24 września 2014

„Schetyna został ministrem spraw zagranicznych i bardzo dobrze” – zagadał tubylec z Grochowa do mojego warszawskiego znajomego. „Dlaczego dobrze?” – spytał zdziwiony znajomy. „Schetyna to mafioso. Ma to wypisane na gębie. No więc skoro atakuje nas bandzior Putin, to dobrze, że i my mamy swojego bandziora” – wyjaśnił człowiek z dzielnicy. „No dobra, a jak się okaże, że oni są z jednej mafii, tylko Putin to  boss, a Schetyna to jego żołnierz?” – spytał znajomy. „No to wtedy mamy przerąbane” – zmartwił się jego rozmówca.

Powyższą przepełnioną autentycznym patriotyzmem analizę politologiczną z Grochowa uzupełnijmy jeszcze jedną. Jak bardzo zdegenerowała się PO w tej kadencji Sejmu? To da się zademonstrować wizualnie. Gdy w 2011 r. powstawał drugi rząd Tuska, ministerstwo sportu dostała Joanna Mucha. Zaś transportu (z tym, że wcześniej miał dostać sportu) Sławomir Nowak. Jasne było, że oboje nie mają pojęcia o powierzonych im dziedzinach. Ale PO liczyła na to, że chociaż są ładni i będą się dobrze prezentować w telewizorze. Dziś ludziom kompletnie niekumatym powierzono resorty o nieporównywalnie większym ciężarze gatunkowym: MSZ Grzegorzowi Schetynie i sprawiedliwość Cezaremu Grabarczykowi. Różnica polega na tym, że oni nawet śliczni nie są.

Przy okazji: nie mam wątpliwości, że po tym, jak Grabarczyk został pierwszym sprawiedliwym, bezwzględne ściganie tych, przez których zbankrutowali przedsiębiorcy budujący drogi przed Euro 2012, ruszy z kopyta. Normalnie oszuści z pierdla nie wyjdą przez jakieś 25 lat.

13 października 1985. Piłkarz Dariusz Dziekanowski dumnie oddaje głos w fikcyjnych wyborach do komunistycznego sejmu, co pokazuje – przypadkiem obecny w lokalu – „Dziennik Telewizyjny”. 16 października Lechia Gdańsk gra z Legią Warszawa, w której występował wówczas Dziekanowski. 30-tysięczny tłum gwiżdże i ryczy, gdy tylko dochodzi on do piłki: „Dziekanowski – na wybory!!!”. Po meczu zomowcy niemiłosiernie obrywają...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: