20 kwietnia 2011

O tym, że podobne groźby są na serio, przekonał się Filip Rdesiński z Akcji Alternatywnej „Naszość”, który współorganizował manifestację. Po niej zwartą grupą udaliśmy się do pewnej żulerni na Pradze. Jednak Filip, jako człowiek z natury romantyczny, postanowił odprowadzić do domu dziewczynę. Odłączył się od grupy, w wyniku czego w tramwaju, na drugim końcu miasta, doczepiła się do niego czereda tajniaków. Działających – jak wyjaśniali – na polecenie wydziału „terroru kryminalnego”. Na komendzie na Wilczej stawiliśmy się błyskawicznie. Póki była tam Naszość i „Gazeta Polska”, policja jeszcze miała jakieś nadzieje na lepszą przyszłość. Jednak kiedy po 23-ej ulicą Wilczą przymaszerował pochód
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: