Lekcja tańca

Znajomość rozpoczyna się tangiem, które przechodzi w misterną grę – dla Maxa stawką w niej są perły, dla Mercedes wielkie uczucie, a dla kompozytora pragnienie napisania tanga wszech czasów

Arturo Pérez-Reverte (autor m.in. „Klubu Dumas” i „Szachownicy flamandzkiej”) jest bezsprzecznie jednym z najlepszych współczesnych pisarzy europejskich. Reprezentuje to, co osobiście cenię najbardziej – pierwszorzędną literaturę drugorzędną. Wielowarstwowość literacka sprawia, że utwór „Mężczyzna, który tańczył tango” można traktować jako romans z trzech epok, kryminał, niezłą powieść psychologiczną, a i amatorzy pornografii nie będą zawiedzeni.
Bohaterem historii jest Max, tancerz rodem ze slumsów Buenos Aires, zawodowy złodziej, który w miarę potrzeb gra człowieka z towarzystwa, bawidamka czy fordansera. Historia zaczyna się w połowie lat dwudziestych na pokładzie transatlantyku „Cap Polonio”, gdzie w oko Maxa wpada Mercedes Inzunza, żona jednego z najwybitniejszych kompozytorów hiszpańskich, a ściślej mówiąc – jej drogocenny naszyjnik z pereł. Znajomość rozpoczyna się tangiem, które przechodzi w misterną grę – dla Maxa stawką w niej są perły, dla Mercedes wielkie uczucie, a dla kompozytora pragnienie napisania tanga wszech czasów... Co ciekawe, wszystkim się powiedzie, choć realizacja planów będzie miała dla nich ogromne konsekwencje.
W powieści znajdziemy szeroką panoramę świata lat 20., 30. i 60., kiedy Max, stary i biedny, zatrudniony jako szofer u szwajcarskiego bogacza w Sorrento, nieoczekiwanie spotka się z Mercedes, która asystuje swojemu synowi zmagającemu się z rosyjskim arcymistrzem w turnieju szachowym. Jest samotna, mąż kompozytor zginął podczas wojny w Hiszpanii, rozstrzelany przez republikanów w odwecie za Garcię Lorkę, z drugim małżonkiem rozstała się po zaledwie siedmiu latach związku.
To spotkanie stanie się dla Maxa chwilą, w której całe jego barwne życie ulegnie przewartościowaniu, a on – cynik, człowiek bez...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: