Punkt zwrotny

Jest wielce prawdopodobne, że gdy Amerykanie za niecały tydzień ruszą do urn wyborczych, przeciwko Hillary Clinton wciąż toczyć się będzie federalne śledztwo. Wielu wyborców zada sobie zapewne pytanie: co będzie, jeśli Hillary wygra, a potem, już jako prezydent, zostanie skazana? Dla kandydatki demokratów to jednak podwójne niebezpieczeństwo. W związku ze sprawą e-maili media mogą zacząć się przyglądać szarej eminencji sztabu Clinton, Humie Abedin, o której związkach z państwami arabskimi, a nawet z organizacjami wspierającymi terroryzm, mówiło się od dawna

FBI znowu zajmie się e-mailami Hillary Clinton. Taką sensacyjną wiadomość przekazał w miniony piątek w liście do kongresu dyrektor agencji James Comey. Komunikat nie zawierał zbyt wielu szczegółowych informacji, ale i tak te, które się w nim znalazły, wywołały burzę. Sam fakt, że śledztwo zostaje na powrót otwarte, i to w takim momencie, musi zastanawiać. Tym bardziej że gdy Comey zamykał dochodzenie, był powszechnie za ten fakt krytykowany. Moment też był ważny, bo dzięki odsunięciu na plan dalszy sprawy wysyłania tajnych informacji z prywatnego e-maila, Clinton mogła się skupić na uzyskaniu nominacji Partii Demokratycznej w prawyborach.

Dlaczego teraz?
Konserwatywne media wrzały, gdy kilka miesięcy temu James Comey zamknął śledztwo w sprawie e-maili, nie doprowadzając do postawienia zarzutów, jedynie ganiąc Hillary za „ekstremalną nieostrożność”. Teraz na szefa FBI rzuciły się media liberalne, które zarzucają mu, że jako były republikanin chce wpłynąć bezpośrednio na wynik wyborów. Śledztwo ma ponownie zostać otwarte, bo, jak czytamy w liście do kongresu, śledczy prowadząc inne, niezwiązane ze sprawą postępowanie, natrafili na nowe informacje.
Biorąc pod uwagę to, jak mocno FBI i jego dyrektor starali się zamknąć śledztwo po raz pierwszy, należy przypuszczać, że to, do czego dotarli teraz, jest na tyle istotne, że Comey nie miał wyboru. Skąd mogą pochodzić...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: