Orban solą w oku eurolewicy

Dodano: 02/02/2011 - Nr 5 z 2 lutego 2011

Orban jak Kaczyński Obserwując ataki na Orbana, trudno nie dostrzec analogii z sytuacją sprzed kilku lat. Wówczas rolę „chłopca do bicia” pełniła Polska, rządzona przez braci Kaczyńskich. Scenariusz jest niemal identyczny, tyle że zamiast PiS mamy Fidesz. Tak samo nie podoba się dążenie do sanacji państwa, tak samo alarmuje się o „pełzającym faszystowskim zamachu stanu”. Widać tę samą pogardę dla woli wyborców i prawa obowiązującego w danym kraju. Różnica jest taka, że Orban i Fidesz mają nieporównywalnie silniejszą pozycję w kraju niż swojego czasu Kaczyńscy i PiS. Nie tylko dlatego, że węgierska prawica zdobyła w parlamencie większość konstytucyjną i ma swojego prezydenta, ale wciąż umacnia przewagę nad lewicą i populistami, mimo trudnych reform i histerycznej nagonki z zewnątrz. Styczniowy sondaż Ipsos daje Fideszowi wśród zamierzających głosować aż 65 proc. poparcia (w grudniu było 62). Socjalistom spadło ono z 21 do 17 proc., a nacjonalistyczny Jobbik utrzymuje
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze