Siła i słabość

Nie tylko wśród domorosłych polityków krążą dziś uspokajające opinie, że na większą wojenną zadymę dzisiejsza Rosja jest zdecydowanie za słaba. Ustępuje gospodarczo Zachodowi, ma rozliczne problemy wewnętrzne, z demograficznymi włącznie. Aliści człowiek, który choć trochę zna historię, wie, że agresywne wojny zaczynali przeważnie słabsi, dla których agresja i ekspansja stanowiły jedyny ratunek – swoisty eksport problemów wewnętrznych.

Od Aleksandra Macedońskiego po XVIII-wieczne Prusy inicjatywa była po stronie słabszych. Nieraz słabszych wielokrotnie. Trudno nawet porównać potencjał Imperium Rzymskiego, liczącego grubo ponad 100 mln kulturalnych, świetnie zorganizowanych obywateli, z luźnymi kupami dzikusów pętających się dookoła, których nie było nawet paru milionów. A jednak do tych dzikusów należała przyszłość.
W czym słabsi byli lepsi? Na pewno w determinacji. Nie bali się ryzykować, walczyć i umierać, podczas gdy stare imperia Persów, Rzymian, Wielkich Mogołów czy Montezumów chciały jedynie żyć w stabilizacji i dostatku. Nadto, zwykle przy ogólnym niedorozwoju mieli w technice militarnej przynajmniej jeden element, który zapewniał przewagę – np. długie fryzyjskie miecze Germanów, stal damasceńską Arabów, broń palną i konie garstki Hiszpanów, rzucających się na amerykańskie imperia, mobilność i szybkość Mongołów...
Zwykle w parze z nowinkami organizacyjnymi (Europę antyku podbił mikroskopijny zrazu Rzym dzięki rewelacyjnym pomysłom legionów) szły idee, nowe religie, wizje, tym groźniejsze, że przeciwnik często bywał wypalony moralnie i pozbawiony samego siebie.
Jak dzisiejsza Rosja mieści się w tych schematach? Wyglądało, że po zawaleniu się komunizmu utraciła jakiekolwiek szanse walki o światową dominację. Przecież sam wielkomocarstwowy imperializm nie wystarczy. Do niedawana wydawało się, że nie. Tymczasem ostatnio, na naszych oczach, pojawiła się taka idea – odgrzewana wizja Rosji III Rzymu – obrońcy...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: