Kraj

Czy wszystko z tego świata rozumiem? Czy wszystko wiem? Mądry jestem, ale nie aż tak. Czy choćby najlepiej wiem to, co trzeba wiedzieć? Też nie. Wiem, by tak rzec, tyle co każdy: swoje. Swoje wiem. Ale moje swoje, to nie takie zwykłe swoje. Jak np. tych pismaków-psiaków i ich czytaków-debilaków. Wiem, co wiedzieć trzeba. I nie wiem, jak nie trzeba. Czy taki gość jak ja, który wynajmuje mądrzejszych od siebie (np. tych ekono-profesorków-konsultantów), nie jest mądrzejszy od nich? Kto korzysta z ich rozumów? Oni? Nie, ja. My, oligarchowie. To dla nas ci geniusze piszą scenariusze, gotują warianty awaryjne, nawet te ryzykowne. I czytam: co mi tu na ten tydzień mądrale, eksperci, analitycy, wróżbici napisali? Napisali, że jak dobrze, to z Donkiem dobrze, ale jak niedobrze, to z nim...
Transparenty i rzeczywistość To w mieście głos, jakich usłyszeć można wiele. Bo ludzie z Wołomina myślą całkiem inaczej od tych, którzy pod Wawelem hałaśliwie manifestowali przeciwko pochowaniu Pary Prezydenckiej w królewskiej krypcie. Również inaczej niż grupa kilkunastu gimnazjalistów, którzy parę dni temu przyszli w pobliże siedziby samorządu z transparentem „Precz z pomnikiem dla niezasłużonych Polaków”. – Młodym ludziom można wybaczyć, bo łatwo nimi manipulować, a podobne protesty często wynikają z niewiedzy. Ale przykro się robi, gdy słyszę, że razem z nimi na tej niewielkiej manifestacji pojawili się nauczyciele. To już żałosne – ocenia jeden z wołomińskich samorządowców. Burmistrz Ryszard Madziar to 38-letni dynamiczny menedżer. Ma zapał prawdziwego gospodarza miasta. Wybory...
Z dokumentów jednoznacznie wynika, że spotykał się z funkcjonariuszami służb specjalnych komunistycznej bezpieki, rozmawiał z nimi oraz opowiadał m.in. o swojej pracy. Własnoręcznie napisał oświadczenie, że zachowa w tajemnicy fakt i treść rozmowy przeprowadzonej z przedstawicielem wywiadu MSW, czyli Departamentu I, który podobnie jak wszystkie cywilne służby specjalne PRL podlegał KGB. „Wykorzystanie ZL dla uzyskiwania informacji pozostających w naszym zainteresowaniu wydaje się jak najbardziej możliwe do realizacji. Przykładem tego może być uzyskana od w/w informacja dot. wrażeń »Hota« [obywatel USA rozpracowywany przez wywiad PRL – red.] z pobytu w Polsce” – raportował do Centrali w Polsce „Bless”, rezydent wywiadu PRL w Nowym Jorku. Po powrocie Lachowskiego z USA, w marcu...
Dlaczego samozwańczy? Dlatego, że osoby, które szafują na prawo i lewo (a właściwie tylko na prawo) zarzutami o faszyzm, tak naprawdę najczęściej nie mają zielonego pojęcia, o czym mówią. – Ani metra przemarszu skrajnej prawicy – zapowiadają lewaccy i lewicyzujący strażnicy porządku publicznego w dniu 11 listopada. Do tego sprowadza się cała metodyka ich działania – w myśl zasady, że kto nie z nami, ten przeciw nam, na miano „faszysty” czy „neonaziola” zasługują osoby o prawicowych sympatiach politycznych, już bez rozdrabniania się na żadne skrajne czy nieskrajne poglądy. Raz, dwa, trzy, faszystą jesteś ty! Nazywanie uczestników Marszu „faszystami”, a ich przeciwników „antyfaszystami” to nie tylko wulgarne nadużycie pojęć, ale przede wszystkim diametralne wypaczenie ich...
Nasze uczelnie są światową prowincją. I rządzą nimi mechanizmy typowe dla regionów prowincjonalnych. Widoczne jest to zwłaszcza w naukach humanistycznych – tam, gdzie idee odgrywają rolę najważniejszą. A idee bywają niebezpieczne. Pamiętam, jak kiedyś w czasie seminarium prof. Ryszarda Legutki jeden z moich kolegów miał świetny referat. W pewnym momencie go przerwał, stęknął i powiedział, że chyba nie rozwinie go dalej. – Dlaczego? – spytał profesor. – Bo to chyba niebezpieczne – odpowiedział kolega. – Ależ, proszę pana – zareagował prof. Legutko – my, filozofowie jesteśmy od mówienia rzeczy niebezpiecznych. Taki przykład wolności i śmiałości jest rzadkością na polskich uniwersytetach. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym prowincjonalnym mechanizmom. Mechanizm pierwszy: Wstydzimy się...
Pozycje za zasługi W gremiach decyzyjnych już dawno nie ma Grzegorza Schetyny, ale też próżno podejrzewać o udział w nich osoby, które z pozoru zajmują kierownicze miejsca. Czy ktoś z Państwa może przypuszczać, że w układankach dotyczących obsady stanowisk w Sejmie czy rządzie bierze udział dotychczasowy szef klubu parlamentarnego rządzącej partii, Tomasz Tomczykiewicz? A może wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski ma cokolwiek do powiedzenia? Ba, czy choć miał wiedzę, nim podadzą to media, kto będzie urzędował w zajmowanym dotąd przez niego gabinecie? Pozycja, stanowiska zależą od zasług poniesionych bynajmniej nie dla kraju, ale dla premiera. Nie mają też wiele wspólnego z kompetencjami. Te banalne już stwierdzenia, chyba po raz pierwszy tak otwarcie, bez cienia zażenowania,...
Chodzi o ludzi majętnych, których pieniądze zainwestowane w kampanię pomagają zjednać wielu wyborców jednogłosowych. A także o tych wyborców, którzy dysponują skutecznymi pudłami rezonansowymi. Pudłami, które potrafią zawładnąć wyobraźnią zbiorową i zamienić wielki, dudniący głos z telewizora w tysiące głosików przy urnach. Racjonalni politycy słuchają zatem głosu wyborców wielogłosowych i o nich troszczą się w pierwszej kolejności. Ich poparcie dostają w zamian za to, co mają do zaoferowania, gdy są przy władzy. To pierwsza pętla. Wielu polityków jest tak głęboko uzależnionych od wielogłosowych wyborców, że o małych głosikach kompletnie zapomina. Zwłaszcza gdy jednogłosikowcy są zdezorganizowani, przeto łatwi do manipulacji. By się wielogłosowym wyborcom odwdzięczyć, już zapętleni...
SB pomaga w awansie Tajemnica pozycji Dorfa w ruchu spółdzielczym jest łatwa do wyjaśnienia, gdy pozna się akta zgromadzone na jego temat w IPN. Zachowały się kompletne materiały, z których wynika, że został zwerbowany w 1983 r. jako tajny współpracownik SB ps. „Witek”. Był wówczas pracownikiem w Zakładzie Remontowo-Budowlanym Spółdzielni Mieszkaniowej w Rudzie Śląskiej. Werbunku Dorfa dokonał młodszy chorąży Edward Zegarowicz, wówczas inspektor Wydziału V w Katowicach. Wydział V zajmował się m.in. „ochroną przemysłu”, co w praktyce oznaczało rozpracowywanie Solidarności w zakładach pracy. Podczas rozmowy w Biurze Paszportów, gdzie został wezwany, Dorf bez oporów podpisał zobowiązanie do współpracy z SB i przyjął pseudonim „Witek”. Już podczas inauguracyjnego spotkania nowo...
Osobą, dzięki której agent PRL-owskiego wywiadu został przydzielony w lutym 2010 r. do organizacji obchodów w Katyniu, był, według europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS), ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski. „Tomasz Turowski wielokrotnie publicznie chwalił się, że wysokie stanowisko w naszej placówce w stolicy Rosji w lutym 2010 r. załatwiał dla niego ówczesny marszałek Sejmu RP, obecny prezydent Bronisław Komorowski. Obaj panowie są zaprzyjaźnieni, są ze sobą po imieniu i utrzymywali również kontakty nie tylko służbowe, ale i towarzyskie poza gmachem na Wiejskiej w Warszawie” – napisał Ryszard Czarnecki 7 stycznia 2011 r. Gdy pytaliśmy prezydenta, czy zna osobiście Tomasza Turowskiego i czy jako marszałek sejmu czynił starania, by ambasador Turowski uzyskał w lutym 2010 r....
Osobą, dzięki której agent PRL-owskiego wywiadu został przydzielony w lutym 2010 r. do organizacji obchodów w Katyniu, był, według europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS), ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski. „Tomasz Turowski wielokrotnie publicznie chwalił się, że wysokie stanowisko w naszej placówce w stolicy Rosji w lutym 2010 r. załatwiał dla niego ówczesny marszałek Sejmu RP, obecny prezydent Bronisław Komorowski. Obaj panowie są zaprzyjaźnieni, są ze sobą po imieniu i utrzymywali również kontakty nie tylko służbowe, ale i towarzyskie poza gmachem na Wiejskiej w Warszawie” – napisał Ryszard Czarnecki 7 stycznia 2011 r. Gdy pytaliśmy prezydenta, czy zna osobiście Tomasza Turowskiego i czy jako marszałek sejmu czynił starania, by ambasador Turowski uzyskał w lutym 2010 r....
Życzliwa analiza Artykuł Staniłki w odróżnieniu od felietonu Pawła Lisickiego jest bardzo staranną analizą wyniku wyborczego. Skrzywdziłbym mojego kolegę z łamów „Arcanów”, lekceważąc zasadniczą część jego wywodów, a tej nie brakuje rozsądnych uwag. Pokazuje na liczbach, że PiS nie zdobył wyborców w miastach. Dostrzega, że duża część młodzieży oraz elektoratu Samoobrony swój żal do władzy utopiła w akcie oddania głosu na formację antyklerykalną oraz pozornie opozycyjną i antysystemową. Przypomina, że czołowym politykom PiS brakuje umiejętności obrony własnych poglądów i stanowiska partyjnego we wrogich im stacjach telewizyjnych. W związku z powyższym brakuje też w partii ludzi, którzy pełniliby z powodzeniem rolę „skrzydeł”, ściągając na siebie ogień odpowiedzialności w trudnych...
Do swoich zainteresowań zaliczał także psychologię: „Psychologię lubię, bo to samo życie, jak ciągłe interakcje między ludźmi oraz otoczeniem. Pomaga w życiu zrozumieć wiele absurdalnych zachowań, również tych własnych, co prawda czasem zbyt późno”. Jeśli zarzuty prokuratury się potwierdzą, okaże się, że co do tego „za późno” Andrzej M. był proroczy. Był on bliskim współpracownikiem Grzegorza Schetyny, gdy wicepremier kierował MSWiA. Odszedł z ministerstwa krótko po dymisji wicepremiera i zastąpieniu go przez Jerzego Millera. Jak oświadczył rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Zbigniew Jaskólski, skala korupcji ws. projektów informatycznych MSWiA może być większa niż zarzucane dziś 211 tys. zł. Wcześniej Radio RMF podało, że Andrzej M. w zamian za intratne kontrakty z firmą...
W Łodzi wygrała PO, w Łódzkiem – PiS Łódzkie to trzy okręgi wyborcze: nr 9 miasto Łódź, nr 10 Piotrków Trybunalski, nr 11 Sieradz. W Łodzi wybierano dziesięciu posłów. Najwięcej, bo pięciu, ma PO, lokomotywą listy był Krzysztof Kwiatkowski, który dostał 68 814 głosów. Z PiS wybrano trzech posłów. Po jednym mandacie zdobyły RP i SLD. Na okręg piotrkowski przypada dziewięciu posłów, w tym czterech z PiS. Lidera i lokomotywę listy, posła poprzedniej kadencji, Antoniego Macierewicza poparło 41 871 wyborców. Na jedynkę listy PO, Elżbietę Radziszewską, głosowało 19 269 (!) osób. Platforma w Piotrkowskiem zdobyła dwa mandaty. Po jednym PSL, SLD i RP. W okręgu sieradzkim wybrano 12 posłów. W tym pięciu z PiS, cztery mandaty przypadły PO, po jednym mandacie mają PSL, RP i SLD. W siedmiu...
Sąsiadujące z regionem Brudzińskiego województwo lubuskie do bastionów PiS-u nie należy. W ostatnich wyborach nie było inaczej. Wynik 21,7 proc. pogorszył się w stosunku do tego sprzed czterech lat o niespełna 1 proc. Mandaty takie same – Marek Ast, Elżbieta Rafalska i Jerzy Materna. Niepokoić musi jednak wynik lidera listy, posła Marka Asta, szefa sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych – dopiero trzeci w kolejności, z blisko 9 tys. głosów mniej niż w 2007 r. Wielkopolska: jedynka prawdę ci powie? Największym zaskoczeniem w Wielkopolsce był – czego nie odnotowujemy z satysfakcją – wynik prof. Andrzeja Waśki, byłego wiceszefa MEN. Okazało się, że znane nazwisko i dorobek naukowy to zbyt mało, gdy rywalami z listy są lokalni liderzy i poseł ze stolicy, który dobrze zapisał się dla...
Cały proceder dokładnie opisała „Rzeczpospolita” („Kamienicę wyłudzę”, 25 września 2002 r.) Urzędnicy w Katowicach ze zdumieniem przecierali oczy, kiedy nagle, po kilkudziesięciu latach odnajdywali się spadkobiercy dawnych właścicieli. Na podstawie cudem „ocalonych” dokumentów sąd przeprowadzał postępowanie spadkowe i atrakcyjna nieruchomość musiała zostać zwrócona. Szczęśliwi właściciele szybko ustanawiali pełnomocnika, który dbał o ich interesy. Mecenasi na usługach lewych spadkobierców Mafijny proceder nie byłby prawdopodobnie możliwy, gdyby nie pomoc prawników. Jednym z nich był mecenas Marek Barczyk. Opinia publiczna poznała go jako obrońcę niemal wszystkich zomowców, którzy zasiedli na ławie oskarżonych w procesie pacyfikacji kopalni „Wujek” i „Manifest Lipcowy”. Barczyk...
Duch zjednoczenia 14 stycznia tego roku odbyło się specjalne spotkanie Naczelnej Rady Adwokackiej. Jak napisała „Rzeczpospolita”, wzięli w nim udział także biznesmeni: Zbigniew Niemczycki, Jan Kulczyk i Ryszard Krauze. Ale nie tylko. Gościem specjalnym był Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości. Gość dostał od adwokatów prezent: projekt nowelizacji kodeksu spółek handlowych. Jego szybkie procedowanie sprawiło, że sąd musiał umorzyć sprawę, jaka toczyła się przeciw Krauzemu. Tuż przed wyborami, latem tego roku, interes życia zrobił Zygmunt Solorz-Żak. Dotychczasowy magnat medialny został właścicielem Polkomtela. Transakcja opiewa na 18,1 mld zł i uchodzi za jedną z największych operacji finansowych w naszej części Europy w ostatnim czasie. Jest wyjątkowa ze względu na...
Nietrafione billboardy Źle przyjęte zostały pierwsze billboardy z hasłem „Premier Jarosław Kaczyński”. Przypominał on wyborcom nieprawdziwe w istocie, lecz medialnie upowszechnione, stereotypy mówiące o złych rządach lidera PiS, atmosferze strachu, podsłuchach, niedemokratycznym wykorzystywaniu tajnych służb, wszędobylskim CBA itp. Zatem działał przeciwskutecznie do zamiarów, straszył niezdeklarowanych politycznie i słabo zorientowanych wyborców powrotem politycznego awanturnictwa, skandali i kreowanym przez nieprzychylne media wizerunkiem dyktatora. Zaprezentowane niedługo później hasło: „Polacy zasługują na więcej” było niefortunnie dobrane i sprzedane. Na billboardach pojawiało się obok nazwy partii, co w sumie oznaczało, że Polacy zasługują na więcej PiS-u. Sztabowcy odkryli tę...
Z przebiegu zdarzeń można wnioskować, że sztab PiS nie był także przygotowany na zastosowanie alternatywnego wariantu kampanii na wypadek sytuacji kryzysowej. I do końca realizował jedyny założony plan. Nie zauważył rozwijającej się, agresywnej propagandy Platformy. A gdy w końcu nastąpił moment krytyczny, sztab biernie przeszedł nad nim do porządku dziennego, uspokojony sondażami opinii publicznej. Po pierwsze: wizerunek prezesa W całym okresie kampanii zabrakło w domenie publicznej wywiadów i zdjęć, które przedstawiałyby Jarosława Kaczyńskiego jako silnego męża stanu, ale jednocześnie ciepłego człowieka. Zabrakło spotów pokazujących lidera PiS zarówno jako przywódcę w tłumie zwolenników, jak i rodzinnego mężczyznę, mającego swoje hobby – np. jazdę na rowerze. Tę lukę tylko w...
Tymczasem, do diaska, nie trzeba czytać zachodnich podręczników z teorii polityki, by rozumieć, że polityka nie dzieje się w próżni, że to nie jest tylko przepychanka ludzi spoconych w pogoni za władzą. Że władza jest sprawowana w polu różnych, w tym dalekosiężnych interesów oraz że media komunikujące obywatelom (często tylko potencjalnym) przepychankowy obraz polityki same mają… No właśnie, co? To proste: interesy swoich właścicieli. Świat społeczny to gra, w której ludzie zazwyczaj zabiegają o swoje interesy. Jedni z nich mają znacznie większe niż inni umiejętności działań zespołowych, tworzą zatem skuteczne grupy interesów. Takimi grupami interesów są też firmy-podmioty otwarcie nastawione na zysk. Warunki osiągania zysku i jego skala w sporej mierze zależą od tego, co robią...
Choćby sprawa fatalnej autoryzacji wywiadu dla tygodnika „Newsweek”. Odpowiadający za nią Adam Hofman pozwolił, by w opublikowanej rozmowie padło słynne już niedopowiedzenie sugerujące, że Angela Merkel mogła mieć związki ze Stasi. Innym błędem, który został poddany krytyce, było przyjęcie zaproszenia przez Jarosława Kaczyńskiego do programu Tomasza Lisa. Wprawdzie Lis skompromitował się dziennikarsko (wobec tych, którzy żywili jeszcze złudzenia co do standardów, jakie reprezentuje), ale Kaczyński wybierając się do niego, chcąc nie chcąc, ów styl legitymizował. Oczywiście można uznać, że była to decyzja słuszna, bo program Lisa jest nadawany w porze wysokiej oglądalności, ale należy zapytać, czy gdyby ten program prowadził – ot, wyrazisty przykład – Jerzy Urban, to sztab także...
Turbina jest Polsce potrzebna Najczęściej wysiłki te z oczywistych powodów pozostają nieznane opinii publicznej – skuteczne ukrywanie głupstw, jakie wypowiada głowa państwa, polega właśnie na tym, że mamy o nich nie wiedzieć i ich nie słyszeć. Praca ta – wydawałoby się – nie powinna być jakimś niesłychanie trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę aktywność zaprzyjaźnionych mediów, posłusznych wskazaniom budowania pozytywnego wizerunku prezydenta. Jednak poczynania Bronisława Komorowskiego są tego rodzaju, że to nie wystarcza, by ukryć jego wpadki. Bo na przykład nie bardzo się to tuszowanie udaje, gdy relacja z wystąpienia prezydenta jest na żywo, i wtedy święty Boże nie pomoże – prezydent stoi i mówi, i nic potoku jego słów nie jest w stanie powstrzymać. Pozostaje czekać i nasłuchiwać. Jak...
W 1997 r. sytuacja w Polsce odwróciła się, gdy w wyborach przegrała lewica, zwyciężyła Akcja Wyborcza Solidarność, a premierem został Jerzy Buzek. Rok później także na Węgrzech postkomuniści ponieśli porażkę, a wygrała prawica. Powstał rząd Viktora Orbana. W 2001 r. SLD po raz drugi w Polsce wrócił do władzy, a premierem został Leszek Miller. Prawica znów znalazła się w opozycji. Rok później na Węgrzech doszło do podobnej sytuacji: rządy objęła ponownie Węgierska Partia Socjalistyczna, a na czele lewicowego gabinetu stanął Peter Medgyessy. W 2005 r. w Polsce nastąpiło kolejne przetasowanie na szczytach władzy: SLD poniósł klęskę, a do władzy doszedł PiS. Rok później na Węgrzech wszyscy spodziewali się podobnego scenariusza: zwycięstwa prawicy i klęski lewicy. W miarę zbliżania się...
Półtora metra pod ziemią Wkrótce to miejsce ma się zmienić nie do poznania. – Każdy pochowany tu żołnierz otrzyma własny krzyż i własną tabliczkę – mówi dr Jerzy Kawecki, biegły z Zakładu Medycyny Sądowej, który uczestniczy w pracach ekshumacyjnych. Jak tłumaczy, będzie to cmentarz wojenny z prawdziwego zdarzenia. – Na tych polach w latach 1948–1956 pochowano ok. 350 osób. Większość zmarła w więzieniach po torturach, w wyniku obrażeń, z powodu chorób. Na ok. dziewięćdziesięciu z nich wykonano wyroki śmierci – opowiada dr Krzysztof Szwagrzyk z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. – Chodzi nam o jak najpełniejszą identyfikację ofiar. Z każdego ciała pobieramy próbki DNA, aby w przyszłości zgłaszające się rodziny mogły potwierdzić tożsamość swojego bliskiego. Pierwsze...
Powodem tej interwencji ma być zapis w konstytucji, który zakazuje łączenia mandatów posła i senatora ze statusem sędziowskim lub prokuratorskim. W wymiarze prawnym punkt ciężkości sprawy leży w odróżnieniu dwóch typów prokuratorów: czynnych oraz w stanie spoczynku, czyli emerytowanych. Kłopot mamy taki, że w tej kwestii tych dwóch sytuacji zapisy prawne nie odróżniają. Ale znalazł się profesor konstytucjonalista, który twierdzi, iż prokurator w stanie spoczynku jest dalej prokuratorem i nie może prowadzić działalności publicznej. Na to – można dowiedzieć się w mediach – sami zainteresowani, Barski i Święczkowski, wskazują, iż prokuratorzy tacy jak oni, czyli emerytowani, nie wykonują jednak żadnych urzędowych zadań typowych dla prokuratorów. I nie można ich zatem traktować na równi np....
Byli w swoich biurach, gdy pojawił się starszy, siwy mężczyzna. Wszedł bez problemu, bo drzwi są otwarte dla wszystkich potrzebujących pomocy. Nikt nie mógł wiedzieć, że nieznajomy ma przy sobie broń, naboje, paralizator i nóż myśliwski o ogromnym ostrzu. Jego pierwszą ofiarą był Marek Rosiak. Napastnik wyciągnął pistolet Walther i oddał osiem strzałów. Cztery trafiły celu. Rany okazały się śmiertelne. Zbrodniarzowi zabrakło naboi, ale nie zamierzał się wycofać. Nożem zaatakował Pawła Kowalskiego, próbując poderżnąć mu gardło. Współpracownik posła Jagiełły trafił w ciężkim stanie do szpitala. Na szczęście, lekarzom udało się go uratować. Mordercę zatrzymali strażnicy miejscy, którzy pojawili się jako pierwsi na miejscu zbrodni, a później przekazali policjantom. Do dziś w internecie...
Triumf komunistycznych bandytów Ta podstawowa teza komunistycznej propagandy została w III RP podniesiona do rangi dogmatu i skutecznie zaszczepiona Polakom. Jeśli dziś blisko 50 proc. społeczeństwa uznaje wprowadzenie stanu wojennego za dobrą decyzję i uzasadniony wybór „mniejszego zła” – mamy do czynienia z efektem jednej z największych manipulacji historycznych w dziejach Polski i triumfem komunistycznych bandytów, którzy wspólnie z koncesjonowaną „opozycją demokratyczną” zdecydowali o narzuceniu nam fałszywej interpretacji tego zbrodniczego aktu. Kwintesencją zakłamanej dialektyki mogą być słowa Adama Michnika z artykułu o Ryszardzie Kuklińskim z 1998 r., w którym autor zawarł ocenę pułkownika, nazywając go „instrumentem tych, którzy prą do kolejnych awantur i wojen na górze” i...
Błąd piąty, przespanie sukcesów Należy pilnie śledzić nie tylko porażki, ale i przyczyny sukcesów. Jeżeli wierzyć oficjalnym sondażom, tylko dwukrotnie PiS zbliżył się do PO. Pierwszy raz pomiędzy 10 a 15 września i na przełomie września i października. Nie do końca wiadomo, co było przyczyną skoku w sondażach miesiąc przed wyborami. Miało  miejsce wtedy kilka wydarzeń, które mogły  wpłynąć na ich wynik. Były to: mocno zauważone przez media obchody kolejnej miesięcznicy tragedii smoleńskiej, start „Codziennej” z bogatą kampanią w telewizji, problemy rządu Tuska. Łatwiej wytłumaczyć skok sondażowy pomiędzy 28  września a 3 października. Kończyła się wtedy spokojna kampanii PiS-u oraz wyczuwalne było wyczerpywanie się potencjału sztabu Tuska. Należy tu zauważyć, że wbrew...
I mam wrażenie, że podobnie może być teraz. Laicyzacja rzeczywiście postępuje, także w Polsce, ale trudno nie dostrzec, że jej skala jest o niebo mniejsza niż w krajach Zachodu. Tam antyklerykalizm jest żywy, a antypapieskie manifestacje o wiele liczniejsze. U nas happeningi Palikota wciąż przyciągają garstkę ludzi. Po przeciwnej stronie mają wciąż liczne pielgrzymki, spotkania młodych, ewangelizacje (ostatni marsz ateistów w Krakowie został „zakłócony” przez ewangelizacyjną grupę młodzieży pijarskiej, która śpiewała ateistom o Jezusie i rozdawała różańce). Taką sytuację niewątpliwie zawdzięczamy Janowi Pawłowi II i jego posłudze. Jednak błędem byłoby sądzić, że posługa papieża z Polski dobiegła już końca, że nic już nie może się zdarzyć. W kazaniach czy encyklikach Jana Pawła II zawarty...
Od początku jego ugrupowanie wzbudzało zainteresowanie wśród skrajnej lewicy. Do tej pory przedstawiciele partii lewicowych zachowywali pozory szacunku wobec wartości istotnych dla katolików. I chociaż mieliśmy do czynienia z antyklerykalizmem SLD, to w świetle obiektywów politycy Sojuszu starali się ocieplać wizerunek. Mimo werbalnego wsparcia dla środowisk homoseksualnych, z ust niektórych działaczy ugrupowania można było usłyszeć wiele cierpkich słów na temat Biedronia i spółki. Inaczej jest w przypadku Palikota. Antyklerykalizm nie jest już „wersją nieoficjalną” programu, ale jego sztandarem. Poparcie dla środowisk gejowskich nie jest domeną pojedynczych aktywistów, ale całej partii (wystarczy wspomnieć przygarnięcie niechcianego w SLD szefa Kampanii Przeciw Homofobii). Nic więc...
Palikotowy neokomunizm Nawet najmniej uważny czytelnik programów partyjnych czy konsument strawy medialnej musi dostrzegać, że atak Janusza Palikota koncentruje się na dwóch najistotniejszych instytucjach życia społecznego, czyli na Kościele i rodzinie. Ten pierwszy przedstawiany jest jako opresyjna instytucja, która odbiera człowiekowi wolność, uniemożliwia samorealizację, a co gorsza – narzuca zasady i normy życiowe, przypominając, że nie my, a Bóg jest ich autorem. I właśnie to przekonanie jest najistotniejszym zarzutem, jaki formułowany przez ideologów (czy tylko wulgaryzatorów) nowej lewicy wobec Kościoła. Opinia taka oznacza, że nie wolno nam wszystkiego, że nie wszystko przynosi nam korzyść, i że istnieje konieczność ograniczania się, szczególnie w dziedzinie seksualnej....
Głos ludu – głos Urbana I tak, poparcia Palikotowi, kiedy jeszcze prognozy wyborcze nie były dla niego tak optymistyczne, udzielił Jerzy Urban, redaktor naczelny „Nie”. Dlaczego to właśnie poseł z Biłgoraju mógł się ogrzać w ciepełku największego antyklerykała RP, a nie Grzegorz Napieralski, lider lewicy? – Uznałem, że Napieralski to jest nieporozumienie, co sam Napieralski już przyznał, i że linia Napieralskiego zgnoiła SLD – tłumaczył Urban. Palikot zresztą nigdy nie krył zadowolenia z tego poparcia, bo i wiele mu zawdzięcza. – Ruch Palikota dużo zyskał dzięki wsparciu tygodnika „Nie” Jerzego Urbana – mówiła dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz w rozmowie z portalem Onet.pl. – Ja będę głosował na Ruch Palikota. Zrobię to z przyjemnością i przekonaniem, że teraz ma to sens, ale nie ma...
Gurdżijew i filozofia „Żeby coś powiedzieć od siebie, odrobinę głośniej, bez strachu, a z drugiej strony bez nadęcia. Zresztą dzisiaj we wszystkich ponowoczesnych społeczeństwach to właśnie staje się ważne. Ludzie cenią freaków, ludzi z innej planety. Dlatego wybory w Ameryce wygrał Murzyn, dlatego prezydent Islandii jest lesbijką, a wicekanclerz Niemiec gejem” – pisał Janusz Palikot w książce „Ja, Palikot”. Filip Memches zauważył rok temu w „Rzeczpospolitej”, że guru Janusza Palikota jest Georgij Gurdżijew, zdaniem którego większość ludzi jest tylko nawozem kosmosu. Jednak wybrane jednostki są zdolne wyrywać się z tego zaklętego kręgu. „Dla Janusza Palikota nawozem są tradycyjni Polacy. Boją się oni własnych rogatych dusz, stłumionych przez parafialne wychowanie, które przybrało nawet...
Polska polityka przesuwa się z jawnej konkurencji między partiami do wnętrza obozu rządzącego, gdzie toczą się ukryte, niejawne wojny personalne. Coraz też trudniej jest przebić się przez propagandę, której szerzeniem zajmuje się większość mediów. I tak naprawdę wszystko świadczy o tym, że coraz bardziej oddalamy się od modelu demokracji, w której polityka miała być przejrzysta dla obywateli i rzeczowa, w której jawnie miały się ścierać ideowe opcje i propozycje rozwiązań tego czy innego problemu, przed jakim staje Polska. Zamiast tego mamy walkę buldogów pod dywanem, w zasadzie mało istotną, bo marginalizacja Schetyny ma na pewno wielkie znaczenie dla tego polityka, ale jakie ma znaczenie dla Polski? Inną cechą obecnej władzy jest jej doskonała legitymizacja. Niektórzy publicyści...
Jest jednak coś, co odróżnia obecny PSL od tego z lat 90. czy nawet z początku poprzedniej dekady. Kiedyś ludowcy byli ugrupowaniem chłopskim, starali się reprezentować interesy rolników. W czasie, gdy stronnictwem kierowali Jarosław Kalinowski czy Janusz Wojciechowski, postulaty programowe były ważnym elementem w rozmowach koalicyjnych. Po powrocie na stanowisko lidera partii Waldemara Pawlaka sytuacja zmieniła się diametralnie. Obecny PSL to tak jak Platforma Obywatelska typowa partia władzy. Bez programu, idei, za to z dobrym PR. Jest jeszcze jedno, co łączy PSL Pawlaka z partią Donalda Tuska. To sposób kierowania partią. Podobnie jak Tusk, Pawlak może czuć się niezagrożony na swoim stanowisku. Pomimo że w ostatnich wyborach pozornie wyrósł mu młody konkurent. „Młody wilczek”...
Czołganie Jak wiadomo, premier wyznaczył na marszałka sejmu – organu władzy ustawodawczej, która wedle konstytucji ma sprawować nadrzędną funkcję nad rządem – Ewę Kopacz, osobę o słabym doświadczeniu politycznym, za to ślepo oddaną szefowi rządu. Przy tej okazji wyjaśnił politykom PO, że nie odda władzy nikomu, kto mógłby mu zaszkodzić. Zapiera dech nie tylko to, jak Tusk w stylu udzielnego watażki poczyna sobie po zwycięstwie wyborczym, ale także to, z jakim upodobaniem poniża przeciwnika. Dni po zwycięstwie Platformy są bowiem dla marszałka sejmu pasmem upokarzających sytuacji. Zaraz po wyborach Schetyna dostaje od premiera sygnał, że będzie marszałkiem sejmu albo kimkolwiek chce. Nazajutrz rozmawia swobodnie i na luzie z dziennikarzami o tym, że to wprawdzie zależy od szefa rządu,...
My, skazani na skansen Najpierw krótki rozrachunek ze strony „Gazety Polskiej”. Jako kibic z 25-letnim stażem mogę śmiało powiedzieć, że bieżąca chęć zmiany władzy nie była dla nas głównym powodem wspierania kibiców. O ile wielu publicystów i polityków wszystkich opcji (nazwiska znacie) zmieniało w ostatnich latach swoje podejście do tematu jak chorągiewki na wietrze, o tyle „Gazecie Polskiej” nie można postawić tego zarzutu. Wspieramy ruch kibicowski od lat. Robiliśmy to na długo przed wojną kibiców z Tuskiem. I będziemy robić dalej. Nie zmienia to faktu, że liczyliśmy, iż Donalda obalą kibole. Podobne nadzieje miał sam ruch kibicowski. Nie mogło dokonać się to dzięki samym głosom aktywnych kibiców, bo tych jest po prostu za mało. Liczyliśmy, że kibic jest swego rodzaju liderem...
Na powszechność przeświadczenia o bezsensie i nieskuteczność tej obrony wskazuje 51-proc. bojkot. Oprócz ludzi całkowicie ignorujących politykę w skład tej grupy wchodzą przekonani, że i tak wybory zostaną sfałszowane, że nic w tym zdegenerowanym systemie nie da się zmienić, a między głównymi antagonistami – PO i PiS nie ma żadnej różnicy – to ci z Warszawy. Reakcje tej większości na kryzys będą rozstrzygające, a nie musi ona buntować się, może emigrować. To bezpieczne i skuteczne rozwiązanie z punktu widzenia indywidualnego. Ewentualne protesty uliczne sfrustrowanej grupy bojkotującej fasadową demokrację są łatwe do skanalizowania w tym systemie, dzięki monopolowi medialnemu. Dlatego naszym głównym zadaniem powinno być uderzenie w reżymowe media, ich całkowity bojkot i zwalczanie na...
„Usłyszcie mój krzyk!” Takie przesłanie nagrane przed śmiercią zostawił nam Ryszard Siwiec w 1968 r. Czy podobne chciał zostawić Andrzej Żydek? Czy wybrane miejsce, sposób, listy, które pozostawił, zwłaszcza ten do premiera RP Donalda Tuska, nie potwierdzają wspólnoty intencji – Siwca, Palacha, Walentego Badylaka i Andrzeja Żydka? Czy tragiczny wybór najbardziej bolesnego, długiego i świadomego umierania nie ma czegoś z cierpienia męczenników? Gdyby to był jedynie efekt depresji, wybrałby śmierć szybką i cichą. Depresja to straszne poczucie winy, aż do próby unicestwienia siebie jako niegodnego życia. Tutaj śmierć jest inna. Ona miała być głośna, zauważona, przekazać nam zadanie, dla wielu bardzo trudne. Jest nim niezgoda na kłamstwo i wszelkie zło, które ono niesie. Ma zmusić nas do...
– Dopiero kilka dni temu mogłam pojechać go zobaczyć. Będzie żył! Musi żyć! Tylko czy odzyska chęć do życia? Czy po tym wszystkim jeszcze bardziej nie będzie się zadręczał poczuciem winy? Nie chciałabym mówić o polityce, ale mam żal, wielki żal do władzy, że doprowadzili Andrzeja do takiego stanu. A on by za Polskę, za prawo, za prawdę wszystko oddał. I oddał. Czy tak musi być, żeby człowiek, i to człowiek mądry, uczciwy, tryskający energią i inteligencją był spychany na margines, poniewierany, odrzucony? Jak patrzę wokół siebie na to wszystko, co się dzieje w naszym kraju, który przecież też kocham tak jak on, to boję się o przyszłość swoich dzieci, o swoją, jego po powrocie ze szpitala. Wiem, jak wiele osób cierpi podobnie jak ja, boi się o przyszłość, zwłaszcza przyszłość właśnie...
Ale są także wyborcze plusy. Proszę spojrzeć na wynik Ruchu Palikota. Zawdzięczamy mu osłabienie środowisk postkomunistycznych. Wyjdzie to Polsce na dobre. Nie podważa tej tezy spostrzeżenie (być może trafne), iż środowisko, które poustawiało się wokół Janusza Palikota, pod wieloma względami ma poglądy bardziej lewackie niż ludzie SLD. Z socjologicznego punktu widzenia, z punktu widzenia gier interesów, istotne jest to, iż osłabienie wyborczego wyniku SLD oznacza mniej środków dla tej partii, mniej etatów w biurach poselskich, mniejsze odziaływanie w mediach, w administracji publicznej, także w policji i tajnych służbach. Koniec z aurą potęgi odziedziczonej z PRL. Nawet jeśli Ruch Palikota przejmie część aktywu SLD, to palikotowcy – ludzie w polityce nowi – będą chcieli, konkurując ze...
Postępowe mieszczki Z perspektywy Warszawy Polska wygląda zupełnie inaczej niż z punktu widzenia wsi czy miasteczek. To charakterystyczne dla krajów Trzeciego Świata – bogata metropolia otoczona oceanem nędzy. To w niej mieszczą się centralne urzędy, siedziby najwyższych władz i organów państwa. Tutaj lokują się kwatery główne przemysłowych korporacji, banków i mediów. Tutaj w pierwszym rzędzie ściągają zagraniczni inwestorzy i terenowi lobbyści. To w Warszawie i innych dużych miastach Polski widzi się najbardziej luksusowe samochody i najbogatsze sklepowe witryny. To w takich enklawach przeciętne zarobki są najwyższe. Przynależność – rzeczywista lub urojona – do tych swoistych subspołeczności daje ich członkom poczucie wywyższenia. Tacy ludzie patrzą na „prowincjuszy” z góry....
Jednak jeden z czołowych polityków (prosił o niewymienianie nazwiska) powiedział dziennikarzowi „GP”, że „wygrana z partią Kaczyńskiego nie jest tak znacząca, aby Tusk mógł spać spokojnie. Możliwy jest przecież scenariusz węgierski, kryterium uliczne na poważną skalę, a nie na skalę kiboli. Sytuacja społeczno-gospodarcza jest bardzo trudna. Potrzebna nam będzie poważna analiza zagrożeń. Przecież Donald tylko udawał radość”. Jak dowiedziała się „Gazeta Polska Codziennie”, prezydent Bronisław Komorowski będzie nakłaniał Donalda Tuska, by Ruch Palikota wszedł jednak do rządu. Nie wiadomo, czy tego typu perswazje odniosą skutek. Jeszcze w niedzielę Michał Boni mówił nam, że ugrupowanie Palikota nie wchodzi w grę jako koalicjant PO. Inny polityk uważa, że wszystko zależy od przyszłych...
Jednak jeden z czołowych polityków (prosił o niewymienianie nazwiska) powiedział dziennikarzowi „GP”, że „wygrana z partią Kaczyńskiego nie jest tak znacząca, aby Tusk mógł spać spokojnie. Możliwy jest przecież scenariusz węgierski, kryterium uliczne na poważną skalę, a nie na skalę kiboli. Sytuacja społeczno-gospodarcza jest bardzo trudna. Potrzebna nam będzie poważna analiza zagrożeń. Przecież Donald tylko udawał radość”. Jak dowiedziała się „Gazeta Polska Codziennie”, prezydent Bronisław Komorowski będzie nakłaniał Donalda Tuska, by Ruch Palikota wszedł jednak do rządu. Nie wiadomo, czy tego typu perswazje odniosą skutek. Jeszcze w niedzielę Michał Boni mówił nam, że ugrupowanie Palikota nie wchodzi w grę jako koalicjant PO. Inny polityk uważa, że wszystko zależy od przyszłych...

Pages