Fundacja „Złodzieje Razem”

Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego wywołał szerszą dyskusję na temat patologii władzy sądowniczej w III RP. Ujawnione niedawno fakty na temat rządowych dotacji dla Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, w której władzach zasiadał były sędzia TK Jerzy Stępień, pokazują też inną patologię. Wiele tzw. organizacji pozarządowych od dawna przestało służyć budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, a stało się narzędziem służącym konsolidacji władzy, kastowych interesów i realizacji najbardziej kontrowersyjnych pomysłów ideologicznych

Sam pomysł, by w państwie, oprócz trzech gałęzi władzy, było jeszcze niezależne i aktywne społeczeństwo obywatelskie, należy do kanonu myśli konserwatywnej. Alexis de Tocqueville, chwaląc obywatelski zapał Amerykanów, widział w nim zabezpieczenie przeciwko zakusom potencjalnego despoty.
Jednak w III RP niezależność od władzy, podobnie jak sędziowska bezstronność, funkcjonują przede wszystkim w formie deklaratywnej. Stworzono narrację, w której każdy krytyk establishmentu wpędzany jest w pułapkę błędnego koła. Nie można skrytykować bezstronności sędziego Stępnia za to, że zgadzając się z diagnozami jednej ze stron politycznego sporu, jednocześnie stał na czele fundacji, która od polityków przyjmowała grube miliony w dotacjach. Krytyka jest niedopuszczalna, bo podważa autorytet Jerzego Stępnia jako… bezstronnego sędziego.
Podobnie jest z organizacjami pozarządowymi. Nie można wskazywać na ich gołym okiem zauważalną polityczną rolę, bo wówczas podkopuje się… fundament społeczeństwa obywatelskiego.
System przychylnych organizacji pozarządowych spełnia podobną rolę jak system przychylnej kasty sędziowskiej. Po pierwsze, mamy gotową pulę „niezależnych ekspertów”, którzy w razie potrzeby będą asekurować polityków. Po drugie, mamy kolejny sposób na realizowanie ideologicznych pomysłów bez konieczności pytania o zgodę wyborców. Po trzecie, i chyba najważniejsze, mamy zasadniczo legalny sposób na...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: