym krajem, że nie stać nas na samolot dla osobistości,  suchy prowiant. Polonusi mogą...
Marcin Wolski
Oczywiście trudno czepiać się człowieka, który chce dobrze, ale ma pecha. Warto jednak przypomnieć Napoleona, który przed nominacją oficera na generała, a tym bardziej marszałka, zwykł pytać (i pewnie potem sprawdzać), czy kandydat ma szczęście. Pechowcy mieli przechlapane. Stąd wniosek, żeby otaczać pechowców ochroną, sympatią, wsparciem, ale nie wybierać ich na stanowiska poważniejsze niż dozorca orlika, sprzedawca damskiej galanterii czy hodowca papryki. Za dużo nas to wszystkich kosztuje. Jest taka anegdota o trzech więźniach, z których każdy otrzymał od dyrekcji zakładu dwie lite kulki. Francuz szybko nauczył się nimi żonglować, Anglik wymyślił grę o skomplikowanych regułach i pasjonującym przebiegu. A Polak?... Jedną zgubił, a drugą zepsuł. Istnieje podejrzenia, że znamy...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Odbyło się już pierwsze posiedzenie sądu, tzw. pojednawcze. Do zawarcia ugody jednak nie doszło, gdyż warunki postawione przez powoda były nie do przyjęcia. Kolejna rozprawa wyznaczona została na 1 grudnia. Przebieg jej i następnych będę komentować na blogu i w „Gazecie Polskiej”. Całą sytuację uważam za kuriozum, rodem z „Procesu” Franza Kafki, gdyż jako kapelan podziemnej Solidarności i działacz opozycji demokratycznej, a zarazem ofiara represji Służby Bezpieczeństwa, będę sądzony z powództwa b. funkcjonariusza instytucji, która przez dziesiątki lat czynnie zwalczała Kościół katolicki. Poza tym, sam proces kompromituje zarówno układ Okrągłego Stołu, jak i obecną władzę, która przymyka oczy na stosowanie takich bolszewickich metod. Warto to wziąć pod uwagę w chwili, gdy trwa kampania...
Jacek Kwieciński
Obniżyć! Sędziowie i prokuratorzy strajkują, żądając wyższych płac. Mam ich popierać? Albo przynajmniej zajmować stanowisko neutralne, bo czynią to teraz? Akurat. Ja bym tym reprezentantom niezweryfikowanej korporacji, wydających wyroki i prezentujących postawę więcej niż skandaliczną, zarobki drastycznie obciął. I tak zresztą przewyższają one średnią europejską. Ponure kpiny Polscy śledczy zbadali rosyjską własność, wrak tupolewa. Po 1,5 roku. To czyste kpiny. A ludzie PO, z Tuskiem na czele, na jakąkolwiek wzmiankę o ich podejściu do sprawy dalej po swojemu: „To żerowanie na…” itd. Natomiast raport Millera nie może być zaprezentowany światu. Partia nie zawodzi. Z kursu na bezczelność nie zbacza. Lojalny Pana Jarosława Gowina informuje, że jego partii nie grozi...
Antoni Łepkowski
Ta nagła zmiana pokazuje kompletną niewiarygodność badawczych „instytutów”, które stawiają na to, by różnica pomiędzy wynikami poparcia dla Partii wspieranej przez Salon i dla tej przez Salon znienawidzonej wyglądała na większą, niż jest w rzeczywistości. Teraz okazało się, że w dniu najbliższych wyborów lemingi uśpione propagandowymi słupkami dającymi faworytom Salonu miażdżące zwycięstwo, nie zechcą w ogóle wytknąć główek ze swoich norek. Przestraszone tym „instytuty” nagle ogłaszają sondaże pokazujące praktycznie równowagę dwu głównych sił. Trzeba upaść na głowę, by uwierzyć, że wieloletnia tendencja sondażowa może bez trzęsienia ziemi zmienić się w ciągu tygodnia w swoje przeciwieństwo. Sondażyści doskonale zdawali sobie sprawę, że poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego jest...
Bettina Röhl
Zaledwie kilka lat temu europejscy technokraci postanowili, że 27 państw członkowskich Unii Europejskiej musi nagiąć swoje prawodawstwo do prawa antydyskryminacyjnego. Z tego quasi-europejskiego nakazu jasno wynika, że nie wolno dyskryminować nikogo ze względu na deklarowaną przynależność religijną. A zatem również papież nie może być w Niemczech ani w żadnym innym państwie Unii Europejskiej dyskryminowany ze względu na wyznawaną religię i przynależność do Kościoła katolickiego. Według tej samej regulacji prawnej papieża nie wolno również dyskryminować ze względu na jego stan cywilny, czyli w tym przypadku brak żony i życie w celibacie. Poza tym do papieża nie można się uprzedzać ze względu na jego niemieckie pochodzenie, męską płeć i zaawansowany wiek. Oczywiste jest też to, że...
Robert Tekieli
Lewicowcom i liberałom obyczajowym kołtun jest do życia niezbędny. Więc gdy trudno go znaleźć, to go kreują. Proszę mi pokazać jedną rozsądną osobę, która twierdzi, że przyjemności są grzeszne. W rzeczywistości nie twierdzi tak nikt. Jednak od dwóch stuleci istnieją środowiska ideowe, które racją swojego istnienia uczyniły walkę z obrzydłym filistrem, spoconym klechą, tępym, obwieszonym złotem purpuratem. Bez wroga wspólnota strachu nie istnieje. Jeśli wroga nie ma, trzeba go wykreować. I tę rolę wypełniają owe billboardy. Wymierzone niby  w istniejącego w wyobraźni ludzi z Czerskiej zasuszonego mohera. W rzeczywistości mają odstręczać głównie młodych ludzi od chrześcijańskiego sposobu myślenia o przyjemnościach. Jeśli młodzi kupią tę karykaturę. Jaki jest prawdziwy stosunek...
Tomasz Terlikowski
Jeśli do tego dodać, o czym coraz częściej mówią politolodzy szczególnie w czasie zamkniętych spotkań, zmianę geopolityczną na świecie, sprawiającą, że dla Stanów Zjednoczonych Europa staje się peryferiami, którym nie warto poświęcać zbyt wiele uwagi, rosnące dążenie Rosji na Zachód (bo na Wschodzie ma Chiny, z którymi sobie nie poradzi) i odradzający się nacjonalizm niemiecki, to obraz stanie się pełny. Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy połączone z rozpadem struktur ekonomicznych może się skończyć tragicznie. A ekonomia czy polityka nie są jedynym problemem, z jakim przychodzi zmagać się Europie. Trzeba do tego jeszcze dodać niezintegrowanych imigrantów z krajów muzułmańskich, rozpad więzi społecznych w krajach starej Unii i demografię, która wymusi – w najbliższych latach –...
Wojciech Wencel
Gdy w marcu tego roku na rogatkach Gdańska pojawiły się tablice z napisem „Gduńsk – stolëca Kaszëb”, poczułem się zdezorientowany. Czyżby Kartuzy wyrzekły się swojego historycznego tytułu? Nawet gdyby tak było, to kaszubską stolicę należałoby przenieść do Kościerzyny. Skąd pomysł, by przenosić ją do miasta, gdzie Kaszubi wprawdzie pracowali i handlowali, ale zawsze otaczał ich obcy żywioł? Sprawdziłem: o ustawieniu tablic zdecydował Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, członek Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i polityk PO. Wśród pól, lasów i jezior Kaszubi zbudowali przez setki lat wspaniałą kulturę. Do niedawna mieli też ducha, dzięki któremu nie pozwalali się ujarzmić. Ich siłą była głęboka maryjność, manifestowana jeszcze w czasach pontyfikatu Jana Pawła II. Ta katolicka duchowość...
Ryszard Czarnecki
Ograniczenia wzrostu budżetu UE chce Finlandia, której minister finansów Jyrki Katainen jest działaczem partii Koalicja Narodowa, ugrupowania, które jest w tej samej frakcji w Parlamencie Europejskim, co partia Tuska i partia Pawlaka. Jednym z 11 państw Unii formalnie domagających się już od zeszłego roku zamrożenia unijnego budżetu jest Holandia. A w rządzie Królestwa Niderlandów ministrem finansów jest Jan Kees de Jager z partii CDA, wchodzącej w skład międzynarodówki chadeckiej (EPP) wraz z PO i PSL. Cięć w budżecie UE żądają również inne kraje skandynawskie: Szwecja i Dania. Czy rządy obu tych królestw też zostały opanowane przez agentów Kaczyńskiego? Władze w Szwecji sprawuje premier Fredrik Reinfeldt, którego partia zasiada także w EPP, oczywiście z PO i przystaweczką z PSL. W...
Rafał Ziemkiewicz
Pojawienie się napisów na pomniku krasnoarmiejców w Ossowie – pomniku, który wydaje się oczkiem w głowie prezydenta Komorowskiego, jak w ogóle sprawa należytego uczczenia bolszewików, którzy już w 1920 r. nieśli nam sprawiedliwość społeczną, na którą wskutek knowań faszysty Piłsudskiego z nacjonalistą Dmowskim musieliśmy, niestety, mimo heroicznej walki Ozjasza Szechtera i innych przyjaciół ludu Zachodniej Ukrainy i Białorusi, czekać jeszcze dwie dekady – daje zaś tej samej gazecie asumpt do podobnego tytułu: „Polacy, naród, który pluje na cudze groby”. Wspomniany redaktor Blumsztajn, wzorem innych autorytetów swojego środowiska, nie ma wątpliwości: oto wzbiera „brunatna fala”, a wzbiera przez PiS. To PiS wyhodował nazistów, wyposażył ich w wiaderka z farbą i pędzle, i posłał ich na...
Piotr Lisiewicz
Jeśli nie dostanę jakiejś nagrody od feministek, może być imienia Narcyzy Żmichowskiej, ewentualnie jakiegoś innego feministycznego brzydala, to będzie to niewyobrażalny skandal. Owe rzekome bojowniczki za osiągnięcie uznały niedawno wywalczenie dla kobiet parytetu 35 proc. na listach wyborczych. Tymczasem ja, jako szef działu opinie „Gazety Polskiej Codziennie”, przydzieliłem kobietom 50 proc. stałych felietonów. Byłoby możliwe coś takiego w „Gazecie Wyborczej” albo „Polityce”? Nigdy! Tam dominują męskie szowinistyczne świnie. Baby mogą ewentualnie wyżywać się w pośledniejszych gatunkach dziennikarskich. Ale prestiżowy felieton jest (z niewielkimi wyjątkami) dla samców. A w „Codziennej” panoszą się takie na całego. Żeby to jeszcze jakieś normalne baby były. Ale to same takie, że bez kija...
Bettina Röhl
Przymusowa europeizacja Tymczasem potwierdzają się prognozy eurosceptyków. Okazuje się, że euro naprawdę mogło spotęgować gospodarcze turbulencje na rynkach światowych i wewnątrzeuropejskich. Na jaw wychodzi prawda, o której wielu ekspertów wiedziało od dawna, a mianowicie to, że tylko nieliczne państwa były gotowe na przyjęcie wspólnej waluty. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby Grecja nie dołączyła do państw strefy euro, wszyscy dobrze by na tym wyszli. Europa jest kręgiem kulturowym, jej mieszkańcy mają swoje tradycje, co stanowi niezaprzeczalne dobro całego kontynentu. Jednak różnorodność narodów, która w żadnym przypadku nie stoi w sprzeczności z europejskim duchem (tylko go podtrzymuje) – jest rzeczywistością. Europejczykom nie można gwałtem narzucić wadliwej konstrukcji opartej...
Ryszard Czarnecki
Jesteśmy więc niestety skrajnie spokojnym narodem. Nie wiadomo, co trzeba zrobić, aby Sarmatów rzeczywiście rozzłościć. Nawet gdy jakiś debil niszczy Biblię, co w wierzącym narodzie powinno wywołać istną burzę. Tymczasem protesty są umiarkowane, choć olbrzymia większość społeczeństwa stuka się w głowę z obrzydzeniem: „cóż za szmaciarz!”. Gdybyśmy byli społeczeństwem muzułmańskim, a nie chrześcijańskim, setki tysięcy Polaków po wyjściu z meczetów zrobiłoby taką uliczną jazdę po bandzie, łącznie np. z podpaleniem gmachu TVP, żeby do końca świata nikt takiego patafiana w żadnych mediach w naszym kraju nie zatrudnił. No, ale my nie wierzymy w Allaha, a więc ze słowiańskim spokojem znosimy upokorzenia.
Wojciech Wencel
Na poziomie egzystencjalnym i eschatologicznym wszystkie dramaty są sobie równe. Bohaterska śmierć za ojczyznę jest tak samo wstrząsająca jak śmierć w szpitalu czy w wypadku samochodowym. Bliscy ofiar odczuwają podobny ból, a krzyże na chrześcijańskich grobach są znakiem tej samej, równie uprawnionej nadziei na zbawienie. Ale na planie wspólnotowym i historycznym tragiczne wydarzenia mogą mieć zupełnie różną wagę. Dla nas, Polaków, katastrofa smoleńska jest apokalipsą, doświadczeniem zbiorowego losu, kluczem do odczytania wspólnej przeszłości i przyszłości. Trudno w ogóle zestawiać ją z atakiem terrorystycznym w Nowym Jorku, bo jej skutki są dla nas nieporównywalnie bardziej dotkliwe. Nawet patrząc obiektywnie, różnica jest zasadnicza. Atak na WTC nie zniszczył Ameryki, lecz ją zjednoczył...
Antoni Łepkowski
Znając ten pogląd salonowego guru z Czerskiej, trudno dziwować się, że gazeta w niczym niepodobna do „Trybuny Ludu” z 1953 r. nie jest najgorętszym admiratorem istnienia IPN i dostępności jego zbiorów archiwalnych dla uczonych, dziennikarzy i ofiar komunistycznych represji. Atak na IPN w tym środowisku nieco zelżał od czasu, gdy najpierw Sąd Lustracyjny, a potem Trybunał Konstytucyjny uczyniły lustrację fikcją, później tragicznie zginął profesor Kurtyka, a następnie Partia przegłosowała zmiany w ustawie o IPN i prawie nikt już nie wypomina „Wyborczej” jednego z trzech kumpli czy księdza-ekumenisty. Postkomuniści nadal jednak wykorzystują antylustracyjne fobie swojego betonowego elektoratu do głoszenia koniecznej według nich potrzeby likwidacji IPN. Jako że obecna kampania, za przyczyną...
Tomasz Terlikowski
Teraz do listy osób, o których seksualności możemy decydować, sędzia Legawiec dołączył wielodzietnych, którzy nie chcą stosować antykoncepcji czy innych metod „zapobiegania ciąży” (sam język jest tu skandaliczny, bowiem zapobiegać można chorobie, a ciąża jest raczej dowodem zdrowia). I nie jest to przesada. Uzasadniając decyzję, sędzia podkreślał, że kobietę można było wysterylizować, gdyż u wieloródek ryzyko zajścia w ciążę wzrasta, a kobieta i jej mąż chcieli mieć kolejne dzieci. „Nie można zakładać, że będzie stosowała ona skuteczne metody zapobiegania ciąży. Wynika to zdaniem sądu z braku przede wszystkim u Wioletty Szwak, a także jej partnera (...) świadomości w zakresie planowania potomstwa i ewentualnego przestrzegania zasad dotyczących tego planowania”. Co to oznacza? W...
Robert Tekieli
Przeczytana do ubiegłego czwartku przez 886 osób notka opatrzona została komentarzami. „Myślę, że jeszcze w tej dekadzie koszmar »redaktora« Tekieli się spełni i na Marszałkowskiej (a także innych ulicach) oprócz par hetero będzie można zobaczyć także pary homo. Nawet w naszym zaściankowym kraju pewne zmiany są nieuniknione. Można z nimi walczyć, nieco je opóźnić, ale powstrzymać się nie da” – napisał Absinthe. Widziałem takie pary na bulwarach wielu zachodnich miast. Poza nielicznymi osobami w stanie zauroczenia w żadnych oczach nie widziałem spokojnego szczęścia. Nie chcę takich par na naszych ulicach. W interesie homo i hetero. Choćby ze względu na to, że homoseksualiści też oczekują, że ktoś będzie pracował na ich emerytury. A związki homo nie płodzą dzieci. Adoptowane zaś przez nich...
Jacek Kwieciński
Do skutku Ach, jakżeby się chciało ujrzeć konsekwencję, wytrwałość, ciągłość akcji protestów przeciw sataniście (bez cudzysłowu, proszę „Rz”, natomiast przy określeniu artysta cudzysłów być powinien) w telewizji publicznej. Tego rodzaju protesty wcale nie tak rzadko skutkują na Zachodzie. Tyle że potrzeba dłuższej i bardziej masowej mobilizacji. Dumna czerwień „Kultura, głupcze”. Ponownie, pytam – jaka kultura? Z jej guru Z. Baumanem? Kultura „instalacji”, „performance” i poprawności politycznej? Dumne przywołanie, przez organizatorów festiwalu euro-kulti, zlotu stalinowskiego Kongresu Pokoju we Wrocławiu (1948 r.) też mówi, o jaką kulturę chodzi. Ładnie mówi. I symbolicznie. Walka o pokój jest podstawowym orężem obozu socjalizmu – mawiano za dawnych dobrych czasów. Kultura,...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
O tych wydarzeniach, społeczeństwu polskiemu praktycznie nieznanych, miałem okazję rozmawiać w czasie pobytu w Tomaszowie Lubelskim, do którego pojechałem w ubiegłym tygodniu na zaproszenie Jarosława Świderka i Kazimierza Podhajnego, wielkich miłośników historii tych ziem. Dzięki temu wyjazdowi nie tylko zebrałem wspomnienia ludzi wypędzonych spod Sokala, lecz także mogłem spotkać się z uczniami kilku klas tomaszowskiego liceum ogólnokształcącego noszącego imię Bartosza Głowackiego. Wygłosiłem tam wykład ze slajdami o ludobójstwie dokonanym przez UPA na Polakach i Żydach. Podobny odczyt, tym razem dla mieszkańców miasta, miałem w starostwie powiatowym. Mogłem również odwiedzić wioski pod Tomaszowem i Hrubieszowem, gdzie w latach 1943–1945 dokonano mordów na ludności polskiej. Najpierw...
Marcin Wolski
Inne czołowe twarze rządzącego układu wolą się nie pokazywać publicznie, żeby nie drażnić ludzi, co ułatwia działanie Palikotu (bądź Paliktowi – nie wiem, jak się to odmienia, bo wobec tej postaci reguły mowy polskiej zawodzą). Nie dziw, że w trudnych sytuacjach rodzi się pokusa odwołania do mocy nadprzyrodzonych. Niestety osobisty telefon do Pana Boga ma jedynie ksiądz Natanek i nie udostępni go części hierarchii zaprzyjaźnionej z PO. Pozostaje więc druga strona. I w tym kontekście należy widzieć zatrudnienie emisariusza Behemota w telewizji publicznej. Można powiedzieć, że jest to program pilotażowy. Łatwo sobie wyobrazić zatrudnienie innych czartów w charakterze oficerów prowadzących. Przecież tylko Mefistofeles mógłby pomóc ministrowi Grabarczykowi, a Belzebub wspomnianemu wyżej...
Krystyna Grzybowska
Media wyszły z jeszcze jedną rewelacją – Komisja Europejska i Parlament Europejski wsparły projekt wprowadzenia tzw. sześciopaku dla wzmocnienia kontroli nad budżetami krajów strefy euro. Okazało się, że ten sześciopak to zasługa polskiej prezydencji. O ile wiem, to projekt ten przygotowały kraje eurolandu pod przewodnictwem Niemiec i Francji, a zasługą naszej prezydencji mogłoby być przyspieszenie wdrożenia tej reformy. Nie ma się więc co chwalić, szczególnie że nie dotyczy ona krajów spoza strefy, a jeśliby zaczęła dotyczyć, to brukselska kontrola mogłaby wykazać prawdę o wzroście polskiego PKB, a byłaby to gorzka prawda. Dane o naszych wzrostach są przygotowywane w Warszawie i na ich podstawie Bruksela opracowuje prognozy. Na podstawie wirtualnej księgowości, taka jest prawda. Ale i to...

Pages