Kaukaz Południowy - Fiasko szczytu w Kazaniu

„Mapa drogowa donikąd” Tak naprawdę to nie wiadomo, na czym opierano nadzieje. Woli kompromisu nie ma po żadnej ze stron. Obie twierdzą także, iż społeczność międzynarodowa faworyzuje stronę drugą. Rozmów nie ułatwia też rosnąca dysproporcja potencjałów militarnych – w ciągu ostatnich pięciu lat znacznie wzmocnił się Azerbejdżan. Ale w Baku twierdzą, że w obronę Armenii coraz bardziej angażuje się militarnie Rosja (niedawno przedłużono i rozbudowano umowę o współpracy i obecności wojskowej Rosjan w tym kraju). Spotkanie w Kazaniu trwało cztery godziny. Ledwo prezydenci rozjechali się z niczym, ruszyła lawina wzajemnych oskarżeń o porażkę negocjacji. Winne są obie strony – bo w dokumencie, który miano podpisać, były zapisy nie do przyjęcia – jedne dla Azerbejdżanu, drugie dla Armenii. Co przewidywały tzw. zasady madryckie, przyjęte zasadniczo w 2007 r., a potem dopracowane przez Grupę Mińską OBWE (z główną rolą USA, Rosji, Francji)? Armenia oddałaby niemal wszystkie
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze