13 lipca 2011

Dodano: 10/07/2011 - Nr 28 z 13 lipca 2011

Nazwa „procesy kiblowe” dotyczy „rozpraw”, które w tamtych latach toczyły się nie na salach sądowych, lecz w celach. Podczas nich „sędziowie” siadali na pryczach, a oskarżonemu zostawał sedes wmontowany w kącie celi. Wciąż niezawisły kiblowo-Michnikowo-Chajnowo-Woliński wymiar sprawiedliwości przetrwał do dziś w postaci wielopokoleniowej sitwy, która nigdy nie została poddana weryfikacji. Jako jego notoryczny podsądny potrafię docenić postęp: na kiblu siedzieć nie każą. Ale czy poziom sądów wzrósł od czasów, gdy można było być, jak brat Adama Michnika, sędzią bez ukończenia studiów? Po przyjrzeniu się licznym paniom asesor, które bredzą jak potłuczone, nie odważyłbym się postawić takiej tezy. Za sprawą pozwu „Gazety Wyborczej” inny niezawisły sąd zawyrokować ma niebawem, czy poeta Jarosław Marek Rymkiewicz złamał prawo, zarzucając jej, że kontynuuje idee Róży Luksemburg. Co do mnie, to nie mam wątpliwości, że „GW” to Luksemburg, a Tusk to Lichtenstein. Kuno von Lichtenstein, ten co to
     
25%
pozostało do przeczytania: 75%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze