Imperium zbrodni

Odszczepieniec, zdrajca, renegat, a czasem jedynie konkurent nie mogą liczyć na pobłażanie

Mord polityczny jest nieodłącznym składnikiem historii. Od niepamiętnych czasów zgładzano tyranów i likwidowano konkurentów. Wszelako ostrze kierowano głównie przeciwko zagrożeniom lub wrogom rzeczywistym. Pokonani i przegrani przeważnie ratowali się ucieczką, by dożywać swoich dni gdzieś za granicą. Nie w Rosji! Tam, niezależnie od tego, czy reżim był czarny czy czerwony, nie ma zapomnienia ani wybaczenia, a karzące ramię Kremla jest naprawdę długie. Odszczepieniec, zdrajca, renegat, a czasem jedynie konkurent nie może liczyć na pobłażanie.
W książce Grzegorza Kuczyńskiego „Jak zabijają Rosjanie” możemy znaleźć dość przykładów takiej praktyki. Czy pilnie strzeżona ikona rewolucji – Lew Trocki w dalekim Meksyku, czy ukrywający się pod kolejnym zmienionym nazwiskiem w Monachium przywódca ukraińskich nacjonalistów Stefan Bandera, czy oligarcha i niedawny promotor Władimira Putina Borys Berezowski w snobistycznym Ascot – żaden z nich nie miał szansy ujść wytrawnym zabójcom. Nieliczne przypadki fuszerki dotyczyły przeciwników dostatecznie wysoko postawionych, jak marszałek Tito czy kandydat na prezydenta Ukrainy Juszczenko, czy wyjątkowo szczęśliwych, jak były premier Rosji Gajdar, który jednak zamach na siebie przeżył zaledwie trzy lata.
Nieograniczona była pomysłowość morderców – prymitywny czekan Ramona Mercadora mógł wystarczyć na Trockiego, później do akcji wkroczyły bardziej nowoczesne technologie: Banderę zabił cyjanek w sprayu, bułgarskiego dysydenta Markowa toksyny ukryte w szpikulcu parasola, Bierezowskiego (zapewne) broń psychotroniczna, czyli promieniowanie niskiej częstotliwości, Litwinienkę radioaktywny polon, Aleksandra Pierieplicznego, który puścił farbę o rosyjskim praniu pieniędzy, egzotyczne zioło...
Charakterystyczną cechą tych zabójstw jest, że prawie zawsze upozorowane są one na śmierć z powodów naturalnych,...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: