Socjaliści na starość

Mówi się, że kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość zostanie świnią. Tusk zdaje się przejął się tym bałamutnym powiedzonkiem i w wieku dojrzałym nadrabia socjalistyczne braki
 
Deklaracja Donalda Tuska, że im dłużej jest premierem, tym bardziej czuje się socjaldemokratą i że – wreszcie – nie wyklucza koalicji z SLD, nie powinna nikogo zaskoczyć. Od dłuższego już czasu mówiło się o dobrych relacjach Tuska z Millerem. Sama zaś PO przynajmniej od połowy poprzedniej kadencji przechodzi podobną drogę jak zachodnioeuropejskie chadecje, z tą tylko różnicą, że dzieje się to wyjątkowo szybko. To wtedy pozbyto się minister Radziejewskiej, która jako pełnomocnik ds. równouprawnienia miała raczej konserwatywne poglądy zamiast zajmować pozycję wojującej feministki. W miejsce subtelnych gierek wokół regulacji in vitro uruchomiono program promujący i dotujący sztuczne poczęcia. Teraz dochodzi jeszcze sprawa edukacji seksualnej i religii na maturze.

Lewicowy dryf PO

To przesuwanie Platformy, a za nią całego państwa, na lewo ma potrójny wymiar. Jeden dotyczy samej PO i centrum decyzyjnego państwa. Przesuwanie się na lewo jest tu świadomie dokonanym wyborem wynikającym z politycznej kalkulacji. Drugi wymiar jest na nieco niższym poziomie i wiąże się z doborem kadr na stanowiska średniego szczebla, jaki dokonywał się w ciągu ostatnich sześciu lat. Wraz z Platformą na stanowiska urzędnicze zaczęli bowiem trafiać ludzie o poglądach lewicowych, czasem wręcz skrajnie, i to oni nadają ton administrowaniu państwem. Stanowią awangardę zmian.

I choć coraz bardziej socjalistyczny premier może też mówić, że żadnych rewolucji nie chce, to już wśród jego podwładnych jest cała armia urzędników, dla których seksualizacja małoletnich uczniów nie tylko nie stanowi problemu, ale przeciwnie, jest wymogiem, jaki nowoczesność stawia przed polskim państwem. To oni przygotowali zmianę, która teraz dokonuje się na górze. Jest wreszcie...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: