Felieton

Krzysztof Wyszkowski
Zdradzając zapewnienia Tuska, że obiecał przywiązanie Polski do niemieckiego rydwanu za pomocą likwidacji złotego już za trzy lata, Schulz ujawnił stale stosowaną metodę premiera – wszystkim obiecywać to, czego chcą, a potem może o tym zapomną albo czymś się to „przykryje”. To dziwne, bo Tusk powinien rozumieć, że ta gra jest już psu na budę. Tak samo jak tamta, którą uprawiał jego mistrz proponujący Rosjanom bazy posowieckie oraz budowę NATO-bis i EWG-bis. Tusk, mimo wszystkich swoich rezygnacji z polskich interesów państwowych i narodowych, tak samo nie dostanie posady prezydenta Europy, jak nie dostał jej Wałęsa, któremu kiedyś poświeciłem tym mirażem tylko po to, żeby przezwyciężyć jego strach przed wypowiedzeniem posłuszeństwa Jaruzelskiemu. W takich sprawach nie wystarczają dobre...
Piotr Lisiewicz
Zbigniew Grycan od lodów z „Zielonej Budki” był przez 11 lat zarejestrowany przez SB jako TW „Zbyszek”. Obecnie media lansują na celebrytki jego córki. Jako puszyste, ale radosne i pozbawione kompleksów „Grycanki”. Internauci komentują ich tuszę, przychylnie bądź nie. Czy ich kariera jest równie przypadkowa jak Olejnik – córki esbeka, Owsiaka – syna milicjanta, Wojewódzkiego – syna prokuratora itp.? Nie mam pojęcia. Wiem, że apetyczne „Grycanki” zagospodarowują jakiś tam obszar zainteresowania gawiedzi. Węszę tu gruby przekręt. Jeśli ktokolwiek po powyższej notce powie, że mam obsesję, to namówię byłych esbeków, żeby wytoczyli mu proces o zniesławienie. III RP to państwo dyktatury celebrytów. To ich słuchają miliony. Podejrzewanie esbeków, że tego nie wykorzystują, to robienie z nich...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Po 1956 r. nastąpiła chwilowa odwilż, która trwała zaledwie dwa lata. Ekipa Władysława Gomułki, nafaszerowana antykatolicką ideologią, rozpoczęła walkę od nowa. Zmieniły się jedynie metody. Początkowo Służba Bezpieczeństwa, wierna kontynuatorka zbrodniczego Urzędu Bezpieczeństwa, prowadziła walkę z Kościołem w ramach innych działań skierowanych przeciwko środowiskom opozycyjnym. Jednak na początku 1962 r., czyli dokładnie pół wieku temu, zapadła decyzja o powołaniu odrębnego pionu. W ten sposób powstał Departament IV MSW, a przy podległych komendach wojewódzkich i powiatowych wydziały IV SB. Funkcjonowanie tych struktur regulowało zarządzenie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Władysława Wichny z 9 czerwca 1962 r. Do pracy w tych wydziałach skierowano najbardziej wypróbowanych...
Marcin Wolski
Oczywiście byli w tym roku też autentyczni ludzie godni podziwu, jak (uwaga podliz) Tomek Sakiewicz czy Antoni Macierewicz, ale prędzej pismo „Wprost” zmieni nazwę na „Zygzaki”, niż takie kandydatury zostaną wzięte pod uwagę. Wracając do Tuska. – Jest pan premier z pewnością prymusem w szkole uników zarówno w konkurencji indywidualnej, jak i zespołowej (połączone siły bratnich pism i telewizji). Nie ma wpadki, z której nie dałby się wygrzebać, porażki, której nie przysłonią inne szokujące fakty, czy kompromitacji, z jakiej nie wygramoliłby się z Tarczą (choć ją demonstracyjnie odrzucił). Jednak ma to swoją cenę. W społeczeństwie pojawiła się koncepcja, aby odpowiadać unikiem na unik. Tak więc postanowili olać spotkanie z Donaldiniem internauci, coraz mniej chętnych do...
Piotr Lisiewicz
Gdyby nie było tego osobistego stosunku, i tak nie mogliśmy się z Jackiem pobić z innego powodu. Byliśmy bokserami innej kategorii wagowej (notabene Jacek znał się na boksie, podobnie jak na golfie czy tenisie). On startował – mówiąc kategoriami boksu zawodowego – w tej królewskiej, ciężkiej. A ja? Niech będzie – w koguciej. I czułem się w niej dobrze. Tacy zadziorni z koguciej, od spraw lekkich, zgrywy, happeningu też są niezbędni w dobrej drużynie. Wesoła, płocha II RP miała ich świetnych. I sprawdzili się także w niewesołych czasach. Natomiast Jacek miał świat poukładany w głowie, rozumiał sprawy najwyższej wagi, o których miałem blade pojęcie, a i to głównie z jego artykułów. Czy po 1989 r. mieliśmy ministra spraw zagranicznych, mającego zbliżoną do Jacka Kwiecińskiego wiedzę o...
Ryszard Czarnecki
25 stycznia działy się też rzeczy ciekawe. Ot, chociażby w 1491 r. spuściliśmy łomot Tatarom pod Zasławiem. Ale też w 1831 r. Sejm zdetronizował cara Mikołaja I. Dziś już by tego nie zrobił, bo przecież intensywnie ocieplamy stosunki z Rosją. W 1922 r., tegoż 25 stycznia, Piłsudski odznaczył Orderem Orła Białego nuncjusza apostolskiego w Polsce, kard. Achille Ratti (późniejszego papieża Piusa XI). Pewnie za to, że jak Sowieci stali pod Warszawą w sierpniu 1920 r., jako jedyny dyplomata nie zwiał ze stolicy. Nie było wtedy (szczęśliwe czasy) Palikota i palikociarni, to i nikt Piłsudskiego o klerykalizm nie oskarżył… A 25 stycznia 1930 r. dzielna polska policja aresztowała Szpicbródkę! Serio. Istniał naprawdę, a nie tylko w filmie. Kasiarz nazywał się Stanisław Cichocki i akurat planował...
Tomasz Terlikowski
Są takie dzieła współczesnych bioetyków (utytułowanych i rozchwytywanych), z którymi nie bardzo wiadomo, co zrobić. Z jednej strony wydają się znakomitym żartem, tekstem napisanym wyłącznie w celu skompromitowania pisma, które go opublikuje, z drugiej – wywołują dyskusję i spory, tak jakby były napisane na poważnie. A jeśli uważniej przyjrzeć się światu, który nas otacza, to nagle okaże się, że są one zwyczajnym wyciągnięciem wniosków z tego, co już niemal powszechnie zostało uznane. Tak jest z artykułem dr Anne Smajdor z University of East England, w którym broni ona ektogenezy, czyli sztucznych macic. Z tekstu wynika, ni mniej ni więcej, że w prawdziwie liberalnym społeczeństwie ciąża i poród nie będą tolerowane. Ból i cierpienie z nimi związane są tak trudne do zniesienia dla...
Robert Tekieli
Studentka ze stypendium naukowym uwierzyła, że jakiś człowiek, bóg po dwóch rozwodach, z trzecią, szesnastoletnią żoną, może na podstawie zdjęć wybrać jej męża na całe życie. Zobaczyła go po raz pierwszy razem z siedmioma tysiącami innych kobiet na stadionie w Seulu. Jak to możliwe? Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić, że osiemnastoletni chłopcy biją się o brudne i śmierdzące skarpety guru, by wcisnąć je sobie na głowę i paradować w nich z wielką dumą? Jak to możliwe, że ludzie chodzą po 1000-stopniowym żarze? Jak to się dzieje, że chorzy wychodzą od bioenergoterapeuty w euforii, mimo że od ostatniej wizyty nowotworowy guz powiększył się z 12 do 17 cm? – Miałam chore dłonie, zgnite do kości – mówi mi Elżbieta. Bo próbowała rzucić uzdrawianie za pomocą wahadełka. Elżbieta w czasie modlitwy...
Krystyna Grzybowska
Wspólnota gospodarcza, choć niedoskonała, bardzo się Niemcom opłaciła i gwoli prawdy, nie tylko Niemcom. Ale to nie wystarcza, żeby zaprowadzić ład, i dlatego Angela Merkel kategorycznie domaga się udoskonalenia nie tylko integracji gospodarczej, ale i politycznej. Drżyjcie narody – to hasło będzie teraz przyświecać Berlinowi, nieco przetrąconemu Paryżowi i kilku terytorialnym maluchom. Reszta będzie się miotać między prawem do niezależności i niezawisłości państwa a strachem przed losem, jaki spotkał Grecję. Bo nie jest tak, że jakiś kolejny „przełomowy” szczyt rozwiąże problemy eurostrefy, on je tylko pogłębi. Ma być tak, jak chce Unia Oto w czasie, gdy w Brukseli odbywa się spęd na koszt europejskich podatników, też w Brukseli trwał strajk generalny, który sparaliżował wszelką...
Antoni Łepkowski
Ten sposób ironizowania poprzez pozorną eufemizację, a faktyczne wzmocnienie zjadliwości języka, jak ulał pasuje do dzisiejszej rzeczywistości polskiej. Może dlatego, że zbiór podobieństw do peerelu niebezpiecznie pęcznieje. Zwłaszcza to, co wyprawia się ostatnio w prokuraturze, daje asumpt do przypomnienia tej krotochwili językowej. Jak bowiem trafniej niż „tragiczny inaczej” określić wodewilowy spektakl jednego z umundurowanych prokuratorów na konferencji prasowej w Poznaniu ze strzałem w policzek? Czy znajdziemy bardziej obrazowe określenie dla nielojalnego zachowania Naczelnego Prokuratora Wojskowego wobec swojego przełożonego, Prokuratora Generalnego niż „subordynowany inaczej”? Zwłaszcza komentarze licznych polityków i publicystów afiliowanych przy WSI lub w ich okolicach,...
Krzysztof Wyszkowski
Jako świadek obserwujący na własne oczy łajdactwo „strony solidarnościowo-opozycyjnej”, zasługującej na zbiorową nazwę radziejowszczyzny XX wieku, mam takich dowodów wiele, ale na potrzeby niniejszego artykułu ograniczę się do jednego przykładu. W marcu 1989 r. w podziemiach kościoła przy ul. Żytniej w Warszawie odbyło się zebranie Klubu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, na którym oceniano stan ugody dokonywanej w Pałacu Namiestnikowskim. W przerwie obrad Jacek Kuroń, zaniepokojony ujawniającą się już wtedy atmosferą antynarodowej zmowy z komunistami, podszedł do mnie i swoim chrapliwym głosem wyszeptał mi na ucho: „Jaruzelski i Kiszczak wprowadzą nas do EWG i NATO!” – i natychmiast się oddalił. Musiałem mieć nielicho zdumioną minę, bo przechodzący obok Jarosław Kaczyński zatrzymał...
Marcin Wolski
2000/2001 to inna zwrotnica, której sens trudno odczytać. Wraz z upadkiem dwóch wież zakwestionowano hegemonię Zachodu i faktycznie rozpoczęło się zapowiadane przez Huntingtona „zderzenie cywilizacji”. Co można powiedzieć o obecnym Drewnianym Smoku? Najwyżej to, że w grudniu 2012 r. mimo proroctw Majów końca świata na pewno nie będzie. Jednak mimo to przyszłość zapowiada się niezwykle ciekawie. I tylko szkoda, że właśnie w takim momencie zabrakło kogoś, kto stworzony był do komentowania wydarzeń światowych. Myślę o Jacku Kwiecińskim – wspaniałym dziennikarzu i człowieku zaliczającym się do szlachetnej, ale nielicznej kategorii Niezłomnych, do której sam nawet nie aspiruję. Może dlatego z jego strony dochodziło do drobnych połajanek. Ale kto od niego nie obrywał? Ziemkiewicz, Łysiak...
Anita Gargas
Kiedy odszedł, zrozumiałam, jak niewiele wiemy o tym Człowieku, który poprzez swoje teksty uczył, co to znaczy być niezłomnym na co dzień. Co to znaczy kochać Ojczyznę poza datami rocznic. Jak niewiele wiemy o Człowieku, który jako paroletni chłopiec ukryty pod stołem obserwował, jak UB wywleka z domu do więzienia Jego ojca, Wincentego Kwiecińskiego, szefa III Komendy WiN. Na powrót ojca musiał czekać dziesięć lat, żyjąc wraz z matką w skrajnej biedzie. *** Piszę te słowa w miejscu, które od zarania zarezerwowane było dla Jego rubryki pt. Odcinki. Jeden z pierwszych odcinków, podpisanych przez Niego jeszcze jako A.B. Constans, mówił o zerwaniu ciągłości z PRL, potrzebie odtajnienia tajemnic UB i SB, „stworzeniu możliwości ujawnienia wreszcie zbrodni, zdrady i podłości”. Znamy wszyscy...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Prokuratura warszawska wznowiła także sprawę znieważenia dr. Jerzego Bukowskiego  z Porozumienia Organizacji Niepodległościowych i Kombatanckich w Krakowie i mojej skromnej osoby, w związku z naszą przynależnością narodową, tj. o czyn z art. 257 kk. Warto przypomnieć, że obaj zostaliśmy zaatakowani tylko dlatego, że protestowaliśmy przeciwko prowokacji w postaci tzw. Rajdu Bandery, który po wyłudzeniu polskich wiz próbował przekroczyć granicę w Medyce k. Przemyśla. Prowokacja ta się nie udała, gdyż w ostatniej chwili (lepiej późno niż wcale) szefowie MSW i MSZ poszli po rozum do głowy i pod wpływem protestów nie wpuścili rajdu do Polski. Za organizatorami tego przedsięwzięcia stali neofaszyści z Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, powielający opętańcze idee przedwojennej Organizacji...
Wojciech Wencel
Postawiony pod ścianą, a ściślej na scenie, opowiedziałem o kulisach niedawnej kampanii wyborczej w Polsce, która doprowadziła PiS do zwycięstwa. Pamiętam, że Węgrów najbardziej interesowały kwestie polityki historycznej i prorodzinnej. Nie mam pojęcia, w jaki sposób treść mojego wystąpienia dotarła do Viktora Orbána, ale faktem jest, że wyciągnął z tej lekcji odpowiednie wnioski. W „Rzeczpospolitej” ciągle czytam, że nie należy mieszać poezji z polityką, a tu proszę: wystarczy podstępnie przerzucić polskiego poetę za granicę, żeby wywołać tam wolnościowe powstanie. Oczywiście żartuję. Jeśli ktoś zasługuje na miano węgierskiego łącznika, to zdecydowanie mój porywacz. Grzegorz Górny opublikował w polskiej prasie kilkadziesiąt tekstów o tematyce węgierskiej, nakręcił cztery filmy...
Krystyna Grzybowska
Inicjator unijnych zmian Czyżby Tusk wypowiedział posłuszeństwo Angeli Merkel, bo Sarkozy’ego nie musi słuchać, Sarkozy też jest posłuszny kanclerz Niemiec. Jeśli ktoś upatruje w tym wywiadzie odwagi politycznej premiera III RP, bardzo się myli. Bez pozwolenia Angeli Merkel nie ośmieliłby się na takie deklaracje. Nie tylko bez pozwolenia, ale wręcz bez poduszczenia. Kanclerz Niemiec stanowczo odrzuciła możliwość dalszej i większej pomocy Niemiec dla krajów-bankrutów eurolandu, czym dała do zrozumienia: ratujcie się sami, bo my już nie mamy środków. Naród niemiecki jest coraz bardziej niezadowolony z kryzysu w strefie euro, musimy dbać o notowania mojej partii CDU, bo w przyszłym roku wybory do Bundestagu, a gospodarka spowalnia i wzrost PKB nie przekroczy 0,7 proc. Dodam – jak dobrze...
Robert Tekieli
Momentem, w którym mili- zamienili się w moim sercu na poli-, było pałowanie w 1997 r. na Dworcu Centralnym dziczy, która zaatakowała pociąg z Częstochowy do Białegostoku, w którym do Warszawy przyjechała moja Mama. Wdzierający się do przedziałów oknami faceci byli pałowani po udach. Ja, anarchista nienawidzący kiedyś milicji, zbuntowany na świat ortodoksyjny katol, pierwszy raz w życiu byłem po stronie państwa. Czas jest wspaniały. Bóg przecenia szerokość mojego serca. Chce je rozerwać swoją miłością. To niesamowite uczucie. I rodzi mnóstwo konsekwencji. Kiedy w serce człowieka wchodzi całkowicie zewnętrzna wobec niego Miłość, pierwsza pojawia się Radość. Właśnie z dużej litery. Inna od wszelkich tutejszych radości i przyjemności. Ale w chwilę potem również świadomość własnego...
Tomasz Terlikowski
I niestety, choć sprawa niewątpliwie szokuje, to nie powinna być zaskoczeniem dla nikogo, kto interesuje się współczesną medycyną. Oświadczenie lekarzy z Children's Hospital of Philadelphia jest prostą konsekwencją przyjęcia przez nich (ale warto mieć świadomość, że także przez polskich prawodawców) logiki jakości życia. W dużym skrócie i uproszczeniu można powiedzieć, że wynika z niej, że prawo do życia (a co za tym idzie także leczenia) przysługuje człowiekowi nie ze względu na bycie człowiekiem, lecz z powodu posiadania pewnych cech, które inni uznają za „wystarczającą jakość życia”. Jeśli ktoś owych cech nie spełnia, jeśli może być obciążeniem dla innych, wówczas uznaje się, że prawo do życia i leczenia nie przysługuje mu w stopniu takim jak pozostałym ludziom. To założenie leży u...
Antoni Łepkowski
Zapewne równie mało osób pamięta, kto w dziejach III RP domagał się prezydenckich dekretów i jaką argumentację stosował dla uzasadnienia wymuszanej autokratyzacji państwa. Mało kto pamięta, ale prawie każdy domyśli się, że idzie o prezydenta, o którym nie można powiedzieć, że był agentem SB zarejestrowanym jako „Bolek”. On i jego przyboczni wskazywali, że najwspanialsze akty prawne działające z powodzeniem w czasach prezydentury Wałęsy to przedwojenne Rozporządzenia Prezydenta RP w całości zaakceptowane przez parlament: kodeks handlowy czy prawo upadłościowe. Podnoszono argument o niekompetencji parlamentarzystów, o pozbawionych synchronizacji z innymi przepisami poprawkach zgłaszanych i głosowanych bezpośrednio przed uchwaleniem całej ustawy. Szczytem niekompetencji legislacyjnej było...
Jacek Kwieciński
Symboliczny bełkot Miałem nie zajmować się mediokratami, ale naprawdę trudno znieść zwłaszcza jakieś psychoanalizujące uogólnienia. „Bo nic tak nie cieszy »wolnego Polaka«, jak możliwość przebrania się w historyczny kostium, nałożenia konfederatki, rozłożenia się obozem w najbliższym barze i zaintonowania »O, Panie, skrusz ten miecz, co siecze kraj«” (Skwieciński). To bełkot. Albo: „Czy już teraz iść do (symbolicznego) lasu i uderzać z kosami na rosyjskie garnizony, czy czekać na karabiny z Zachodu albo w ostateczności oddać się mozolnemu uświadamianiu ciemnego ludu? A moskiewskie (ostatnio niepostrzeżenie zmieniające się w pruskie) garnizony są, w myśl tej wizji, rzeczywistością, a nie urojeniem…”. Skwieciński nie jest w stanie pojąć, że owe (symboliczne) garnizony to nie fizyczny...
Wojciech Wencel
Życie zamieniło śmierć w puzzle. Z martwych ciał ułożyło zabawny obrazek i sprzedało go milionom Polaków. Czasem ktoś przychodzi z reklamacją, twierdząc, że dany element nie pasuje: brzoza jednak nie mogła ściąć skrzydła, a generała nie było w kokpicie. Wtedy życie odpowiada, że owszem, ale to wina użytkownika. Fabrycznie puzzle były sprawne, co stwierdziły dwie niezależne komisje. Poza tym termin gwarancji minął dawno temu. Czy powinniśmy gniewać się na życie, że tak nas oszukuje? W gruncie rzeczy robi to w naszym dobrze pojętym interesie. Zależy mu, żebyśmy mieli święty spokój, żeby nasza wegetacja była łatwiejsza i bardziej optymistyczna. Traktuje nas jak rodzic, który chroni własne dzieci przed grozą świata dorosłych. Czasem należy coś ukryć, przemilczeć, przedstawić niezgodnie z...
Ryszard Czarnecki
A oto laureaci Nagród Czarneckiego 2011: Michał Lorenc – jeden z najlepszych w Polsce autorów muzyki filmowej, a jednocześnie człowiek dający publicznie świadectwo prawdzie. Autor muzyki do filmu „Przebudzenie”. Katarzyna Łaniewska – jedna z najwybitniejszych polskich aktorek filmowych i teatralnych. Zawsze wyczulona na sprawy patriotyczne i społeczne, w stanie wojennym współpracowała z ks. Jerzym Popiełuszką. Bardzo popularna rola w serialu „Plebania”. Nagroda za dokonania artystyczne i za to, że wbrew większości swojego środowiska nie wahała się stanąć po stronie tych, którzy pragną Polski wolnej i solidarnej. Stanisław Kogut – polityk, senator Prawa i Sprawiedliwości. Nagroda za prowadzoną od wielu lat olbrzymią pomoc dla niepełnosprawnych dzieci Pjus – polski raper (...
Piotr Lisiewicz
Okazało się, że Tu-154 nie uderzył w pancerną brzozę, gen. Błasika nie było w kokpicie, a piloci nie popełnili błędów. Naszemu załganemu dziennikurestwu zabrakło w tej sytuacji – mówiąc jego językiem – nowej narracji. Zaś stawiając rzecz po chłopsku, zapomniało ono ozora w gębie. Dlatego w ramach przykrywania tematu odkopało Palikota i uczyniło temat numer jeden z tego, czy zapali on w Sejmie jointa. Notabene stchórzył i zapalił... kadzidełko. Młodzi kretyni, którzy zagłosowali na Palikota, bo załatwi im legalizację zioła, też dostaną figę i to bez maku, bo nielegalny. Zajarajcie sobie kadzidełko, frajerzy. Palikot pokazał się też z górnikami z Sierpnia ’80. Jego szef Bogusław Ziętek powiedział miesiąc temu, że dziś istnieje zagrożenie dla górników nie mniejsze niż wówczas, kiedy...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
W maju 1977 r. został zamordowany Stanisław Pyjas, także student polonistyki. Po tym wydarzeniu Anna wstąpiła do Studenckiego Komitetu Solidarności. Nadal kolportowała bibułę, w tym pismo „Robotnik”, prowadziła działalność edukacyjną wśród uczniów klas licealnych i studentów. Po ukończeniu polonistyki studiowała także filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Właśnie wtedy ją poznałem. Spotkaliśmy się w mieszkaniu Pelagii Potockiej, krakowskiej arystokratki, mieszkającej na poddaszu swojego dawnego pałacu na rogu Rynku Głównego i ul. Brackiej. Jej poddasze oraz mieszkanie Matyldy z Sapiehów Osterwowej, też arystokratki, były miejscem spotkań konspirujących studentów. Schronienie znajdowały w nich rzesze młodych ludzi o najróżniejszych poglądach: począwszy od prawicowych...
Marcin Wolski
Ale reszta – stosunki międzyludzkie, godność człowieka i jego prawa? Socjalistyczny wyzysk zastąpił mobbing, nikt nie troszczy się o oświatę, kulturę, wczasy. Żeby zostać wykluczonym w tzw. Polsce ludowej, trzeba było naprawdę dobrze się postarać. PRL był paskudny, ale dawał na skromnym poziomie poczucie socjalnego bezpieczeństwa. Poza tym stwarzał może nieuzasadnione wrażenie, ale jednak, że komuś na czymś zależy. Chociaż marzenia o 10. mocarstwie opierały się na glinianych nogach, to, powiedzmy uczciwie, miały tyle samo wspólnego z rzeczywistością co „zielona wyspa”, a hasło o „moralno-politycznej jedności Polaków” było równie prawdziwe jak „królestwo miłości”. To prawda, telewizja kłamała na potęgę, tyle że robiła to tak topornie, że szkody były mniejsze niż przy obecnej...
Jacek Kwieciński
Przeżytek i błąd Jakieś przekręty w wojsku czy instytucjach okołowojskowych nie zmieniają mojego zdania, że prokuratura wojskowa to przeżytek, rodem z PRL. Poza tym dzisiejsze milczenie J. Gowina (bo wszyscy, oczywiście, są „niezależni”) to dowód, iż rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego było posunięciem złym. Nauka putinizmu Wizyta prok. Seremeta w Moskwie, by czcić rocznicę rosyjskiej prokuratury, miała z pewnością za cel nabycie większej wiedzy nt. działania prokuratury w demokratycznym państwie. W państwach bałtyckich mówią, że Polska znalazła się już „po drugiej stronie”, „po stronie rosyjskiej”. Mylą się niewątpliwie, prawda? PS Aha, p. Seremet przy okazji zapytał po raz 20. o wrak i czarne skrzynki. Będzie pytał jeszcze wielokrotnie....
Krystyna Grzybowska
Kabaretowe wieści Przeciętny, czyli masowy odbiorca produkcji kabaretowej nie ma większych wymagań, najważniejsze, żeby było do śmiechu. A tzw. wykształcony konsument polityki koncentruje się na ratingach, doszukując się w nich głębszych przyczyn. A te przyczyny są różne i nie wiadomo, czy obniżenie ratingów dla dziewięciu państw strefy euro to obiektywna ocena, czy może głęboko ukryta, wredna manipulacja „królowej” Europy Angeli Merkel, czy po prostu złośliwość agencji Standard and Poor’s, która jest amerykańska, więc służy interesom USA i tamtejszemu biznesowi. Nic dziwnego, że przy tak niepomyślnych ocenach naszej wspaniałej Unii Europejskiej słychać głosy domagające się powołania jakiegoś rodzimego Poor’sa czy czegoś w tym guście, który by oceniał stan finansów strefy euro...
Robert Tekieli
Służba zdrowia zwija się systemowo. Jeśli masz pieniądze, by kupić sobie usługi, dostajesz je elegancja-Francja. Jeśli nie masz, to co krok natykasz się na sytuacje odbierające pacjentom godność. Mimo że wielu ludzi w białych kitlach pracuje z oddaniem, traktując tę pracę jako służbę. Politycy od ponad dwudziestu lat nie mają odwagi powiedzieć o systemie zdrowotnym państwa: nie wiemy, jak go przekształcić. Ci, którzy wiedzą, są na marginesie. W dzisiejszym zwarciu lekarze/farmaceuci–rząd gra toczy się o miliardy. Od tego, która firma farmaceutyczna znajdzie się pod czy nad urzędniczą kreską, zależy czy dostanie bądź straci miliony. Spektakl toczy się w mediach i w Sejmie. Rozszarpywanie resztek Rzeczpospolitej odbywa się na oczach mniej lub bardziej zorientowanych w sprawie obywateli....
Tomasz Terlikowski
Można się zżymać, że wyrok w sprawie Kiszczaka zapadł ponad 20 lat po odzyskaniu suwerenności; można narzekać na zaskakujące podstawy prawne wyroku; i wreszcie należy zadać pytanie, dlaczego skazany nie został również Stanisław Kania, ale nie ma co ukrywać, że jest to wyrok dobry. Po raz pierwszy okazało się bowiem, że komunistyczni zbrodniarze mogą zostać skazani, że sędziowie nie stosują wobec nich taryfy ulgowej, i że propaganda „Gazety Wyborczej”, która przekonuje, że historii nie da się ocenić, przestała pełnić rolę oficjalnej ideologii polskiego sądownictwa. Cztery lata, które na mocy amnestii zamieniono na dwa w zawieszeniu, to oczywiście skandalicznie mało, ale też trudno było się spodziewać, by sąd skazał staruszków o zbroczonych krwią łapach na więcej. Aby jednak rzeczywiście...
Bettina Röhl
Tym razem srogie nożyczki Standard and Poor’s nie oszczędziły ratingu cieszącej się do tej pory dobrą opinią Francji. Na nic zdały się starania i zaklęcia prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Ubiegający się o drugą kadencję w Pałacu Elizejskim Sarkozy od miesięcy wmawia Francuzom, że to jemu zawdzięczają ocalenie przed upadkiem francuskiej potęgi finansowo-gospodarczej. Sarkozy szedł ramię w ramię z kanclerz Angelą Merkel od samego początku kryzysu w UE. Byli sobie równi i wspólnie zamierzali uratować euro. Dziś po niemiecko-francuskim tandemie nie ma śladu. Już wiadomo, że Francja nie ucieknie przed płaceniem wyższych odsetek od kredytów zaciągniętych na światowych rynkach. Francuzi przestali być gwarantem stabilności unijnej gospodarki, ostatecznie tracąc pozycję potęgi finansowej UE...
Antoni Łepkowski
Mimo że jej sympatia do prezesa Kaczyńskiego, a zwłaszcza zbieżność poglądów z liderem niepodległościowej opozycji jest wszystkim doskonale znana, celebryci salonowych mediów wciąż goszczą panią profesor w swoich programach. Obok siły niewątpliwego autorytetu prof. Staniszkis, obezwładniający dla szturmanów i szturmanek frontu ideologicznego jest – jak mi się zdaje – język, jakim wypowiada się wybitna humanistka. Jego hermetyczność i bogactwo właściwe intelektualistom tego formatu, co Jadwiga Staniszkis, sprawia, iż dziennikarscy rozmówcy nie tylko nie znajdują żadnej kontrargumentacji, ale zapewne podświadomie włącza się u nich syndrom niedokształciucha. Skoro niczego nie pojmuję z tego, co mówi rozmówca, to zapewne mówi on mądrze. W przypadku pani profesor i jej rozmówców prostacki...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Również w tym roku ogłoszono kolejnych laureatów. Zostały nimi cztery osoby. Pierwszą z nich jest psycholog Joanna Puzyna-Krupska z Warszawy, matka siedmiorga dzieci. Jest wdową po śp. ministrze Januszu Krupskim, który zginał w tragedii smoleńskiej. Jeszcze jako studentka była animatorką Ruchu Wiara Światło, w ramach którego zakładała w Lublinie wspólnoty składające się z osób niepełnosprawnych intelektualnie, ich rodziców oraz młodych wolontariuszy. W ostatnim czasie stała się liderem ruchu rodzin wielodzietnych. Jako prezes Związku Dużych Rodzin Trzy Plus, który współzakładała, upomina się o prawa rodzin, a szczególnie matek, które obecny system pozbawia środków do utrzymania. Jest też ekspertem episkopatu do spraw rodziny i jego delegatem do rządowo-kościelnego zespołu roboczego do...
Wojciech Wencel
Powyższy akapit to fragment wywodu Łukasza Warzechy, który ośmieliłem się ozdobić didaskaliami ze słynnego wiersza Stanisława Barańczaka „Określona epoka”. Robię to nie dlatego, by insynuować, że w okresie PRL-u publicysta „Faktu” zachowałby się niegodnie, lecz po to, by uświadomić mu, jak jego zachowawcza strategia jest odbierana przez ludzi, dla których III RP to państwo opresyjne. Oczywiście, nikt z nas nie uchyla się od płacenia podatków, ale przecież nie o to chodzi. Respektując elementarne zasady porządku społecznego, odrzucamy w całości „okrągłostołowy” układ i jego kolejne mutacje. W oczekiwaniu na przełom polityczny, na który nie mamy decydującego wpływu (to raczej kwestia skuteczności niepodległościowych polityków, czynników ekonomicznych itd.), budujemy drugi obieg kultury....
Rafał Ziemkiewicz
Ale skoro już wspomniałem, zwróćmy uwagę na dwa rozdzierające głupactwa, oba zresztą niebędące własnością „Wprostu”, ale obiegowe w antyprawicowych filipikach. Pierwsza to sugestia, że dziennikarze opozycyjni są przeciwko Tuskowi i jego ferajnie ze względów koniunkturalnych. Żeby podlizać się prezesowi PiS. Bo, jak z tego wynika, to nie Tusk dzieli dzisiaj w Polsce kasę, stołki i apanaże, lecz całkowicie odsunięty od wpływu na państwo PiS, i nie w dziesiątkach nomenklaturowych banków, dojących Polaków milionami, jest prawdziwa kasa, lecz w tępionych przez władzę SKOK-ach. Cóż można na takie odkrycia odpowiedzieć? Może przypomnieć, że podczas gdy Tomasz Lis za bezwstydne podlizywanie się Tuskowi i urządzanie seansów nienawiści przeciwko opozycji wywalił sobie pod Warszawą willę jak pałac,...
Ryszard Czarnecki
Ewie Kopacz – za zostawienie bubla w postaci ustawy refundacyjnej, a następnie odgrywanie Poncjusza Piłata i publiczne umywanie rąk, jakby to zrobiły krasnoludki i sierotka Marysia. Ponadto obecna marszałek wygrała konkurs na najbardziej rozhisteryzowanych polityków w Polsce Cezaremu Grabarczykowi – za  unaocznienie wszystkim, że III RP bardzo przypomina PRL, także pod tym względem, że i tu, i tam jak coś spaprzesz, to dostajesz kopa w górę. Oczywiście, pod warunkiem że byłeś w nomenklaturze partyjnej. Jednak PRL była pod tym względem bardziej humanitarna i zsyłała nie do Prezydium Sejmu, lecz do ciepłych krajów na ambasadora. A tak, nasz laureat bawi się teraz laską marszałkowską. Jerzemu Millerowi – za pseudoraport w sprawie tragedii smoleńskiej, będący mocno kulawą...
Piotr Lisiewicz
Genialna historia. Przed pielgrzymką kibiców na Jasną Górę do jej organizatorów zgłosiła się niemiecka telewizja, co lekko ich zaniepokoiło. Czemu polska pielgrzymka nagle miałaby być ciekawym tematem dla niemieckich widzów? Zmontują z tego propagandówkę, że polski Kościół popiera chuliganów? Tymczasem niemiecka ekipa okazała się być nie tyle życzliwa, ile wręcz entuzjastycznie nastawiona do polskiego kibola. Cud? Cóż, w końcu to Jasna Góra. Sprawa wyjaśniła się jednak także na gruncie racjonalnym. Otóż przed Euro 2012 zaroiło się w Niemczech od sensacyjnych newsów o polskich bandytach stadionowych. Leniwi niemieccy korespondenci przepisali je z tak wiarygodnych źródeł jak „GW”, Onet czy wypowiedzi Tuska. Nawet najbardziej zindoktrynowany polski czytelnik łapie, że opisywany tam horror to...
Marcin Wolski
A jednak nic to rządowi nie szkodzi – nie pada, nie przegrywa wyborów, nie traci znacząco w sondażach... Wydaje się być niezatapialny jak „Titanic” i odporny na ciosy jak Rasputin. Na pocieszenie pragnę przypomnieć, że obydwie te jednostki jednak się nie uchowały... Pod pewnym względem Polacy i ich rząd są jak niedobrane małżeństwo, zawarte z rozsądku. Nie powinno trwać, ale trwa, nie wiadomo właściwie dlaczego, z przyzwyczajenia, ze strachu przed nieznanym...? Analogia pozwala żywić nadzieję, że rozpadnie się, jak to w życiu bywa, pod jakimś drobnym, pozornie nieznaczącym pretekstem. Warunków pośrednich mamy aż nadto. Potrzeba katalizatora, impulsu. Skądinąd wiadomo – w historii często bywało, że rewolucje i dziejowe przełomy zaczynały się od jakiejś absurdalnej plotki, nagłego...
Jacek Kwieciński
O suwerenności No i proszę. Donald Tusk ogłosił, że preferuje barwy biało-czerwone. A nie te z europejskimi gwiazdami. Nie sądzę jednak, by Sikorski zbytnio się „wychylił”. Deklaracja Tuska to czysty PR. Jak wiele innych. Chociaż niewątpliwie cieszy, iż uznał, że celowe (dla niego) jest jej wygłoszenie. Może mimo całej miłości Polaków do Unii zaczyna się u nas rozumieć, iż niezależnie od tego, jakich by się tricków używało, suwerenność to suwerenność. Oczywiście, przystępując do Unii, wiele z niej straciliśmy. Nie ma dziś krajów w pełni suwerennych. Itd. To są argumenty ograne, nadzwyczaj wątłe. Nie dowodzą potrzeby oddawania suwerenności jeszcze bardziej. Do tematu oczywiście wrócę, bo Sikorskich jest u nas (i nie tylko u nas) sporo. Na frazę: „Nie bójmy się St. Zjednoczonych Europy”...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
W Psarach ks. Mszal spędził prawie 40 lat, budując nową świątynię, a przede wszystkim prowadząc duszpasterstwo na tym niełatwym terenie. Był człowiekiem bardzo oddanym sprawom społecznym i charytatywnym. Spotkałem się z nim 15 lat temu, gdy w Trzebini powstała filia Fundacji im. Brata Alberta, która doprowadziła do powstania warsztatów terapii zajęciowej i świetlicy terapeutycznej dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, głównie dzieci i młodzieży. Od razu poparł to dzieło, stając się wiernym współpracownikiem. Osobiście jestem mu wdzięczny za pomoc (tak duchową, jak i materialną) w trudnym dla mnie czasie, gdy w 2006 r. w archidiecezji krakowskiej z powodu tzw. kryzysu lustracyjnego rozpętała się nagonka na osoby pragnące prawdy. To dzięki niemu i kilku innym uczciwym i niezłomnym...
Krystyna Grzybowska
Jaki kraj, takie elity W nowobogackiej części europejskiej różnie bywało, bo zdarzało się zostać prezydentem z wyboru, ale nie koniecznie z powodu zalet. Aleksander Kwaśniewski bywał trunkowy, więc usiłował wsiąść do bagażnika swojej limuzyny, Lech Wałęsa potrafił przeskoczyć mur w stoczni gdańskiej, ale zabrakło mu wykształcenia i dystansu do własnej osoby, czyli poziomu, żeby ocenić i zrozumieć świat, w którym żyje. A prezydent Bronisław Komorowski zabłysnął nowobogackim snobizmem, a nawet kabotynizmem podając się za hrabiego i wybierając za swoją siedzibę Belweder. Niby taki z niego Piłsudski, bo też ma wąsy. Nasz stan posiadania elit jest taki, na jaki nas stać. I trzeba pokoleń, żebyśmy wychowali lepsze, inne, po prostu normalne. Jednak to, co zaczyna się dziać na Zachodzie,...

Pages