Suwerenność po islandzku

Dodano: 08/09/2026 - Nr 37 z 09 września 2026

Islandia powiedziała „nie” Unii Europejskiej, ale nie na rosyjską modłę. Właściwie to jeszcze mocniej wybrała Zachód, ale na swój własny, islandzki sposób.

29 sierpnia Islandczycy stanęli przy urnach. Przyszło ich więcej niż podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Frekwencja wyniosła 82,5 proc. Pytanie było krótkie: czy Islandia powinna wznowić negocjacje akcesyjne z Unią Europejską? Nikt nie pytał o wstąpienie. Nikt nie kładł na stole traktatu. Rząd tłumaczył, że „tak” znaczy tylko zgodę na rozmowy, a o członkostwie zdecyduje drugie głosowanie, gdy warunki będą znane. „Nie” miało zdjąć temat z wokandy do końca kadencji, czyli do roku 2028. Padło „nie”. Przeciw rozmowom opowiedziało się 52,8 proc. głosujących, 118 040 osób. Za było 47,2 proc., czyli 105 339 osób. Różnica zmieściłaby się w jednym miasteczku rybackim. Na Islandii tyle wystarcza.

Geneza

Sens tego pytania sięgał roku 2009. Wtedy, po krachu banków, parlament złożył wniosek o członkostwo.

     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów oraz lektora na gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas [email protected]

W tym numerze