Wyrzucić z miasta gangsterów

Były prezydent Gruzji, a obecnie gubernator obwodu odeskiego Micheil Saakaszwili nie zwalnia tempa. Najpierw zapowiedział reformę miejscowej policji i pozbycie się większości tamtejszych urzędników, teraz chce legalizacji hazardu. Jeżeli to mu się uda, odeska mafia straci krocie

Kiedy spaceruje się ulicami Odessy, nie sposób pojąć, że to ta sama Ukraina, na którą spadają rosyjskie rakiety. Tutaj wszystko wygląda inaczej. W Odessie trudno usłyszeć język ukraiński. Miejscowi sklepikarze i kelnerzy na pytanie zadane w języku Tarasa Szewczenki ostentacyjnie odpowiadają po rosyjsku. Ich spojrzenia, ale także szyldy reklamowe, ogłoszenia, znaki drogowe i tutejsza prasa zdają się mówić: „Tu Ukrainy nie ma i nie będzie”. Flagi państwowe, jeśli już gdzieś wiszą, to na budynkach urzędów. Wracających z frontu żołnierzy wita nieliczna jak na to ponadmilionowe miasto grupka mieszkańców.
To nie jest nasz konflikt
Ale jest i inne oblicze miasta. Ulica Żukowskiego 38 to centrum Odessy. Tutaj 2 lipca nieznani sprawcy zdetonowali na wycieraczce kawiarni „U Angelowych” ładunek wybuchowy. Eksplozja uszkodziła drzwi wejściowe. Obyło się bez ofiar. Jak twierdzą właściciele, zamachowcy nieprzypadkowo zaatakowali właśnie tutaj.
– To nie po raz pierwszy. Już 21 lutego podłożono nam ładunek pod drzwi. Znalazłam go, kiedy wracałam z kina – mówi „Gazecie Polskiej” Julia, współwłaścicielka kawiarni. – Wtedy policja zneutralizowała bombę, tym razem było inaczej. Pracowaliśmy w nocy na zapleczu, gdy usłyszeliśmy wybuch. Byliśmy przekonani, że to już koniec.
Dlaczego ich zaatakowano? – Wszystko przez to, że wspieramy przemiany na Ukrainie i ukraińską armię – tłumaczy Julia. I dodaje: – Nie rozumiem tego. Sama jestem etniczną Rosjanką, podobnie jak moja mama. Ukraińcy i Rosjanie to bracia, to nie jest nasz konflikt.
– Niedaleko mojego domu znaleziono prawie kilogramowy ładunek trotylu – mówi mi Borys Chersoński, odeski poeta, pisarz i...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: