Srebrne serce dla „Inki”

Rozmowa z ks. Jarosławem Wąsowiczem SDB o akcji „Serce dla Inki” rozmawia Filip Rdesiński

Jest ksiądz jednym z tych duchownych, którzy w sposób szczególny zaangażowali się w propagowanie wiedzy o Żołnierzach Wyklętych i ich godne uczczenie. W tym roku Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych będzie miał szczególny charakter za sprawą akcji „Serce dla Inki” zainicjowanej przez Księdza. Skąd wziął się pomysł akcji?
Ekshumacja Danuty Siedzikówny „Inki” była dla mnie wielkim wzruszającym przeżyciem. Kiedy dowiedziałem się, że na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku zespół prof. Szwagrzyka rozpoczął badania, natychmiast tam się udałem. Pracowali przy tej ekshumacji moi przyjaciele, kibice Lechii, państwo Kołakowscy. I gdy wykopano szczątki „Inki” – nie było pewności, ale panowało przekonanie, że to jej szczątki – pomyślałem, że warto ją upamiętnić w sposób szczególny. Dlatego pobraliśmy ziemię z prochami z grobu i rozesłaliśmy ją do różnych salezjańskich ośrodków w całej Polsce. Zamysł był taki, żeby młodzież fundowała specjalne srebrne serca, będące zarazem urną na te prochy. I żeby te serca przypominały młodzieży o wyjątkowej, patriotycznej postawie „Inki”.

Dlaczego do ośrodków salezjańskich?
„Inka” była wychowanką sióstr salezjanek i przeszła formację w duchu nauczania ks. Jana Bosko. Mamy taki plan, aby tablica ze srebrnym sercem, która zostanie umieszczona w kaplicy kościoła Świętej Rodziny w Pile, wisiała obok tablicy upamiętniającej chłopców z salezjańskiej Poznańskiej Piątki. W przyszłym roku będzie 75. rocznica ich męczeńskiej śmierci. Chłopcy z Poznania, z Wronieckiej, symbolizują tych wszystkich salezjańskich wychowanków, którzy stanęli w obronie ojczyny i jej wolności w czasie II wojny światowej. Działali w Narodowej Organizacji Bojowej i za tę działalność zostali aresztowani i zgilotynowani w Dreźnie. „Inka” symbolizuje z kolei tych młodych ludzi, którzy walczyli po wojnie z...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: