Pomagać na miejscu

Dzięki ofiarności Polaków setki syryjskich Kurdów otrzymało pomoc humanitarną. Tym różni się ona od tej proponowanej i przepychanej przez Unię Europejską, że trafiła tam, gdzie najbardziej jest potrzebna – na pogranicze, gdzie od miesięcy koczują uciekinierzy z targanej wojną Syrii

Podczas nadzwyczajnego posiedzenia sejmu poświęconego problemowi fali uchodźców prezes PiS Jarosław Kaczyński zaproponował, żeby zamiast sprowadzać uchodźców do naszego kraju, wesprzeć ich poprzez finansowanie obozów dla uchodźców. – To będzie rzeczywista solidarność i droga do rozwiązania tego problemu – mówił b. premier. 
O tym, jak jest w rzeczywistości, postanowiliśmy się przekonać, udając się z konwojem humanitarnym do Suruç, miasta położonego tuż przy granicy turecko-syryjskiej, gdzie w obozach przebywają setki uciekinierów z pogrążonej w chaosie Syrii. 
Od kurortu do „nie podróżować”
Podróż na syryjską granicę zaczynamy w Antalyi. To popularny kurort nad Morzem Śródziemnym. Teraz wystarczy tylko lot do Adany, od tego miejsca rozpoczyna się obszar uznawany przez polski MSZ jako niebezpieczny. „Nie podróżuj” – głosi infografika dostępna na stronie ministerstwa. „W związku z działaniami zbrojnymi na pograniczu turecko-syryjskim oraz turecko-irackim i niestabilną sytuacją również w innych rejonach południowo-wschodniej Turcji Ministerstwo Spraw Zagranicznych stanowczo zaleca obywatelom polskim powstrzymanie się od podróży w te regiony kraju, osobom przebywającym tam czasowo rozważenie ich opuszczenia” – czytamy.
Z Adany przedostajemy się busem do Antakii, stolicy prowincji Hatay, położonej w południowo-wschodniej Turcji. Tu spotykamy Dawida Wildsteina i fotografa Piotra Apolinarskiego. Poznajemy też Annę Walczyk, której fundacja od lat zajmuje się organizowaniem transportów i konwojów z pomocą humanitarną. To ona jest obok Dawida i katowickiego stowarzyszenia „Pokolenie” spiritus movens całej akcji pomocowej. Antakia kusi turystów...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: