Towarzyszom coraz ciężej

Obecny rząd ponosi klęskę tam, gdzie chciał być postrzegany jako najbardziej profesjonalny. Towarzyszą temu zblazowane miny ministrów.

Jeśli świetny w matematyce uczeń dostaje pałę z polskiego, to może nie budzi to niczyjego entuzjazmu, ale przynajmniej traktowane jest ze zrozumieniem. – Wiadomo – mówi się – nie jest humanistą. Ale co, jeśli ktoś się chełpi, że jest orłem matematycznym, a egzamin z matematyki obleje? Wszyscy będą zdziwieni. Miał być przecież świetny z tego przedmiotu, a tu taka plama.

Trochę więc dziwne, że jeśli obecny rząd nawala w tych obszarach, które miały być jego najsilniejszą stroną, daje plamę i widać, że sobie kompletnie nie radzi, a mimo to przyjmuje się to ze zrozumieniem. Ostatnio mieliśmy do czynienia z dwiema takimi sytuacjami, w których rzekomi rządowi prymusi zawiedli i włos im z głowy nie spadł.

Ekonomiczna duma PO

A zatem uczeń pierwszy – Jacek Rostowski. Rzekomo wielki specjalista od finansów, ekonomiczna duma PO. Gdyby Platforma rozdawała ekonomiczne Noble, nasz minister finansów byłby murowanym kandydatem. Tymczasem ów znakomity specjalista zawiódł  w tym obszarze, który miał być jego najsilniejszą stroną. Okazało się bowiem, że budżet na rok 2013 jest oparty na całkowicie nierealnych założeniach, że wpływy podatkowe drastycznie spadają, a tam, gdzie miały być pozyskane dodatkowe dochody – jak chociażby z mandatów – wpływy są mikroskopijne. Dziura budżetowa – według ostrożnych szacunków – wynosi 24 mld zł. Według pesymistycznych prognoz  jest jeszcze o 10 mld zł większa.

Żeby dziurę załatać, rząd, po pierwsze, bierze się za sztuczki księgowe i zwiększanie długu. Prawdopodobnie zmieni też prawo, by móc sobie pozwolić na zwiększenie deficytu. Łamie przy tym wszystkie zasady, które środowiska liberałów głosiły od lat. Jak chociażby tę, że należy sztucznie i sztywno zapisać w prawie maksymalny deficyt, którego przekroczenie spowoduje uruchomienie...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: